Szeptucha - Live At Pol'and'Rock 2024

Zapis ubiegłorocznego koncertu białostockiej Szeptuchy na festiwalu Pol ’And’ Rock, to kwintesencja energetycznych występów grupy.
Nie mieli łatwo, wychodząc na Małą Scenę tuż po występie Ich Troje. Tym niemniej zgromadzona tego dnia publiczność, wiedziała na co się pisze. Począwszy od powitalnego – nomen omen - „Progu”, którego kołysząco-rockowa konsystencja i zachęta do wejścia nie tylko w muzyczny świat zespołu, wyrażona śpiewem wokalistki Kasi Antosiewicz („Chodź tu/za próg/stanie się spokojnie/zapobiegnę wojnie”), brzmi naturalnie i płynnie. Z kolei plemienny „Cień”, wprowadza do setu element zarówno rocka, jak i pewnego (podlaskiego?) mistycyzmu. To jeden z najbardziej ujmujących momentów tego koncertu. Co ciekawe – w refrenie głos Kasi przypomina nieco barwę Tui Szmaragd z zespołu Wij.
Ale esencją tego koncertu są rozskakane, niemalże drum’n’bassowe „Uroki”. To tu też zespół zaprosił publiczność do tzw. żabek, czyli rytmicznego skakania (polecam zobaczyć zapis koncertu na kanale Kręcioła TV). Nie można też nie wspomnieć o zachęcie publiki do przytulenia najbliższej obok osoby. Natomiast pulsujące, zimnofalowe „Lasem” nie tylko skutecznie zaktywowało do klaskania, ale przede wszystkim dało posmak pewnego, nie odstraszającego mroku, wzbogaconego udanym solem gitarzysty Pawła Szuszkiewicza. Jest też zabarwiony odrobiną americany „Kruk”, który dopełnia całości jeszcze inną wibracją energetyczną – miarową i odznaczającą się pewną swobodą. Swoją drogą momentami ma się wrażenie, że słyszymy raczej utwór Ani Rusowicz. Tym lepiej, że w tym miejscu pojawiła się śpiewna „Szeptanica”, będąca niejako definicją stylu Szeptuchy – czyli gdy folk spotyka się ze współczesną produkcją. Koncert zamknęła bujna wersja przebojowego „Polnego kwiatu”.
Szeptucha na żywo to nie tylko duża dawka energii, ale i sporo smaczków muzycznych. Koncert na Pol’And’Rock był/jest na to dowodem.
MACIEJ MAJEWSKI



