Turbo - Blizny

Aż 11 lat trzeba było czekać na premierową płytę Turbo. „Blizny” powinny jednak zadowolić fanów poznańskiej formacji.
Po nieco filmowo-rockowym „Intrze” wjeżdża „Nowy rozdział” – kapitalna heavymetalowa jazda z zakręconym riffem Wojciecha Hoffmana, a przede wszystkim naznaczona udanym wokalem Tomasza Struszczyka. Bardziej złożone jest „W.W.W.W.” (akronim słów: wszystko wszędzie woła więcej). Rozbite na wokal Tomka i gościnnie udzielającego się Piotra Cugowskiego, którego głos całkiem udanie dobarwia kompozycję. Spore wrażenie robi natomiast okołothrashowy (świetne partie perkusji Mariusza ‘Bobisia’ Bobkowskiego) „Łotr”, który w pewnym momencie zyskuje nawet dość epicki wymiar – głównie za sprawą chóralnych i nieco mrocznych głosów w tle, a także dzięki akustycznej codzie zagranej przez Struszczyka na gitarze akustycznej. Równie mocno wypada „Przyjdź do mnie”, traktujący m.in. o wątku bliskości w obecnych czasach. Z kolei bujający, nieco bluesowy „Magnetyczny sen”, urozmaica brzmieniowo zawartość „Blizn”, chociażby za sprawą dość bogatych solówek gitarowych (w tym ostatniej autorstwa gościnnie grającego Krzyśka Śniadeckiego). Jest też galopujący „Zawrót głowy”, będący niejako kwintesencją Turbo. Sporym sznytem przebojowości legitymuje się natomiast „Na dno”, który mimo złożoności zwrotek, ma sporo polotu w refrenach ze słowami: „Na dno/Mówili mi ze kocha mnie świat/Że mogę być kim tylko zechcę/Na dno/Bywają dni gdy czuję ten wiatr/Lecz żagle niegotowe jeszcze”.
Z kolei fani klasycznego heavy metalu powinni odnaleźć wiele dobra w „Do domu”, w którym gościnnie udziela się tym razem starszy z braci Cugowskich, a którego partie wokalne - podobnie jak w przypadku brata – ubarwiają utwór. Punktem kulminacyjnym „Blizn” jest jednak znane już z singla „Zwyczajnie nie”, które swoimi zmianami tempa, gęstością i rozwiązaniami aranżacyjnymi, wręcz zachwyca. To zresztą jedna z ciekawszych rockowo-metalowych kompozycji, jakie pojawiły się (póki co) na polskim rynku w tym roku. Album zamyka balladowy i refleksyjny „Spokojny”, który bardzo płynnie spina całość.
Czas zdaje się działać niejako na korzyść Turbo, mimo 11 lat, jakie minęły od wydania poprzedniej płyty zespołu. „Blizny” to album numer 12 w jego dorobku , który jawi się jako udany, świetnie zrealizowany i poukładany.
MACIEJ MAJEWSKI




