Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyAdrian Belew
Adrian Belew

Adrian Belew

Wywiad03.06.2025Maciej MajewskiAdrian Belew
Adrian Belew

Jerry Harrison i Adrian Belew grają obecnie pod wspólnym szyldem i przy współudziale grupy Cool Cool Cool, wykonują repertuar Talking Heads. 25 maja zespół wystąpił w warszawskiej Progresji, dając porywający i energiczny koncert. Kilka godzin wcześniej spotkałem się z Adrianem, który opowiedział mi nie tylko o pracy z Jerrym, ale także m.in. o grupie Beat i projekcie FLUX.

MM: Dołączyłeś do Talking Heads w studiu, by nagrać solówki do “The Great Curve”, “Crosseyed & Painless”, “Listening Wild” i “The Overload”. Potem jednak przystąpiłeś do King Crimson. Jestem ciekawy, czy zastanawiałeś się, co by się wydarzyło, gdybyś dołączył do Talking Heads na trasę, a może i na stałe?

AB: Tak, często nad tym myślałem, ponieważ to były dwa różne, ale interesujące muzycznie zespoły. Oczywiście Talking Heads stali się o wiele bardziej popularni w tamtym czasie. King Crimson szedł w inną drogą i stał się bardzo ważnym zespołem dla innych muzyków. A ja tak naprawdę już prawie dołączyłem do Talking Heads. Był moment, kiedy po prostu mnie zapytali, ale David (Byrne, lider Talking Heads – przyp. MM) był wówczas na Bali przez miesiąc i w Comunicado. Nie mogli go namierzyć, więc wszyscy czekali na to, co powie. To było naturalne. Nie złożyli mi właściwie oferty – po prostu rozmawialiśmy między sobą i wyrazili chęć, bym dołączył do zespołu. W tym samym czasie Robert Fripp zadzwonił do mnie. Było to pierwszego dnia, kiedy Talking Heads przyjechali do Londynu na trasę europejską. Robert powiedział, że chciałby stworzyć nowy zespół ze mną i Billem Brufordem. Nie był to jeszcze King Crimson, ale... Miałem w tym czasie managera i powiedziałem mu, że nie wiem, co robić: dołączyć do Talking Heads czy do Roberta i Billa? A on powiedział bardzo rozsądnie, że na jednej szali mam zaproszenie, które nie jest ofertą, a na drugiej – konkretną ofertę.

MM: Widziałem setlistę, którą gracie. Trasa nazywa się „Remain In Light”, a jej program oparty jest w większości o twórczość Talking Heads, w tym także „Take Me To The River” Ala Greena.

AB: Tak, to numer, który Talking Heads też nagrali (na płytę „More Songs About Buildings And Food” z 1978 r. – przyp. MM) i wykonywali na żywo. Cała setlista – jak pewnie wiesz – jest oparta na koncercie z z Rzymu z 1980 roku . Kiedy zebraliśmy się z Jerrym, stwierdziliśmy, że wybierzemy do setlisty tylko piosenki, które są bardzo energetyczne. Chcieliśmy, żeby ludzie tańczyli i spędzili z nami świetny czas. Dlatego nie gramy np. „The Overload”. Wtedy w Rzymie, zagraliśmy taki właśnie zestaw poza „The Great Curve”. Nie wiem dlaczego, ale nigdy tego nie graliśmy… Więc teraz gramy, bo to jest bardzo fajny numer.

MM: Wiem, że to nie jest Twoja era w Talking Heads, ale czy widziałeś wznowioną wersję filmu „Stop Making Sense”?

AB: Nigdy nie widziałem tego filmu. Nie obchodzą mnie filmy koncertowe. Nigdy nie widziałem też filmu o King Crimson, który stworzyli niedawno (chodzi o „In the Court of the Crimson King. King Crimson at 50.”, który pojawił się w 2022 r. – przyp.MM) Nie obchodzi mnie żadna z tych rzeczy. Robię tylko muzykę.

MM: Pytam, bo Jerry pracował przy nim przy okazji produkcji dźwięku. Zadbał o to, by brzmienie było wielokanałowe, nadające się do kin IMAX. Ludzie podczas seansów wstają z siedzeń i tańczą.

