Ten Typ Mes - Bukowski

“Bukowski” ukazuje się w 20 rocznicę Wydania solowego debiutu Mesa. “Zapiski Typa” miały więcej odwołań do amerykańskiego pisarza, natomiast na najnowszym dziele Piotra panuje bałagan.
Płyta ukazuje się też tuż po beefie z Tede, który okazał się dla Mesa porażką. Utwory, które powstały jako dissy, uzupełniają zawartość “Bukowskiego”, nie tylko go psując, ale niepotrzebnie wydłużając. Są tu także numery spoza zestawu dissowego, które są zupełnie zbyteczne, jak utrzymany częściowo w duchu Papa Dance skit “Marynuję się”, ejtisowe “Chciałbym zakochać się”, “Apteka” z zaplutym featuringiem Winiego oraz absolutnie głupi “*uja wiesz”.
Tyle o wtopach, bo “Bukowski” to także kawałki typowe dla Mesa, jak nie pierwszy już w jego twórczości follow-up do jazzu w postaci “Idę na jazz” (brzmiący trochę jak polska wersja “Jazz (We've Got)” A Tribe Called Quest), przytomnie rozliczeniowy, a zarazem dość przebojowy “Los nie chciał inaczej”, czy kapitalne, nostalgiczno-knajpiane “Lokale”. Udanie wypadają również “Filmowcy”, punktujące branżę z tytułu oraz alt-jazzowe “Jeszcze wiele walk”, gdzie muzycznie i lirycznie wszystko skleja się wręcz idealnie. Dokładając do tego wspominkowy “Ursynów”, czy chillująco-romantyczne “Się o ciebie martwię”, robi się z tego całkiem niezły zestaw.
W kwestiach podkładów, Mes nie raz udowadniał, że potrafi się umiejętnie bawić brzmieniami. Na “Bukowskim” też słychać pod tym względem sznyt i jakość. Gorzej jest na odcinku tekstowym, bo tu chwilami bywa mętnie i co gorsza - mało wiarygodnie, czego najlepszym przykładem są numery-dissy. Przez całą płytę przewija się też wątek terapeutyczny, który po dwóch razach zwyczajnie zaczyna nużyć.
Nie wiem, czy oczyszczenie atmosfery życiowej wpłynie jakoś na kolejne poczynania artystyczne Piotra, ale “Bukowski” zdaje się być płytą z jednej strony rozliczeniową, a z drugiej - w jakimś stopniu przejściową.
MACIEJ MAJEWSKI



