Trupa Trupa - Mourners

RecenzjaTrupa TrupaGlitterbeat Records2025
Trupa Trupa - Mourners

Nasza trójmiejska szpica niezależnego rocka ponownie atakuje, tym razem króciutką ale konkretną EP-ką, której premiera zbiega się z kolejną ich trasą po Stanach Zjednoczonych.

Trupa Trupa od lat pracuje na markę naszego najlepiej rozpoznawalnego zespołu w globalnym, niezależnym, alternatywnym roku. Pomagają im w tym słowa pochwały od samego Iggy’ego Popa, który regularnie umieszcza ich numery w swojej audycji radiowej. Pomaga też fakt, że teksty Trupy pisane są po angielsku. Nie potrzeba wielce analitycznego umysłu aby zrozumieć, że anglojęzyczne piosenki, niezależnie skąd płynące, mają większe szanse na sukces w świecie zachodnim, globalnym. Pod warunkiem, że twórcy dobrze się tym angielskim posługują.

Angielski Grzegorza Kwiatkowskiego jest oczywiście perfekcyjny – w końcu jest on nie tylko człowiekiem dźwięku, ale i słowa - poetą, który bawi się leksykonem, oraz prelegentem, który usiłuje oświecać i pobudzać słuchaczy swoimi wykładami. Te wszystkie cechy wpływają na brzmienie Trupy – słychać, że są oni intelektualistami, którzy usiłują przełożyć na swoją muzykę lata doświadczenia w obsesyjnym słuchaniu wszelkiej maści dźwięków mniej lub bardziej alternatywnych: od The Velvet Underground po Joy Division, po drodze mijając noise i ambient.

Skoro wspomniałem The Velvet Underground warto zaznaczyć, że pierwszy numer na nowej EP-ce – „Sister Ray” – nie jest coverem Velvetów, lecz niezależnym stworem; gdyby był coverem, trwałby tyle, co cała EP-ka. Nie mniej jakaś aluzja, ukłon, nawiązanie jest; podobnie jak Velveci 50 lat temu, tak i Trupa stawia na swoje niezależne brzmienie, będące koktajlem wpływów, płyt, snów, fascynacji, motywacji i przemyśleń. Właśnie dlatego tak pozytywnie wyróżniają się z tłumu: nie są zespołem gatunkowym, niszowym, lecz wolnym od artystycznych ograniczeń.

Właśnie to uważam za sedno ich sukcesu w sercach słuchaczy na świecie – ich nienachalną wolność twórcza i przekonującą szczerość przekazu. Panowie nie silą się na awangardę, chociaż potrafią ‘odlecieć’ w improwizowane transmisje. Potrafią także niczym Siekiera prosto i zimno odmierzać tempo i cyzelować hipnotyczny przekaz. Mają dużo zabawek – i lubią prezentować je wszystkie, aby wciągnąć słuchacza w pozytywny chaos i kreatywny harmider. I słuchacz w to wchodzi; nie sposób inaczej, gdy słyszy się, jak wielką frajdę ma ten zespół z tego, co robi.

„Mourners” to szybka piłka, demonstracja intencji i możliwości, a także zapowiedź kolejnych, większych rzeczy. Te pięć numerów w 17 minut wybrzmiewa świeżo i dynamicznie, jakby nie zostawiając sobie i słuchaczowi czasu na zbyteczną kontemplację i bajanie w chmurach. Jest post-punkowo, jest psychodelicznie, jest chłód i przetwórstwo soniczne. To muzyka, do której lgną inni muzycy; to wiarygodność i kunszt, pasja i zaparowane okulary, elektromagnetyzm i szwendacz twórczy. To wreszcie radość z tego, co się robi i co wybrzmiewa w efekcie końcowym.

Jest w tym też dodatkowa radość, że Trupa to kolejna ekipa z Polski, która radzi sobie w świecie bez kompleksów, tak jakby na to pokolenie nie wpływała już żadna bariera kulturowa, językowa, historyczna czy mentalna. Gramy w Los Angeles, bo czemu nie? To oczywiście nie kaprys czy widzimisię, lecz owoc lat pracy. Trupa po sześciu albumach wciąż się uczy, wciąż poprawia swoje brzmienie, co wyraźnie słychać na „Mourners”. Nic tu nie jest ani wymęczone, ani przeładowane; to co grają przychodzi im naturalnie i dlatego Iggy Pop z dumą nosi ich koszulkę.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały