The Opposition - Hope

RecenzjaJakub OślakThe OppositionSonic Records2021
The Opposition - Hope

Klasycy brytyjskiego post-punka wydali pierwszy od 3 lat album studyjny "Hope". Jest to kolejna w ostatnich miesiącach płyta nagrana w warunkach 'covidowych', co wyraźnie słychać w kilku kompozycjach na tym znakomitym albumie.

Myśląc o The Opposition, najczęściej myślimy o leksykalnych hasłach, takich jak post-punk, new wave, zimna fala. To dobrze, jeśli w ogóle myślimy o tym zespole; albowiem, zgodnie z credo zakodowanym w nazwie, jest to jeden z owoców angielskiej alternatywy w całkowitej opozycji do świata. Oni nigdy nie lubili być popularni i nie starali się tacy być. Więcej czasu spędzili na bocznicy, niż w biegu za uwagą serc, częściej przebywając w stanie rozpadu, zawsze tymczasowego, niż aktywnej działalności. Być może właśnie dlatego, gdy zespół przygotował w ubiegłym roku swój nowy album Hope, informacja o tym fakcie nieprędko trafiła do ich wielbicieli. Po części sprawił to ich romantyczny status wiecznej niszy, a po części pandemia i ‘kolejki’ w tłoczniach płyt. Materiał był gotowy już w lipcu, ale do rąk i świadomości trafił ze sporym poślizgiem. Grunt, że Hope jest – i jest wspaniała! – o czym warto się przekonać bez analizowania całej ich nierównej i niejednoznacznej dyskografii.

Chociaż znamy The Opposition jako ‘zimną falę’, tak naprawdę zamyka się to w ich pierwszych czterech płytach, nagranych i wydanych w latach 1981-85, na czele z Breaking The Silence. Wszystko to, co działo się od tamtej pory należy już określać innym terminem. Liderzy zespołu, Markus Bell i Mark Long, zaczęli kombinować, czego początkiem był ich jednorazowy projekt So. A gdy powrócili na samym początku lat 90-tych pod swój macierzysty szyld, ich brzmienie było już czymś innym – tytułową opozycją, sprzeciwem, próbą wyrwania się okowom, schematom, szufladom i stereotypom. Czas się zmienił i Opposition dobrze wyczuli ten moment, aby dopasować się (lub raczej, odpasować) od oczekiwań, po raz kolejny wyprzedzając swój czas. Ich droga to droga takich formacji jak New Model Army czy Wire – pionierów alternatywnego grania, których styl nie podlega łatwemu nazewnictwu, mitologizacji i dopisywaniu kolejnych rozdziałów do muzycznego bestiariusza. 

Tym bardziej, gdy po śmierci Markusa Bella, The Opposition stało się tak naprawdę autorskim projektem Marka Longa, który potwierdził kurs tej formacji krążkiem Somewhere In Between. Jeśli możemy w jakikolwiek sposób połączyć Hope z resztą opozycyjnego dorobku, to tylko tą drogą. Post-punk jest tu obecny, ale jako duch, idea, echa pojedynczych nut i pomysłów; prym wiodą piosenki i kompozycje o znacznie bardziej współczesnym brzmieniu, konstrukcji i pomyśle. Opposition nie boi się czerpać z popu jak i alternatywy; balansować między światłem a ciemnością, klaustrofobią przejść podziemnych pod tkanką miasta, a komfortem fotela i cieple żyrandola. Ich horyzont rozciąga się od otwierającego płytę, krzepiącego „The Day The Truth Died” po finałowe, przenikliwe, kruche i rozpaczliwe „Borderline”. W ich brzmieniu bez problemu usłyszymy stylistyczny szpan Arctic Monkeys („Like Lovers”, „Wish For”), jak i neurotyczny patos Porcupine Tree („Ashes”, „Drown Myself”).

Hope jako longplay ma do zaoferowania nie tylko cały wachlarz atmosfer, temperatur, pór roku, pór dnia, ale przede wszystkim wiarygodność i witalność zaprezentowanych tu kompozycji. Mark Long nie ukrywa, że to efekt pracy w warunkach lockdownowych, przesyłaniu sobie nawzajem pomysłów i układania ich jak puzzle w jeden sensowny kształt. Ten lockdown jest słychać w takich kawałkach jak „Life’s Blood”, pełnych żalu i zadumy, bólu i desperacji. Tu nie ma żadnych zimnych fal – to materiał bezpośredni, osobisty i introspekcyjny. Gdy dochodzi do „The End Of The World” czy, ta introspekcja przechodzi w bardziej dynamiczny wymiar w stylu Archive czy Radiohead. Ale pomiędzy nimi czai się „Smell the Rose”, które brzmi jak żartobliwy „Seamus” Floydów. A pod sam koniec - najbliższe post-punkowi, chłodne „Hope Is All You Have” (słychać echa „The Eternal” Joy Division). Co za płyta! Pełna magii, serca, uczucia, intymności i… anonimowości; dla tych, którzy pozwolą sobie na jej odkrycie.


Powiązane materiały