Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyAmenra
Amenra

Amenra

Wywiad08.04.2025Maciej MajewskiAmenra
Amenra

Amenra wraca do Polski na dwa koncerty. Belgowie, którzy słyną z tworzenia niesamowicie atmosferycznych pejzaży muzycznych, wystąpią w warszawskim klubie Oczki 25 kwietnia i krakowskim Kwadracie 26 kwietnia. Promować będą dwie najnowsze ep-ki, wydane tego samego dnia - „De Toorn” i „With Fang And Claw”. O nich, jak i o podejściu do tworzenia muzyki oraz dalekosiężnych planach opowiedział nam wokalista zespołu, Colin H. van Eeckhout.

Amber Run

MM: „De Toorn” i „With Fang And Claw” nagrywaliście jednocześnie?

CE: Tak, ale nie napisaliśmy ich w tym samym czasie. Najpierw powstał materiał na „De Toorn”, który jakoś naturalnie zaczął łączyć się z naszym poprzednim albumem „De Doorn”, a który miał być serią, składającą się z dwóch części. Gdy jednak graliśmy te numery na żywo, pojawiły się nowe pomysły. Z nich nasi gitarzyści Mathieu i Lennart stworzyli dwie dodatkowe piosenki. Dla nas to był ważny moment, ponieważ Mathieu napisał wszystkie nasze albumy aż do „Mass V”, więc czułem, że te nowe utwory stanowią niejako drugi oddech. Czuję, że dzięki temu zaczynamy nowy rozdział.

MM: Gdy rozmawialiśmy w 2022 roku, powiedziałeś, że nie wiesz, co będzie następnym krokiem: „Mass VII”, czy coś innego.

CE: Nigdy nie wiemy, co powstanie. To zawsze jest niewiadomą. Zazwyczaj piszemy i nagrywamy, a potem zadajemy sobie pytanie, co to. Czy to „Mass VII”, czy coś innego. To nie jest tak, że mamy plan, że oto teraz tworzymy kolejną część „Mass”. Musimy czuć, że to jest to, że ma sens i że warto iść w tym kierunku.

MM: Otwarcie mówisz, że te ep-ki to początek „Mass VII”.

CE: Owszem. Piszemy już kolejne rzeczy od dawna. I nigdy wcześniej nie byliśmy tak przygotowani, jak teraz. Nigdy też nie było tak, że kiedy napisaliśmy album, mieliśmy już część następnego. Napisaliśmy już dużo nowych rzeczy i pewnie będzie to „Mass VII”. To zresztą nabiera kolejnych znaczeń – tak się składa, że wczoraj był pogrzeb ojca naszego perkusisty, Bjorna… Takie wydarzenia stanowią dodatkowy powód, żeby poszukiwać i próbować zrozumieć poczucie straty oraz próbować włożyć to w muzykę.

MM: Słuchając „De Toorn” i „With Fang And Claw” na zmianę i mając świadomość, że pierwsza odnosi się do „De Doorn”, a druga do różnych części „Mass”, odniosłem wrażenie, że próbujecie jeszcze raz zmierzyć się z emocjami i doświadczeniami, jakie towarzyszyły Wam przy tworzeniu tamtych wydawnictw. Skojarzyło mi się to z techniką regresywną. Słyszałeś o tym?

CE: Nie.

MM: To forma psychoterapii, którą w latach 60. propagował Arthur Janov. Korzystał z niej m.in. John Lennon, który pod jej wpływem napisał pierwszy album Plastic Ono Band. Polega ona na wyładowaniu swoich emocji poprzez krzyk, a następnie poddaniu się kolejnym nastrojom, włącznie z bezsilnością, czy poczuciem beznadziei. I właśnie obcując z „De Toorn” i „With Fang And Claw”, miałem wrażenie, że próbujecie wyciągnąć te emocje z jeszcze głębszych obszarów, niż wcześniej, a następnie wyrazić je w muzyce na nich zawartej.

CE: O, chyba dotknąłeś istoty tego, co zawarliśmy na tych ep-kach. Tak, to zdecydowanie ma wpływ na to, co robimy w naszej muzyce. Wracamy do esencji rzeczy i próbujemy znaleźć odpowiedzi w tej jak najbardziej pierwotnej sytuacji. Nie znałem tej formy terapii, o której mówisz, ale rzeczywiście jest to coś jak terapia śpiewania. Mam na myśli przede wszystkim mój głos. Wiem, że on momentami brzmi, jak lament, ale jest przede wszystkim krzykiem.

Zresztą cały proces twórczy pozwala nam przełożyć tę złą energię, a przede wszystkim zmienić ją w coś dobrego, zwłaszcza gdy pracujemy z rozkręconymi na maksa wzmacniaczami i dużą masą dźwięku. Zmienia się atmosfera w naszej sali prób i dzieje się coś bardzo fizycznego, gdy gramy z tak dużym natężeniem. I to też jest przerażające. Reagujemy w ten sposób na pewną instynktowną, pierwotną energię, która jest wewnątrz każdego z nas.

MM: Myślę też, że Wasze koncerty są bardzo katartyczne. Takie odniosłem wrażenie, gdy widziałem Was późnym wieczorem na OFF-Festivalu.

CE: Zdecydowanie. Nigdy nie udaje nam się tego osiągnąć, gdy nagrywamy dany materiał. Wtedy to jest bardziej praca na żywej materii. Koncerty są czymś innym. W miarę upływu czasu, jak gramy dany materiał, inaczej na niego patrzymy. Poszerza się nasza perspektywa, tracimy też dystans do tych kompozycji. Grając na żywo, możemy się zatracić w graniu i wyzwalaniu emocji za pomocą dźwięków. W studio tego nie mamy, a przynajmniej nie na takim poziomie, jak podczas koncertów. Tworząc dany materiał, raczej zastanawiamy się, co możemy z nim zrobić na żywo. I to się dzieje się, gdy jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do danego materiału i gramy go dużo. Kiedy mamy świadomość, że możemy grać prawie automatycznie, pozwala nam to czasami zatracić się w tym. Wtedy zapominamy o myśleniu. Jeśli myślimy, to nie pozwala nam ono wchodzić w ten stan, w którym możemy pozwolić sobie na wszystko. Naszym celem zawsze było zniszczenie i zbudowanie. Dekonstrukcja i ponowna odbudowa – oczywiście w wymiarze muzycznym. W naszym przypadku istotne jest, byśmy mogli internalizować te utwory, żeby nie trzeba było się zastanawiać, co dzieje się między nimi, tylko iść swobodnie i naturalnie do przodu.

MM: Obie ep-ki mają na okładkach uzębienie.

CE: Tak, to zęby psa. Nasz pierwszy album „Mass” jest odniesieniem do łowcy, a tutaj też do niego nawiązujemy. Stąd ta okładka. Zrobiliśmy z tych zębów ornament. Kiedy przyjrzysz się każdej z okładek, zauważysz, że wyglądają one jak prawie religijny relikt.

MM: Za kilka dni zaczynacie trasę, w ramach której dwukrotnie zagracie w Polsce. Zaprezentujecie cały materiał z „De Toorn” i „With Fang And Claw”?

CE: Zawsze gramy przede wszystkim stare utwory. Kiedy idę na koncert, nie chcę słyszeć całego ostatniego albumu. Chcę usłyszeć stare numery danego zespołu, czy artysty. Będziemy grać dwa kawałki - po jednym z każdej ep-ki - i pozostałe z różnych albumów. Tak jak najczęściej robimy.

MM: Amenra istnieje już 26 lat. Widzisz już kolejne etapy w życiu zespołu?

CE: Tak, choć zdajemy sobie sprawę, że mamy dłuższą przeszłość, niż przyszłość. Będziemy kontynuować, jak długo będzie to naszą potrzebą i gdy będziemy czuli, że chcemy opowiadać naszą historię i że warto ją opowiadać. Ale jeżeli będziemy poczujemy, że się powtarzamy, czy, że jest nam z tym zbyt ciężko, zaprzestaniemy. Jeżeli napiszemy nowy album, tylko po to, żeby go nagrać, to będzie problem. Po pierwsze: musimy mieć pewność, że to, co napiszemy, ma wartość. A po drugie: że możemy się tym dzielić na żywo z ludźmi. To podstawowe kryteria. Wciąż mamy wiele marzeń. Chcielibyśmy robić muzykę do teatru, do filmu, czy nagrywać z orkiestrą. Mamy pod tym względem pewne plany na przyszłość. Wciąż jest dużo tego, co możemy zrobić, żeby pozostawić po sobie ciekawą spuściznę – nawet dla samych siebie. Wciąż też mamy wiele problemów, które możemy rozwiązać jako zespół. I powiem Ci, że to też jest fajne.

FOTO: Stefaan Temmerman

25.04.2025 / Warszawa, Oczki

26.04.2025 / Kraków, Kwadrat

BILETY:

https://bit.ly/Amenra_WWA

https://bit.ly/Amenra_KRK

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Amenra na dwóch koncertach w Polsce
News19.11.2024

Amenra na dwóch koncertach w Polsce

Belgowie, którzy słyną z tworzenia niesamowicie atmosferycznych pejzaży muzycznych, wystąpią w warszawskim klubie Oczki 25 kwietnia i krakowskim Kwadracie 26 kwietnia.