Aime Simone

WywiadMaciej MajewskiAime Simone
Aime Simone

Aime Simone to wokalista, gitarzysta i producent, urodzony w Paryżu, a obecnie mieszkający w Berlinie. Wydany w 2020 roku debiutancki album „Say Yes, Say No” zachwycił nie tylko krytyków, ale i publiczność. Kilka dni temu muzyk po raz pierwszy zagrał w Polsce – w warszawskim klubie Chmury. Chwilę przed koncertem miałem możliwość porozmawiania z nim. Poniżej zapis naszej konwersacji.

MM: „Say Yes, Say No” wyszło w czasie pandemii. Wyczytałem, że dla Ciebie ten okres był wyjątkowo owocny artystycznie.

AS: Tak było, bowiem tuż przed wybuchem pandemii urodziła się moja córeczka. To, jak się pewnie domyślasz, spowodowało ogromne zmiany w moim życiu. A już w trakcie samej pandemii miałem mnóstwo czasu, by się zastanowić nad tym, co zamierzam robić. Jednak plan, by zrobić płytę, pojawił się w mojej głowie dużo wcześniej. Pandemia raczej pomogła w samej realizacji, bowiem „Say Yes, Say No” powstała w 3 miesiące. Zacząłem w styczniu 2020 roku i na wiosnę płyta była gotowa.

MM: Zanim jednak zacząłeś nagrywać pod własnym imieniem I nazwiskiem, był projekt Ghost, I

AS: To prawda. Ghost, I było raczej takim poligonem doświadczalnym, gdzie mogłem eksperymentować z różnymi brzmieniami. Kiedy zamieszkałem w Berlinie, zacząłem śledzić tamtejszą scenę muzyki elektronicznej. Wywodzę się raczej ze środowiska muzyki gitarowej, więc było to dla mnie bardzo odświeżające doświadczenie. A ponieważ chciałem grać w berlińskich klubach, zacząłem tworzyć rzeczy, które pasowałyby do tych miejsc. Ghost, I pozwolił mi się ukryć, schować. Nie chciałem od razu objawiać światu, kim jestem i co robię. Teraz jest zupełnie inaczej – jestem dużo bardziej świadomym i otwartym twórcą.

MM: Twoje pierwsze próby muzyczne sięgają podobno gitary, która należała do twojego ojca.

AS: Też, ale nie były to moje zupełnie pierwsze doświadczenia. Tymi okazali się grajkowie, których zobaczyłem w Norwegii. To były całe rodziny, które po prostu chwytały za instrumenty i razem muzykowały. To było pierwsze wrażenie muzyczne w moim życiu, a niedługo potem rzeczywiście zacząłem grać na gitarze mojego ojca.

MM: Piosenki zawarte na “Say Yes, Say No” balansują między nastrojami jasnymi i ciemnymi. Co w ich przypadku było najpierw: muzyka, czy tekst?

AS: Z tym bywałó różnie. Większym problemem jest sytuacja, kiedy mam tekst, a nie brakuje tytułu (śmiech). Muszę wtedy wymyślać cały koncept. Szkice tworzę na gitarze, więc zwykle zapisuje skrawki melodii, a potem dodaję do tego część tekstową. To nie zawsze się udaje za pierwszym razem, dlatego ten proces trwa długo. A już dodanie odpowiedniego bitu do całości, to w ogóle osobna kwestia.


MM: Wiem, że zmagałeś się z PTSD. Muzyka była dla Ciebie w tym wypadku terapią, czy raczej dodatkiem w procesie leczenia?

AS: Myślę, że muzyka w tym wypadku może być wieloma różnymi rzeczami. Zdecydowanie ma w sobie właściwości lecznicze, jako źródło ujścia dla bardzo różnych emocji. Natomiast dla mnie także już samo słuchanie muzyki ma właściwości terapeutyczne. Z drugiej strony – muzyka może być także bronią. Wierzę, że za jej pomocą można zmieniać świat. Tak więc może być wieloma różnymi rzeczami i to w niej uwielbiam. W trakcie leczenia była dla mnie zarówno bronią, jak i lekarstwem. Musi stanowić prawdę, a ta jest właśnie uleczająca, a jednocześnie może być bolesna. Ważne, żeby prowadziła do czegoś dobrego.

