Wojciech Waglewski - Waglewski Gra-Żonie (reedycja)

Ukazała się reedycja solowego albumu Wojciecha Waglewskiego „Waglewski Gra-Żonie”. Dostajemy dwupłytowy zestaw. Pierwsza płyta – zremasterowana wersja dzieła z 1991 roku. I druga płyta – rejestracja koncertu, który odbył się 22 lutego tego roku w trójkowym studiu im. Agnieszki Osieckiej. Koncert zresztą był transmitowany na antenie radiowej Trójki.
To był jeszcze czas, gdy Wojciech Waglewski miał wraz ze swoim synem Fiszem audycję na jej antenie. Teraz prowadzą program w Radiu Nowy Świat (z dużą liczbą nazwisk związanych jeszcze nie tak dawno z Trójką). I to Radio Nowy Świat, a nie radiowa Trójka jest patronem medialnym płyty. Jak to się wszystko pozmieniało w kilka miesięcy...
Słuchając tego dwupłytowego zestawu zwracają uwagę dwie rzeczy. Pierwsza: w jak dobrym stylu broni się materiał nagrany trzydzieści lat temu. W jego przypadku określenie „płyta solowa” można brać dosłownie. W znakomitej większości to samodzielne dzieło Waglewskiego. Śpiew, gitary, perkusja, klawisze – wszystko. Człowiek-orkiestra. Z niewielką pomocą Edyty Bartosiewicz (napisała i zaśpiewała „Her Melancholy” oraz udzieliła się wokalnie w „Wcale mi się słowa nie posplątywały”), perkusisty Piotra Żyżelewicza oraz producenta i realizatora Wojciecha Przybylskiego. Ten zestaw nagrań, które Waglewski zadedykował swojej żonie Grażynie, dalej robi wrażenie. Bardzo rockowe „Kłopoty z formą”, piosenkowe „Her Melancholy”, chyba najbardziej znany z tego zestawu „Wannolot”, oparte na klawiszowym tle i gitarze „To nic złego” - to tak żeby tylko wymienić kilka kompozycji. Piękne wyznanie miłości do żony.
Druga rzecz zwracająca uwagę: ewolucja tych nagrań na płycie z koncertową rejestracją z tego roku. Tym razem Waglewskiego wspomagało na scenie siedem osób. Skład bardzo klasowy: Michał Bryndal, Max Mucha, Antoni Ziut Gralak, Kasai – Kasia Piszek, DJ Eprom, Masha Natanson, Piotr Chołody. Spotkanie różnych pokoleń. Na krążku CD znajdziemy interpretacje ośmiu kompozycji z oryginalnego albumu. I zdecydowanie są to interpretacje warte posłuchania. Pokaz tego, jak bardzo mogą się zmienić, ewoluować utwory. Spora ilość solówek gitarowych Wagla. Przewijające się DJ-skie wpływy DJ Eproma i jego scratchów. Wzbogacająca trąbka Antoniego Ziuta Gralaka. Sporo miejsca na części instrumentalne. Przekładając to na konkretne utwory, to na przykład: „To nic złego” - bardziej jazzowe, z gitarą w otoczeniu perkusji, fortepianu i trąbki, energetyczna „Strategia śrubokręta” czy „Bój mój ostatni”, który można podzielić na dwie części – pierwszą, bardziej swingująca i drugą, bardziej nowoczesną. W większości mamy do czynienia z dłuższymi wersjami niż w oryginałach. „O chlebie i winie” przekształciło się z trzyminutowego, akustycznego zakończenia płyty w jedenastominutową, hipnotyzującą mantrę. Coś kapitalnego.
Na pytanie, czy warto posłuchać/zakupić ten dwupłytowy zestaw, odpowiedź jest jedna: zdecydowanie tak. Łączy w sobie dwie rzeczy. Album opierający się upływowi czasu i wersje koncertowe będące nie odtworzeniem utworów nuta po nucie, a twórczą, intrygującą oraz wciągającą ewolucją i rozwinięciem kompozycji, które dostały drugie życie.


