The Beatles - 1962-1966 / 1967-1970

RecenzjaThe BeatlesUniversal Music Polska2023
The Beatles - 1962-1966 / 1967-1970

Wznowienie słynnych składanek największych przebojów The Beatles „1962-1966” oraz „1967-1970” okazało się pretekstem nie tylko do umieszczenia na nich ostatniej wspólnej kompozycji Wielkiej Czwórki z Liverpoolu, ale także o uzupełnienie ich o utwory, które nie znalazły się na pierwotnych wydaniach z 1973 r.

Głównym zamierzeniem płyt ‘Red’ i ‘Blue’, jak powszechnie są nazywane przez fanów, było zebranie utworów zespołu z całego okresu jego działalności. Wydawnictwa były ostatnimi, które wyszły w okresie, gdy interesami zespołu zajmował się jeszcze Allen Klein – bardzo agresywna i ogólnie rzecz biorąc, nieuczciwa persona w ówczesnej muzycznej branży. Muzycy The Beatles brali udział w selekcji utworów, które znalazły się na wydanych wówczas w formie czterech longplayów kompilacjach. Przez długi czas obie wydawnictwa były uznawany za dość wymierny wgląd w twórczość zespołu. Bieżące wydania ‘Red’ i ‘Blue’ przyniosły jednak sporo zmian. Przede wszystkim obie zostały uzupełnione o nagrania, których zabrakło w wydaniach pierwotnych – w przypadku albumu ‘czerwonego’ dodano aż 12 utworów, zaś w przypadku ‘niebieskiego’ – 9 kawałków. Do tego wszystkie nagrania mają świeże miksy.

I tu pojawia się pierwsza kontrowersja – nagrania z okresu 1962-1966 pierwotnie były rejestrowane w systemie mono, zaś tutaj, w edycji 2023 zyskały miksy stereofoniczne. Efekt jest mocno dyskusyjny, bo oto nagle w otwierającym pierwszą płytę z kompilacji ‘Red’ utworze „Love Me Do” mamy uwypuklony bas Paula McCartneya, czy dodatkowe bębenki Ringo Starra „A Hard Day’s Night”. Przyznaję, że mocno zaskoczyły mnie te wersje, bo nie sądzę, że takie mogło być pierwotne założenie The Beatles w przypadku zwłaszcza ich wczesnych nagrań, gdy de facto ograniczała ich tylko technologia nagraniowa (dwu- lub trzyścieżkowe magnetofony). Cel odgórny został jednak zachowany i dziś ‘Red’ daje jeszcze lepszy wgląd w pierwszy okres wydawniczy Wielkiej Czwórki. Nieco inaczej rzecz ma się z nagraniami zebranymi na ‘Blue’ – tutaj w dużej mierze pojawiły się miksy znane z nie tak dawno wznowionych płyt „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”, „Magical Mystery Tour”, „The Beatles”, „Abbey Road”, czy „Let It Be”. Wszystkie brzmią solidnie i gdzie trzeba –mięsiście. Trzeba też jednak pamiętać, że w okresie 1967-1970 było już więcej możliwości technologicznych, a sam zespół wykorzystywał je w stopniu wręcz zaawansowanym. Dzięki temu w wydaniach sprzed kilku lat pozwoliło to na uzyskanie jeszcze lepszych współczesnych miksów. Najistotniejsze wydaje się tutaj oczywiście zamykające tę kompilację nagranie „Now And Then”, do którego wykorzystano taśmę z nagraniem Johna Lennona, grającego na pianinie, a które zostało dokończone przy użyciu sztucznej inteligencji. Nad nagraniem trzej żyjący Beatlesi pracowali jeszcze w 1995 roku z myślą kompilacji „Anthology”, ale wówczas nie byli w stanie jej dokończyć. Tym razem Paul McCartney i Ringo Starr przy pomocy Gilesa, syna George’a Martina (nadwornego producenta The Beatles) oraz Jeffa Lynne’a znanego z Electric Light Orchestra (który pracował z zespołem przy „Anthology”), stworzyli ostatnią kompozycję The Beatles, wykorzystując taśmę z nagraniem Lennona oraz partie gitary nagrane przez George’a Harrisona przed trzema dekadami. Efekt jest również dyskusyjny, bo słychać wyraźnie, że nagranie jest ‘sklejką’, stanowiąc przede wszystkim dodatek do kompilacji ‘niebieskiej’. Zastanawia też, dlaczego nie umieszczono na niej także nagrań „Free As A Bird” i „Real Love”, które – choć wydane zostały na „Anthology” w 1995 roku - brzmią o wiele wiarygodniej, niż „Now And Then”.

The Beatles „1962-1966” i „1967-1970” w edycji 2023, to wydawnictwa słodko-gorzkie. Z jednej strony wydają się kolejnym skokiem na pieniądze fanów zespołu, z drugiej zaś – mogą dać, zwłaszcza młodszym pokoleniom wgląd w muzyczny fenomen Wielkiej Czwórki z Liverpoolu.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały