The Rolling Stones - Hackney Diamonds

RecenzjaThe Rolling StonesUniversal Music Polska2023
The Rolling Stones - Hackney Diamonds

The Rolling Stones po 18 latach wydali album z premierowym materiałem. „Hackney Diamonds” to świadectwo zespołu, który od ponad 60 lat nie kłania się zbytnio modom, jednocześnie pozostając wciąż największym zespołem rock and rollowym na świecie.

Od lat niczego nie muszą. Ani udowadniać, ani zmieniać. Ta maszyna wciąż działa sprawnie, nie tylko koncertowo. Nawet śmierć perkusisty Charliego Wattsa nie zakończyła działalności zespołu, choć Mick Jagger, Keith Richards i Ronnie Wood podkreślają w wywiadach tęsknotę za przyjacielem. Desygnowany przez Wattsa na swojego następcę Steve Jordan gra nieco inaczej, ale bardzo dobrze wpisał się w konsystencję muzyczną The Rolling Stones.

Najlepszym dowodem jest otwierający płytę, znany z singla utwór „Angry”. Jordan prowadząc kawałek, okraszony zresztą riffem, mającym w sobie coś z energii „Start Me Up”, daje grupie solidny fundament rytmiczny. Osobną odsłoną płyty są pojawiający się na niej goście. Grupa zaprosiła starych znajomych, niemniej znanych od nich samych. Mamy więc Eltona Johna, który zagrał na fortepianie w kołyszącym „Get Close” (który został dodatkowo wzbogacony solówką na saksofonie). Jest kapitalny, energiczny „Bite My Head Off”, w którym zmutowane solo na basie zagrał Sir Paul McCartney. Jest barowy „Live By The Sword”, ponownie z udziałem Eltona Johna, ale także Billa Wymana – wieloletniego basisty Stonesów, który opuścił grupę… 30 lat temu. Prawdziwą perełką jest natomiast bluesowo-gospelowe, również znane z singla „Sweet Sounds Of Heaven”, w którym na klawiszach zagrał Stevie Wonder, a swojego głosu użyczyła Lady Gaga. Ważną postacią na „Hackney Diamonds” jest także producent Andrew Watt znany ze współpracy ze wspomnianym McCartenyem oraz Ozzym Osbournem, czy Justinem Bieberem. To właśnie on do spółki z Donem Wasem, spiął brzmieniowo ten album, pomagając jednocześnie w aranżacji paru utworów. Ale The Rolling Stones to także pojedyncze ‘smaczki’ pomiędzy daniami głównymi. Mamy więc stadionowo-balladowy „Depending On You”, rockowo-motywujący „Whole Wide World” z pętlącym riffem gitary, czy wspaniały country-blues w „Dreamy Skies”. Jest też oczywiście piosenka zaśpiewana przez Keitha Richardsa – wspaniała ballada „Tell Me Straight”, w której gitarzysta snuje przemyślenia na temat teraźniejszości i przyszłości. Album wieńczy natomiast utwór jak najbardziej bluesowo klasyczny – „Rolling Stone Blues” autorstwa Muddy’ego Watersa, od tytułu którego zespół zaczerpnął swoją nazwę. Piękna klamra i zwieńczenie jednocześnie.

„Hackney Diamonds” to najlepsza muzyczna deklaracja The Rolling Stones w XXI w. Znając podejście zespołu, pewnie usłyszymy kilka z utworów podczas przyszłorocznych koncertów. A że będą one świetnym uzupełnieniem dla klasycznych hitów zespołu – nie mam wątpliwości.

MACIEJ MAJEWSKI

Powiązane materiały