Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeRecenzjeTerrordome - Plagued with Violence
Terrordome - Plagued with Violence

Terrordome - Plagued with Violence

Recenzja09.09.2025TerrordomeTerrordome2025
Terrordome - Plagued with Violence

Krakowski Terrordome rośnie w siłę, krok po kroku rozwijając doktrynę dźwiękowego terroru. Zmienia się jedynie zabarwienie.

Praktycznie każda płyta pokazywała zespół z nieco innej strony, zawsze jednak dzierżyła sztandar prawilnego crossovera. „We’ll Show You Mosh, Bitch” czy „Machete Justice” to dzisiaj klasyki polskiej odmiany tej muzyki, jednak Terrordome potrafi zaskoczyć. Pierwszym, dużym drgnięciem, była płyta „Straight Outta Smogtown” z 2021 roku, na której zespół wyraźnie skierował się w stronę czystego thrash metalu a choć stylistycznie i technicznie osiągnął na tym krążku wyraźną stabilizację, nie zatrzymał się.

Przyznam, że „Plagued with Violence” to zaskoczenie dużego kalibru. Już okładka przynosi pierwszy powiew zmian; w zasadzie, gdyby nie krwawe logo, pomyślałbym, że mam do czynienia z nowym krążkiem… Infernal War. Zamiast ciążących z stronę Municipal Waste okładek pełnych chemicznych katastrof i zombiaków, mamy diabły i piekło na ziemi. Zmieniła się też sama muzyka, bo choć Terrordome zawsze epatował odświeżającą wściekłością, tym razem jest zdecydowanie bardziej poważny, mroczny, no… po prostu dorosły. To już nie ten zespół z klipu „Back to the 80s”, nie ma czapeczek z podniesionym daszkiem. Nadal jest thrash metal, choć wyraźnie podrasowany posępnym vibem, który powoduje, że numery, choć skoczne, nie są już tak chwytliwe, ale raczej epatują diabelstwem w minorowych tonacjach. Wyraźnie słychać też, że gdzieś na drugim planie czai się widmo death metalu. Owszem, ulubionym tempem pozostanie szybki bit rodem z „Extreme Aggression” (jakby nie patrzeć, najbardziej crossoverowa płyta Kreatora…), charakterystyczne kostkowanie i frazowanie wokalu. Fakt jednak jest niezbity – to już nowy, zdecydowanie dociążony Terrordome. Są jednak na płycie momenty, które osobiście robią na mnie największe wrażenie, bo pokazują, że Uappa Terror ma rękę do pisania fajnie rozbudowanych, wielowątkowych numerów, czego najlepszym przykładem jest tu „The Torture Continues”, największy chyba majstersztyk, gdzie mamy rozmach aranżacyjny, świetne, nieoczywiste riffy, ale i czyste wokale, które nawiązują do… Suicidal Tendencies (może to jakaś autosugestia?). Kolejny, fajny akcent to dwa numery zaśpiewane po polsku („Rzeka krwi”, „Na glinianych nogach”), a także motoryczny wałek tytułowy i finał w postaci lekko black metalowo (!) przybrudzonego smołą „Satanic Decree”. Wspominałem o umiłowaniu do szybkich temp? Moim faworytem w tym temacie pozostanie „Goat Killers” z świetnym refrenem podbitym oszalałą grą perkusji. Zresztą, perkusista jest tej płyty wcale nie tak cichym bohaterem.

Czy zatem mamy do czynienia z najlepszym krążkiem Terrordome? Na pewno najdojrzalszym, może nie tak soczyście zadziornym jak poprzednie materiały, ale za to realnie niebezpiecznym. Coś jak „crossower/thrash dla dorosłych maniaków metalu”? Choć nikomu te „łatki” nie są potrzebne…

AREK LERCH