Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyAll Time Low
All Time Low

All Time Low

Wywiad08.03.2023Maciej MajewskiAll Time Low

Amerykański zespół All Time Low przyjechał wreszcie do Polski, by zagrać odwołany z powodu pandemii koncertach. Wystąpili 28 lutego w stołecznej „Stodole”. Grupa jest w przededniu wydania dziewiątej płyty studyjnej „Tell Me I'm Alive” Ten i poprzedni album płyty były w dużej mierze przedmiotami mojej rozmowy z założycielami All Time Low: wokalistą Alexem Gaskarthem i gitarzystą Jackiem Barakatem.

MM: Koncert w Polsce pierwotnie mieliście zagrać w 2020 roku. Wtedy ukazała się wasza poprzednia płyta “Wake Up Sunshine”. Jak dzisiaj patrzycie na nią z perspektywy 3 lat?

AG: Moment, w którym ukazało się „Wake Up Sunshine” był interesujący, ponieważ było to swoiste ukoronowanie naszej dotychczasowej pracy. Po wielu latach zebraliśmy się w jednym miejscu, by nagrać ją całkowicie zespołowo. Na nowo się zgraliśmy, przepełniało nas mnóstwo energii, której chcieliśmy dać upust także na trasie. I wtedy przyszła pandemia… To było strasznie ciężkie dla nas. Oczywiście na świecie działy się wtedy znacznie poważniejsze rzeczy. Każdy z nas zaraził się koronawirusem, więc doszła do tego także rekonwalescencja. Mieliśmy zatem płytę, która na nowo nas zintegrowała i nie mogliśmy jej promować. Jasne, graliśmy online, ale to nie to samo. Dlatego tym bardziej się cieszymy, że teraz możemy grać tutaj zarówno numery starsze, te „Wake Up Sunshine”, jak i z nadchodzącej płyty „Tell Me I'm Alive”.

MM: Wracając jeszcze na moment do „Wake Up Sunshine” – czemu nagraliście ponownie utwór „Monster” tym razem z udziałem Demi Lovato? Pierwsza wersja wam nie odpowiadała?

AG: Nie, nic z tych rzeczy! To był moment, kiedy nasze piosenki zaczęły wskakiwać na popowe listy przebojów w Ameryce. Ten utwór chcieliśmy po prostu odświeżyć. JB: Wtedy „Monster” miał już około roku. AG: Tak, nasze podejście było takie, że robimy z tego w zasadzie remix. Demi jest naszą wieloletnią przyjaciółką. Dla niej to był moment powrotu do bardziej rockowych brzmień, więc zaprosiliśmy ją do udziału w nagraniu nowej wersji. Ona ma super głos i jest świetną dziewczyną.

MM: Jak wspomnieliście, przyjechaliście do nas tuż przed premierą „Tell Me I'm Alive”. To nieco bardziej eksperymentalna płyta. Pojawia się więcej autotune’a i brzmień elektronicznych.

AG: Myślę, że wynikło to z chęci wzbogacenia naszego brzmienia. Wiele osób postrzega autotune’a jako zbyteczne gówno. My potraktowaliśmy go jako dodatkowy instrument. Nie ma go wiele, ale w tych kilku momentach w utworze tytułowym, jest dość wyraźny. Zresztą nie jestem w stanie słuchać nagrań z samym autotunem, bo brzmi to jakby śpiewały roboty (śmiech).

JB: Mamy dziś jeszcze więcej frajdy z nagrywania muzyki i zabawy muzyką. Gdybyśmy tylko grali np. tylko punka, umarlibyśmy z nudów.

MM: Jest też kilka fragmentów z czystym brzmieniem fortepianu.

AG: Tak, część z nich nagrałem sam, a część dołożył nasz współpracownik Dan Swank, który jest z nami także na trasie.

MM: Skoro mowa o współpracach – na „Tell Me I'm Alive” prawie nie ma gości. Jedynie w utworze „New Religion” słychać dodatkowy głos.

AG: Zgadza się. To głos Teddy’ego Swimsa – fenomenalnego songwritera i wokalisty z Georgii. Teddy wywodzi się z innych rejonów muzycznych, niż nasze – bliżej mu do folku, gospel i R&B. Wiesz, goście na naszych płytach nie są zawsze konieczni. Żadna z tego typu współprac nie była wymuszona. Po prostu czasem próbujemy wzbogacić poszczególne piosenki, zapraszając do nich różnych gości, najczęściej naszych przyjaciół. Z Teddym było tak, że na jednym z festiwali mieliśmy garderoby obok siebie. Teddy wbił do naszej przed koncertem, by się przywitać i powiedział, że wychował się na naszej muzyce. Takie słowa zawsze są dobrym początkiem współpracy (śmiech). Wymieniliśmy się numerami telefonów i zaczęliśmy rozwijać tę relację. I kiedy pracowaliśmy nad tym albumem i tą piosenką, po prostu przekonaliśmy Teddy’ego, że musi w niej zaśpiewać. Powiem Ci, że za każdym razem jesteśmy zdumieni wynikiem takich działań. Nasi goście zaskakują nas swoim podejściem i pomysłowością, co tylko służy muzyce.

MM: A jak było z gośćmi na „Wake Up Sunshine”?

AG: To też nasi przyjaciele. Blackbeara, który pojawił się w oryginalnej wersji „Monster”, zaproponował nasz producent, Andy Goldstein. W tamtym czasie pracował także nad jego płytą. Gdy usłyszał „Monster”, stwierdził, że musi go podesłać Blackbearowi. Posłuchał, napisał swoją zwrotkę i odesłał nam z powrotem, wynosząc ten numer na zupełnie nowy poziom. Podobnie było z The Band Camino.

JB: Jesteśmy w tej samej wytwórni. Graliśmy z nimi sporo koncertów, więc naturalnie zaprosiliśmy ich do współpracy przy płycie.

MM: Wspominacie o wytwórni. Czy moglibyście wyjaśnić mi tą całą sagę, jaka miała miejsce między waszym pobytem w Hopeless Records, następnie w Interscope i ponownie w Hopeless?

JB: Aż do teraz w Fueled By Ramen (śmiech).

AG: Myślę, że wynika to w jakiś sposób z natury poruszania się w biznesie muzycznym. Gdy jesteś w nim tak jak my - od 20 lat - bardzo ciężko jest utrzymać wszystkie elementy na miejscu. Artyści, którzy są w jednej wytwórni dłużej, niż 5 lat, mogą mówić o sobie: szczęściarze.

JB: Wytwórnie zmieniają się głównie pod kątem ludzi, którzy w nich pracują. Podpisując kontrakt, nie podpisujesz de facto kontraktu z firmą, lecz z ludźmi, którzy z jej ramienia będą reprezentować twoje interesy artystyczne i biznesowe. Najważniejsze jest trafić na takich, którzy rozumieją twoją sztukę i twoje cele jako zespołu. I tak było, gdy po raz pierwszy podpisaliśmy kontrakt z Hopeless. Po drodze jednak odeszli z niej ci, którzy w nas uwierzyli, a ich następcy nawet nas nie znali! Stąd przejście do Interscope, które jest firmą znacznie większą. Tu historia się powtórzyła – nie mieściliśmy się w katalogu wytwórni ze swoimi aspiracjami i pomysłami. Dlatego z nieco innym nastawieniem wróciliśmy do Hopeless. Teraz jesteśmy w Fueled By Ramen z Nowego Jorku i wszystko układa się świetnie.

MM: Wracając do „Tell Me I’m Alive” – utwór “The Sound Of Letting Go” brzmi jak krzyżówka Queen i Coldplay.

AG: O, to ciekawe. Tutaj na początku mieliśmy tylko melodię, którą grałem na gitarze. Potem zacząłem się zastanawiać, co z nią zrobić i okazało się, że wystarczy ją zaśpiewać.

MM: Z kolei „Other Side” brzmi jak kawałek do słuchania na siłowni.

AG: (śmiech) Zabawne, że o tym wspominasz, bo zależało mi, by dodać do niego wibracje muzyki z lat 80. Nawet mam pomysł na teledysk, w którym ćwiczymy coś na kształt fitness (śmiech).

MM: No właśnie – ten numer przypomina trochę dokonania A-ha.

AG: Tu mnie zaskoczyłeś. Rzeczywiście coś w tym jest! Biorę to za trafną opinię (śmiech).

MM: Jesteście – jak wspomnieliście – od 20 lat na rynku. Zaczynaliście w czasach, gdy Blink-182, Sum 41 i cała ta post-greendayowa fala powoli przygasła wśród zwłaszcza nastoletnich słuchaczy. Później sklasyfikowano was jako zespół emo-punkowy. Dziś wydaje mi się, że jesteście po prostu grupą popową.

AG: Myślę, że jesteśmy wszystkim po trochu. Zaczynaliśmy jako zespół pop-punkowy i za tym podążaliśmy, gdy byliśmy jeszcze bardzo młodzi. Po drodze skłanialiśmy się bardziej w stronę rocka i teraz poszerzamy to o elementy popowe, więc częściowo masz rację. Muzyka popowa jest dziś bardzo pojemna. Najważniejsza jest dla mnie energia, która płynie z naszej muzyki. Zawsze chcieliśmy nagrywać utwory-hymny, które sprawdzą się w klubach, na festiwalach, czy na koncertach halowych. Myślę, że to nam się udaje, sądząc po reakcjach publiczności na naszych koncertach.

MM: Co dalej?

AG: Będziemy ostro promowali „Tell Me I'm Alive”. Latem gramy na festiwalach w Stanach, chociaż powiem Ci, że festiwale w Europie są dużo ciekawsze i na nich też zagramy!

MM: Jest możliwy występ np. na Coachelli w waszym wypadku?

AG: Oj, nie wiem. To potężna impreza i wielki festiwal. Ale kto wie – może kiedyś się uda?

MM: Dziękuję za rozmowę.

Foto: oficjalny profil FB zespołu.

Powiązane materiały

Powiązane materiały

All Time Low / Warszawa, Stodoła / 08.02.2026
Galeria09.02.2026

All Time Low / Warszawa, Stodoła / 08.02.2026

Istniejąca od 2003 roku i pochodząca z Baltimore grupa All Time Low wróciła po 3 latach do warszawskiej Stodoły w ramach trasy promującej album "Everyone's Talking".

All Time Low za 2 tygodnie w Polsce
News24.01.2026

All Time Low za 2 tygodnie w Polsce

Pochodząca ze stanu Maryland grupa All Time Low wystąpi 8 lutego w warszawskiej Stodole. Jako supporty wystąpią: Mayday Parade i Taylor Acorn.

All Time Low zagra w Warszawie
News18.07.2025

All Time Low zagra w Warszawie

Amerykańska pop-punkowa grupa All Time Low wystąpi 8 lutego w warszawskiej Stodole.

All Time Low przyjedzie do Polski
News07.11.2022

All Time Low przyjedzie do Polski

Pochodząca z Baltimore grupa All Time Low zagra w warszawskiej Stodole z trzyletnim opóźnieniem. Zespół pierwotnie miał wystąpić tam w czerwcu 2020 roku.