U2 - Songs Of Innocence

Na nowej płycie Bono i jego koledzy patrzą w daleką przeszłość spędzoną na ulicach i w klubach Dublina. I przyprawiają o ból głowy.
U2 po raz kolejny udowodniło, że jest zespołem jedynym w swoim rodzaju. Wszyscy czekali na głośną zapowiedź wydania nowej płyty, kampanię reklamową wartą miliony dolarów, tymczasem album "Songs Of Innocence" ukazał się niespodziewanie, niemal z godziny na godzinę. I to jeszcze w wersji cyfrowej i za darmo. Szumu jaki powstał wokół tej premiery nie trzeba komentować, bo o tym wydarzeniu mówią i piszą wszystkie media. O "normalną" sprzedaż płyty, która rozpocznie się 13 października, Bono z kolegami mogą być spokojni.
"Songs Of Innocence" to sentymentalny powrót U2 do swoich początków, do czasu, gdy zaczynali w klubach stolicy Irlandii. Decyzja to jak najbardziej zrozumiała, gdyż panowie są w wieku, w którym często patrzy się wstecz i wspomina stare, dobre czasy, o czym opowiada chociażby otwierający płytę ostry jak brzytwa utwór "The Miracle (Of Joey Ramone)". Ale w tym miejscu rodzi się problem z nowym albumem. Pomimo usilnych wysiłków zespołu, by ten krążek brzmiał jak rodem wyjęty z końca lat 70. i początku 80., "Songs Of Innocence" to płyta, która pozostawia słuchacza w stanie swego rodzaju zawieszenia. Jeśli o takich płytach U2 jak na przykład "The Unforgettable Fire", "Joshua Tree" czy "Achtung Baby" można powiedzieć, że są fantastyczne, a niemal każdy utwór z nich pochodzący stał się klasykiem w dorobku Irlandczyków, to "Songs Of Innocence" jest po prostu płytą bez wyrazu i pasji, które charakteryzują większość dokonań U2. Owszem, zespół próbuje tu różnych nowych rozwiązań, ale toną one w bylejakości, która nie przystoi takim wyjadaczom jak Bono i jego ekipa.
Na szczęście jest tu kilka jasnych punktów, które ratują ten album przed katastrofą. Ot, chociażby najlepsze na płycie "Iris (Hold On Close)" zadedykowane zmarłej wiele lat temu matce Bono. To U2 w najlepszym wydaniu, z pięknie brzmiącymi, przestrzennymi gitarami, natchnionym nastrojem, motorycznie pracującą sekcją rytmiczną. Dalej: sentymentalne, "zamglone" "Every Breaking Wave", w którym pobrzmiewają dalekie echa "With Or Without You", "Cedarwood Road" kojarzące się z dokonaniami...New Model Army i chyba największą niespodzianka "in plus" na tej płycie czyli piękna, delikatna ballada "Sleep Like A Baby Tonight", która po niewielkiej modyfikacji mogłaby znaleźć się na jednej z płyt Kraftwerk (!!). Płytę zamyka kolejna śliczna, balladowa piosenka, w której gościnnie zaśpiewała Lykke Li (świetne dialogi wokalne z Bono!) czyli "The Troubles".
Obcowanie z tym albumem sprawia niemal fizyczny ból, gdyż mamy świadomość, że wieloletnie oczekiwania nie zostały spełnione. Nie wiem, co się od lat dzieje z tym zespołem. Ta czwórka z Dublina ma przecież potecjał, doświadczenie, umiejętności, a tu takie rozczarowanie. Tak, rozczarowanie, bo pomimo kilku jasnych punktów, "Songs Of Innocence" jest mocnym kandydatem do miana Najsłabszej Płyty U2. I najbardziej niepokojące jest to, że ta równia pochyła w dół trwa od albumu "How To Dismantle An Atomic Bomb" wydanego 10 lat temu. Trzecia kolejna płyta i jest coraz gorzej. Jedyna nadzieja to zapowiedziana na przyszły rok kontynuacja "Songs Of Innocence". Jeśli i na tym wydawnictwie zawiodą, trzeba będzie postawić na nich "krzyżyk" i wycierać łzy smutku słuchając starych płyt. Niestety...



