Unborn Suffer - Da Fukk Is This??

Grind core niejedno ma imię, choć dla wielu kojarzyć się może głównie z festiwalem Brutal Assault, bezpardonową naparzanką i… niewybrednym (fekalno – alkoholowym) humorem. Rzecz jasna, nie chcę nikogo obrażać, bo i taka rozrywka w tym smutnym świecie jest potrzebna, jednak osobiście wolę muzykę bardziej poważną, nawet jeśli ma być grana w paranoicznie ekstremalnych tempach. A że ekstremalne czasy wymagają adekwatnych odpowiedzi, mamy nowy album weteranów sceny G/C, Unborn Suffer.
Album z wszech miar udany, mroczny, napędzany adrenaliną i wszechobecnym hałasem. Jak w wywiadzie twierdzi lider zespołu, materiał nawiązuje do lat 90., nie jest to jednak jedynie sentymentalna podróż, a potężna dawka adrenaliny stworzona dzisiaj, w czasach mało wesołych, napiętych i w dużej mirze ostatecznych. Nie wiem, czy Unborn Suffer jest zespołem grającym na tonącym, europejskim Titanicu, jednak jakiś ostateczny wymiar można w tych szalonych, zblastowanych pigułach wściekłości wyczuć.
Pomijając kontekst i zamierzenia, głównym budulcem są krótkie, proste strzały w pysk, zbudowane na zasadzie kontrastu między ponurymi, zahaczającym i o staroszkolny death riffami i łomocącą, naszpikowaną blast beatami perkusją. W tej kategorii wyróżniają się tu „I Order To Kill”, „Talents” z obłędnymi przyspieszeniami i zagrane w tradycji wczesnego Napalmu, króciutkie „Don’t Speak”, „Post Abortum pt 5” czy „Quickie”. Ciekawiej robi się, kiedy zespół mruga do nas okiem i zabiera się za kombinowanie. I tu w pierwszej kolejności wyróżniam „Jazz Until I Die”, w którym z przymrużeniem oka oczywiście, udowadnia, że grać potrafi czy „Feel The Fear”, który wyróżnia się bardziej rozbudowaną konstrukcją, obecnością nieco innych harmonii a nawet szczątkową solówką. Ciekawe riffy budują z kolei groove „Sick for Hatred”, wreszcie na koniec dostajemy „suitę” - trzyczęściowy „Cross…Over…All”. Wisienką na torcie jest kower „Nasz Kraj”, o którym znajdziecie kilka słów w wywiadzie.
Myślę, że warto spróbować zmierzyć się z tym materiałem, bo mimo ekstremalnej otoczki i gęstej, masakrującej, dźwiękowej ekstremy, Unborn Suffer ma do powiedzenia dużo więcej (i to w sumie w każdym utworze…) niż tylko eksponowanie zabójczych, grindowych temp.
AREK LERCH

