Yardburn - Junk

Debiut Yardburn to zwinny crossover na odcinku metalu, punka, a nawet country.
Muzycy tworzący tę formację, to nie nowicjusze – udzielali się wcześniej m.in w grupach Minetaur, Tankograd, Night Heron, czy Reality Check. W Yardburn jednak odbiegają nieco od swoich wcześniejszych dokonań. Przede wszystkim sznyt muzyczny na „Junk” jest znacznie bardziej garażowy.
Słychać to już w rozpoczynającym płytę antypolitycznym „Extermination Of Humanity”, gdzie bębny Michała Biernackiego zawadiacko pędzą przy wtórze gitary Piotra Karwowskiego i basu Grzegorza Góry. Osobną kwestią są tu wokale Jakuba Kossakowskiego, które nawet w tym jednym utworze mają kilka różnych barw. Esencjonalnie wypada natomiast przepełniony ironią wobec konsumpcjonizmu „Yardburn”, w którym punkowa motorykę niesiona jest świetnym groovem. Z kolei „Rodeo”, to jeden z najbardziej przebojowych numerów na płycie. Lirycznie naznaczony tematyką rodem z horroru, gna zwarcie do przodu, zaś pod koniec wybrzmiewa w nim... banjo.
A skoro jesteśmy przy zwartości, to pulsujący „Hedgebat”, traktujący o nocnych łowach ‘jeżoperza’, wybrzmiewa tyleż zgrabnie, co ciężko. Z kolei za rozrywkowy przerywnik można uznać niespełna dwuminutowy „Rubber Piglet”. To numer idealnie nadający się na square dance na sterydach. Na nieco innym biegunie leży natomiast wyraźnie ekologiczny „Arrest The Forest”, mający w sobie coś z ducha starych nagrań Flapjack. Kapitalnym wyłomem w tym zestawie jest „Jazzus”, który osadza Jezusa w jazzie, a który muzycznie wypada niczym crossoverowy dancing. Pewnym zaskoczeniem jest natomiast balladowy, zabarwiony alt-bluesem "Lifeless Loveless", choć stylistycznie wypada dość udanie. Z kolei stonerowy riff w „Hidden From The Sun” jest tutaj raczej kolejnym zaproszeniem do zabawy. Takiż charakter ma sobie także "All Equal/All Nothing", na który mimo niezłego hardcore’owego podglebia, chyba warto lekko przymknąć oko. Esencja muzyczna „Junk” powraca jednak w „Beelzebeaver”, gdzie wszystko spina się m.in. przeciągłymi wokalami Jakuba.
Crossover rządzi się swoimi niepisanymi prawami i zazwyczaj jest mniej lub bardziej udanym lawirowaniem między gatunkami muzycznymi. Yardburn żonglują stylistykami, czerpią z różnych dorzeczy, by na koniec zostawić słuchacza z refleksją, bądź chęcią dalszej dalszej zabawy. „Junk” jest jak szalona bajka, w której na pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi, ale z każdą kolejną jej odsłoną, nabieramy do niej przekonania, a kolejne elementy zaskakują. Więcej country następnym razem, panowie!
MACIEJ MAJEWSKI

