The Cult - Under The Midnight Sun

RecenzjaGrzegorz SzklarekThe CultBlack Hill Records2022
The Cult - Under The Midnight Sun

Weterani z The Cult powrócili po 6 latach z nową najkrótszą w ich dyskografii płytą studyjną, która jednocześnie jest jednym z ich najlepszych dokonań w XXI wieku.

Zespół którego trzon od zawsze tworzą wokalista Ian Astbury i gitarzysta Billy Duffy już od wielu lat nic nie musi. Nie muszą niczego udowadniać, pokazywać, zdobywać nowych terytoriów. Po prostu co kilka lat wydają nowe piosenki dla wiernych fanów i robią to z mniejszym lub większym powodzeniem. Nowa płyta "Under The Midnight Sun" jest pierwszym albumem The Cult od 6 lat i jedyny zarzut jaki można jej postawić to taki, że...jest za krótka. Znalazło się na niej zaledwie 8 kompozycji, co jest zaskakujące jak na tyle lat oczekiwania. Nie mieli więcej materiału? Nie byli zadowoleni z tego co stworzyli? Na te pytania nie znamy odpowiedzi, ale to, co trafiło na ten krążek musi usatysfakcjonować nawet najzagorzalszych fanów zespołu. 

"Under The Midnight Sun" to sentymentalna wycieczka The Cult do lat 80-tych i ich arcydzieł takich jak: „Dreamtime”, "Love" czy „Sonic Temple”. Ale czy mogło być inaczej, skoro nowy album powstał w walijskich Rockfield Studios, gdzie w 1984 roku została nagrana debiutancka płyta „Dreamtime”? Charakterystyczny, w ogóle niestarzejący się wokal Iana Astbury'ego towarzyszy przestrzennym, "zawodzącym" gitarom Billa Duffy'ego. Nad całością unosi się mgiełka melancholii i smutku, a tu i ówdzie jest obecny gotycki mrok oraz dawka szamanizmu. Mamy tu świetne wpadające w ucho melodie (absolutny faworyt w tej kategorii to bez wątpienia singlowe "Give Me Mercy", którego refren na długo pozostaje w głowie) i jak to w The Cult bywa udanie mieszają numery dynamiczne z uroczymi balladami („Knife With The Butterfly Knife”, „Under The Midnight Sun”). Nie brakuje małej niespodzianki dla fanów bardziej elektronicznego wcielenia bandu z okresu singla „The Witch” z 1993 roku i wydanej rok później później płyty „The Cult” („Vendetta X”).

„Under The Midnight Sun” to bardzo wyraźny sygnał, że The Cult nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i są w bardzo wysokiej formie. Warto było czekać tych 6 lat na to wydawnictwo, bo zostawia ono u słuchacza duży niedosyt. W końcu to tylko 8 utworów i 35 minut grania. Mam nadzieję, że zespół dokonał takiego zabiegu świadomie, byśmy z coraz większym apetytem czekali na ciąg dalszy. Oby nie za kolejnych 6 lat. To bowiem wciąż wspaniały zespół. 


Powiązane materiały