AB: I bardzo dobrze. To jest esencja tego, o czym jest ta muzyka i o tym, o czym myśleliśmy kilka lat temu, gdy składaliśmy ten zespół z Jerrym. Mówiliśmy, że świat jest w takiej sytuacji, że można znowu użyć tego rodzaju muzyki. To była cała idea - powróćmy do czegoś, co jest zabawą, nadaje się do tańca, a jednocześnie zawiera ciekawe, artystyczne elementy.

MM: Chciałbym wrócić do jednej z naszych wcześniejszych rozmów, kiedy rozmawialiśmy o Twoim trio. Mówiłeś mi wtedy o aplikacji FLUX. Co się z nią stało?

AB: Skończyło się to w momencie, kiedy Apple zmieniło swój system operacyjny, przez co nie można już było ściągać FLUXA. Wypuszczenie na świat tej aplikacji kosztowało 200 tysięcy dolarów. Wiedzieliśmy, że nigdy nie zrobimy pieniędzy. Mieliśmy pomoc przy realizacji tego projektu i robiliśmy to, ponieważ była to rzecz artystyczna – coś, co chciałem zrobić od lat 70-tych. Gdy jednak zostało to wyciągnięte z Apple, nie można było już tego przywrócić, a my nie mamy pieniędzy, żeby to znowu zrobić. Zdecydowaliśmy się wyciągnąć z tego jak najwięcej materiału muzycznego - bez nie wizuali, oczywiście - i wydać je w formie audio. Zrobiłem trzy płyty z materiałem z FLUX i myślę, że zrobię czwartą, na której znajdą się prostu wszystkie te piosenki.

MM: Nie wątpię. Mam wrażenie, że w przypadku nowej muzyki, nigdy nie przestałeś jej wydawać. „A toe in the ocean” i „elevator” ukazały się w ostatnich dwóch latach, a Twoje konto na bandcampie wręcz puchnie od płyt. Podejrzewam, że masz jeszcze sporo niewydanej muzyki?

AB: Mnóstwo! Mam wiele tracków niewydanych i rzeczy, które kończę, kiedy mam trochę czasu. Jeśli jestem w domu wystarczająco długo, wracam do trybu pisania i tworzenia w studiu, które jest na dole mojego domu. To jest to, co będę robił, kiedy ta trasa się skończy.

MM: Nie mogę też nie zapytać Cię o Beat, czyli zespół, który tworzysz z Tonym Levinem, Stevem Vai’em i Dannym Careyem. Wykonujecie utwory z płyt King Crimson z lat 80. Zauważyłem, że jedną rzecz, która łączy ten zespół i wasz zespół z Jerrym - w obu wykonujesz „Thela Hun Ginjeet”, pochodzący z „Discipline”. Z którym zespołem gra Ci się ten utwór lepiej?

AB: To trudna kwestia, bo to dwie różne wersje. Uwielbiam obie. Kiedy Jerry zdecydował, że chce na tych koncertach grać jedną z swoich piosenek – „Rev It Up”, to powiedział, że powinienem też zagrać jedną z swoich piosenek. Stwierdziłem, że muszę pomyśleć, co mógłbym zagrać. Potem zdałem sobie sprawę, że przecież mamy jedenastoosobowy zespół z perkusistami, gitarzystami i sekcją dętą. Uznałem, że zrobimy potężną wersję „Thela Hun Ginjeet” i dla mnie ona jest idealna, choć - jak mówię – uwielbiam obie. Najdziwniejsze jest to, że w tej wersji, którą teraz gramy z Jerrym i z Cool Cool Cool, jest bardziej gitarowo zorientowana na mnie. Ale kiedy gram ten utwór z Beat, to oczywiście dzielę się partiami gitarowymi ze Stevem. On mnie znacznie odciąża, bo tam jest bardzo dużo dźwięków (śmiech). Z Beat gra nam się świetnie. Mam małą nadzieję, że to się będzie rozwijało dalej i w przyszłym roku zagramy na festiwalach europejskich i kolejne trasy.

MM: Kiedy rozmawialiśmy 10 lat temu, opowiadałeś mi o The Crimson ProjeKCt. Wydaje mi się, że Beat jest w jakimś sensie reinkarnacją tamtego zespołu, tyle że z innym materiałem i innym składem.

