The Riverose - The Riverose

Długogrający debiut The Riverose to sympatyczna i wpadająca w ucho mieszanka rocka, bluesa, indie i folku.
Zespół powstał w styczniu 2024 roku z inicjatywy pianisty i producenta Damiana Pietrasika oraz blues-rockowej wokalistki Niki Grann. Wkrótce do zespołu dołączyli wokalista i gitarzysta Szymon Fabisiak oraz gitarzysta Krzysztof Ugorowski. Skład uzupełnili następnie basista i producent Bartosz Mielczarek oraz perkusista Tomasz Mądzielewski, który uczestniczył w nagraniach studyjnych. I to właśnie ten skład nagrał “The Riverose”.
Słychać na nim wpływy zarówno gitarowe granie rodem z Wysp Brytyjskich, jak i dość bezpieczny pop rock ze szczyptą bluesa oraz elementów folkowych. Istotą jednak pozostają partie wokalne, którymi dzielą się Nika i Szymon - czasem solo, a czasem w chórkach. To one nadają najwięcej kolorytu całości. Początek płyty zaskakuje jednak… funkowo. Otwierający “No Surrender” pulsuje bowiem głównie za sprawą klangujacego basu Bartka Mielczarka. Prym wiodą jednak przede wszystkim wokaliści z dość pozytywnym przekazem. Nieco bluesowo robi się w “Fade Away”, gdzie wokal Niki przypomina trochę Alanis Morissette. Niezłe wrażenie robi również folkowo podszyty, rytmiczny “Eyes Of Hope”. Z kolei nieco ogniskowy początkowo “Don't Let Me Fall”, zdradza jeszcze bardziej ‘korzenne’ podejście zespołu. Zaś wykrojona jakby żywcem z lat 90. gitarowa ballada “I Want To Stay”, sprawdziłaby się na niemal każdej imprezie klasowej pokolenia millenialsów. Dla odmiany “Give Peace A Chance Again” (nawiązanie do kompozycji Johna Lennona nieprzypadkowe) wypada dość… hippisowsko. Nieco przesłodzone “It's Not A Fairy Tale” przywodzi natomiast na myśl dokonania… The Kelly Family (refren!). Dość refleksyjnie domyka płytę z kolei zaśpiewane przez Nikę smutne “Breakdown”. W bonusach dostajemy natomiast remiks “No Surrender” autorstwa Envee'ego, który wsadził go w ryzy daftpunkowe, czyniąc zeń numer taneczny.
Wersja winylowa płyty zawiera jeszcze dwie dodatkowe kompozycje - “Winding Road” (tym razem nieprzypadkowe nawiązanie do szlagieru The Beatles autorstwa Paula McCartneya) oraz niespełna dwuminutowe “Neon Echoes”.
Wydawać by się mogło, że The Riverose mają wszystko, co potrzeba, by tworzyć przebojową muzykę. Kłopot w tym, że tyle tu kalek, naleciałości i aranżacyjnych patentów z zewnątrz, że trudno mówić o w pełni autorskim stylu gry zespołu. Być może wyodrębni się on i rozwinie w kolejnych nagraniach. Na razie jednak pozostaje jedynie prognostykiem.
MACIEJ MAJEWSKI