MM: Przyjaźnisz się z Petem Dohertym z The Libertines. Jak to się stało, że specjalnie wbiłeś się na scenę podczas jego koncertu?

AS: Pete grał solowy koncert w Paryżu we wrześniu 2012 roku. Przyszedłem na niego odpowiednio wcześnie, więc byłem w pierwszym rzędzie. Byłem i jestem fanem twórczości Pete’a, a w tamtym okresie pisałem także wiersze. Mniej więcej w połowie występu rzuciłem na scenę mój notatnik. Zaskoczony Pete podniósł go i zaczął czytać wszystkim moje wiersze! Byłem absolutnie zażenowany i zawstydzony (śmiech). Spytał tylko, kto je napisał. Odpowiedziałem, że ja. Tuż przed ostatnią piosenką krzyknąłem, by dał mi gitarę. Chyba nie zrozumiał, bo wyciągnął do mnie rękę i wciągnął mnie na scenę! Dopiero wtedy powiesił mi gitarę na szyi i zasugerował, bym zagrał.

MM: Przyznajesz się do wpływów muzyki Davida Bowiego i Amy Winehouse. Przypuszczam, że Pete sporo opowiadał Ci o Amy?

AS: Tak, byłem z Petem w studiu, kiedy nagrywał piosenkę jej poświęconą. Natomiast niewiele o niej opowiadał, gdyż było i chyba nadal jest bardzo bolesny temat dla niego. Wiem, że poznali się na backstage’u jakiegoś programu telewizyjnego, w którym występowali po sobie. Jakieś 2-3 lata później zobaczył ją ponownie, a ona kompletnie zmieniła już wtedy kierunek muzyki i nastawienie, które w jego mniemaniu było dość gangsterskie (śmiech). Wydało mi się to interesujące. Wchodząc do tej branży, musisz mieć w sobie taką siłę i pewność, jaką Amy miała. Tak przynajmniej myślałem. Teraz jednak uczę się bronić mojej muzyki przed różnymi niekoniecznie pozytywnymi bodźcami muzycznego biznesu.

MM: Jesteś obieżyświatem: wspomniałeś Norwegię, w Berlinie rezydowałeś w Night Embassy, do tego Paryż i Los Angeles. Co robiłeś w ostatnim z tych miast?

AS: Byłem w Los Angeles między 2015, a 2016 rokiem.Nie miało to nic wspólnego z muzyką, bo w tamtym czasie pracowałem w biznesie modowym - byłem modelem. Muzyka była wtedy gdzieś na marginesie mojego życia.

MM: Niektóre kompozycje z “Say Yes, Say No” idealnie nadają się do remiksowania. Nie myślałeś o tym, by dać je komuś do takich działań?

AC: Nie, ponieważ wolę, gdy ludzie sami wychodzą z takimi propozycjami (śmiech). Jestem na to jak najbardziej otwarty! Zresztą widzę, co ludzie robią na TokToku z moimi piosenkami. Jeśli zaś chodzi o ich remiksy, to wersje live, które gram na tej trasie już są dość zmienione w stosunku do oryginałów z płyty.

MM: Szykujesz już coś nowego?

AC: Oczywiście. Po drodze wypuściłem kilka singli, w tym cover „As It Was” Harry’ego Stylesa. Uwielbiam ten numer! Bardzo mnie porusza i dlatego postanowiłem zrobić swoją wersję. Nie jestem pewien, czy Harry ją słyszał, bo zostawiłem sprawę przekazania mu tego utworu ludziom z mojej wytwórni płytowej. Natomiast wiosną 2023 roku planuję wydać nową płytę.

MM: Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Sonja Fix