AB: Masz rację. Moim planem było wzięcie materiału z lat 80., który nie był grany z ostatnią wersją King Crimson, której nie byłem częścią. Dlatego chciałem, żebyśmy mieli najlepszych muzyków świecie, żeby to zrobić. Jestem podekscytowany, że to się stało.

MM: A czy repertuar Beat może zostać poszerzony o utwory King Crimson z lat 90.?

AB: Tak, myślę, że w końcu zrobimy kolejny trasę po Stanach i wtedy wybiorę nowy zestaw utworów, pochodzących z płyt King Crimson z lat 90. Mówiąc o tym, wiem już o kilku kawałkach, które wiem, że możemy zrobić jako skład czteroosobowy, chociaż pierwotnie były nagrane i wykonywane przez 6 osób. Tak można zrobić np. „Dinosaur”, który zrobiłem w trio, więc jest to możliwe. Myślę, że wyciągniemy też kilka piosenek, które nigdy były grane, jak „Model Man” czy coś takiego, bo gdy pojawiła się „Three Of A Perfect Pair” (wydana w 1984 r. – przyp. MM), zagraliśmy z King Crimson tylko jedną małą trasę i było po wszystkim. Byłoby fajne wrócić teraz do tych piosenek i wreszcie je zaprezentować na żywo.

MM: Skoro wróciliśmy do King Crimson, chciałbym Cię spytać o jeszcze jedną kwestię. Kiedyś czytałem wywiad z Gordonem Haskellem, który powiedział, że Robert Fripp gra w taki sposób na gitarze, ponieważ nie ma poczucia rytmu. Zgadzasz się z tym?

AB: Myślę, że Robert ma bardzo dobre poczucie rytmu, ale jest to bardzo biały rytm - nie czarny. Nie ma w nim swingu. To jest naprawdę ciekawe. Kiedy Steve Vai, który jest Amerykaninem, gra część Roberta, który jest przecież Anglikiem, nagle nabiera to innego sensu. Nasza wersja buja. Nie jest sztywna. Robert ma perfekcyjny rytm - jest bardzo precyzyjny. Jego gra oparta jest o te same rzeczy, które gra od wielu lat z pewnymi wariacjami. I jest w tym najlepszy. Jest jak komputer albo robot. Będzie pierwszym muzykiem, który zostanie wymieniony na sztuczną inteligencję (wybuch śmiechu).

MM: A jaki obecnie jest teraz status Gizmodrome?

AB: Żaden. Myślę, że na początku Stewart (Copeland – przyp. MM) bardzo poważnie podchodził do tego zespołu. Ale po tym, gdy go założyliśmy i mu się to spodobało, stwierdził, że nie musi robić z tym nic więcej, bo ma mnóstwo innych rzeczy do roboty, a już na pewno nie potrzebuje pieniędzy. Poza tym, jestem bardzo ciekaw, czy gdyby kiedykolwiek zadzwonił i powiedział, byśmy zrobili to znowu, to by poszło dalej. Na końcu powiedział bardzo zabawną rzecz, że oto wszystkie 16 piosenek, które napisałem w swoim życiu. Nie ma więcej, więc ma nadzieję, że zrobimy kolejną płytę (śmiech). Ale to był fajny zespół. Myślę, że wszyscy w składzie byli świetni. Uwielbiam to doświadczenie. Stewart zawsze żartował. Powiedział: „Nie mogłem pozwolić sobie na zatrudnienie Cię w tym składzie, więc Cię nabrałem”. Taki humor (śmiech).

FOTO: Grzegorz Szklarek

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Galeria21.02.2016

Adrian Belew Power Trio, LizZard / Warszawa, Progresja Music Zone / 21.02.2016

 

Various Artists - The Dark Side Of The Moon Revisited
Recenzja20.04.2012

Various Artists - The Dark Side Of The Moon Revisited

Legendarny album Pink Floyd w interpretacji takich muzyków jak: Adrian Belew, Alan White (Yes), Robbie Krieger (The Doors), Steve Howe (Yes) czy Dweezil Zappa.