Tomasz Makowiecki - Bailando

„Bailando” to pierwszy album Tomka Makowieckiego od 10 lat.
„Bailando” jest osadzone w dwóch miejscach, w Sopocie i Warszawie. Ostatnie dwa lata mojego życia to ciągła podróż między tymi dwoma miejscami. Sopot to moje miejsce na ziemi, tam jest moje serce. Warszawa wciąż jest mi nieco obca, ale ważna. Są więc z jednej strony motywy morza, lasu, a z drugiej pełnego zgiełku miasta. Każda piosenka przywołuje konkretne chwile, wydarzenia. – tak mówi o płycie autor.
Od jej pierwszych dźwięków słychać idealne wyważenie między liryzmem, a subtelną, nieco ‘ejtisową’ elektroniką. Przyznaję, że tak poruszającego otwarcia jak utwory „I co?”, „Bardziej, niż zwykle” i „Warszawa Wschodnia” nie słyszałem dawno na żadnej polskiej płycie. W pierwszym z nich, naznaczonym podprogowym minimalizmem, uderza swoisty eskapizm tekstu. Nieco inaczej rzecz ma się z drugą kompozycją – znaną już od dwóch lat - która dzięki swojej pogodności oraz lekko podanym tekście, trakującym o zmianach, kojarzy się z letnią aurą, a solówka na saksofonie autorstwa Tomasza Grzegorskiego dodatkowo go ubarwia. Letnia aura przenosi się nie tylko na trzeci z wymienionych utworów (mimowolnie kojarzący się z dokonaniami grupy Kamp!), ale przede wszystkim na singlowe „Lato w mieście”, które charakteryzuje partia bębnów bliźniaczo wręcz podobna do tej z… „Maneater” duetu Daryl Hall & John Oates. Tę raczej pozytywną muzyczną aurę przedziela przyjemnie mroczne i tęskne „Jadę metrem” – jeden z najciekawszych momentów całej płyty. Udane wrażenie robi także kompozycja „Słońce nie przestaje świecić w nocy”, gdzie głos Tomka nasycony oniryzmem, wybija się po raz pierwszy tak bardzo ponad warstwę muzyczną. Natomiast przyznaję, że nie rozumiem, czemu w dość zapętlonym „Na paluszkach” gospodarz zaprosił do udziału Julię Wieniawę, która za sprawą swojej ‘zaspanej’ wstawki wokalnej na chwilę niemalże zawiesiła cały utwór, wytrącając zupełnie jego kołysankowy nastrój. Zupełnie inaczej jako gościni wypadła Katarzyna Nosowska, która w ejtisowo-smutnym „Nie ma nas” znakomicie uzupełniła partie Tomka. Absolutnym zenitem „Bailando” jest jednak wolny, snujący się „Gary Hell”. Nawiązujący w tytule do postaci sopockiej legendy punk rocka, ujmuje prostym, przytłumionym tanecznym bitem, morską aurą i deklamacyjnym sposobem opowiadania Tomka. Album wieńczy natomiast „Wiem, że to nie koniec”, który – zgodnie z tytułem – brzmi jak obietnica ciągu dalszego.
Płyta „Baildando” dojrzewała ponoć bardzo długo. Odkładana co jakiś czas na bok, odleżała zdaje się swoje, bowiem utwory na niej zawarte są przemyślane, mądrze wyważone, a i teksty, które zaśpiewał Makowiecki, stanowią ciekawy, często skłaniający do refleksji zbiór. Można ją chyba traktować jako ciąg dalszy „Moizmu” sprzed 10 lat, ale mam nadzieję, że przede wszystkim jest to początek nowego otwarcia dla autora, który od teraz znacznie częściej będzie nas raczyć swoimi kolejnymi dokonaniami.
MACIEJ MAJEWSKI



