The 69 Eyes - X

RecenzjaGrzegorz SzklarekThe 69 EyesWarner Music Poland2012
The 69 Eyes - X

Jubileuszowy, dziesiąty album "wampirów z Helsinek" przynosi porywającą dawkę goth n'rolla.

"X" to płyta, która jest powiewem świeżego powietrza na zatęchłej, kiszącej się we własnym sosie scenie gotyckiej. Nowy album The 69 Eyes jest przypomnieniem, że najlepsze albumy w historii rocka gotyckiego, jakie powstały w latach 80-tych (The Cult, Sisters Of Mercy, The Mission, Bauhaus), miały w sobie rockową surowość i dużą dawkę mrocznego romantyzmu. To jednocześnie płyta, która z powodzeniem mogłaby ukazać się właśnie w tamtych czasach i zostałaby zaliczona do klasycznych wydawnictw tego gatunku.

The 69 Eyes nie bawią się na "X" w ceregiele. Już od otwierającego płytę utworu "Love Runs Away" dostajemy rockowego "kopniaka" między oczy. Finowie nie dają nam chwili wytchnienia. Sisters Of Mercy z okresu "Vision Thing", The Cult z czasów albumu "Sonic Temple", The Mission, Type O Negative, Billy Idol - te nazwy przychodzą na myśl, podczas słuchania "X". Tu nie ma miejsca na słodkie melodie, ballady (na płycie jest tylko jedna, zamykająca płytę - "When A Love Comes To An End"). Jest mrocznie, perwersyjnie, gotycko i rockendrollowo. I bardzo melodyjnie. "X" to zbiór świetnych melodii, a niektóre z nich ("Black", "If You Love Me The Morning After") zostają w głowie bardzo długo. Praktycznie każdy utwór z tej płyty to potencjalny hit!

Tym albumem The 69 Eyes ostatecvznie potwierdzili swój akces do ekstraklasy mrocznego grania opuszczonej przez Sisters Of Mercy, Type O Negative i The Mission. I patrząc na formę, jaką reprezentują na "X", zostaną tam bardzo długo.

Powiązane materiały