Broad Peak

Patrycja Hefczyńska, którą pamiętamy z wrocławskich zespołów Husky i Oszibarack, od ubiegłej dekady kontynuuje artystyczną drogę pod szyldem Broad Peak. Właśnie ukazał się trzeci album tego projektu zatytułowany "Przed Odlotem". Artystka po raz drugi udzieliła nam wywiadu i opowiedziała o kulisach powstania tej niezwykłej płyty.
GS: Słuchając Twojego nowego albumu zastanawiałem się, czy istnieją jakieś impulsy, które powodują, że bierzesz się za nagrywanie płyt Broad Peak. Bo te albumy nagle się pojawiają, są i odpływają….
PH: Muzyce poświęcam cały swój czas. Zawsze coś piszę. Teksty to setki zapisanych kartek wędrujących ze mną pomiędzy stronicami książek, w notesach. Piszę na łodzi, na której mieszkam, ale też w drodze, w pociągach, kinach i na trawie. Czerpię soki z życia chcąc sprawić, by inni dotknęli, usłyszeli, poczuli. Napisanie kawałków na płytę to jedno, to proces, twórczy taniec, długie przesiadywanie w samotności. To jest dla mnie najlepszy czas. Nagrywanie jest dla mnie już zupełnie inną podróżą. W przypadku nowego albumu „Przed Odlotem” wszystko się mocno wydłużyło w czasie. Piosenki, dawno napisane musiały przejść długą drogę, by znaleźć się na albumie.
GS: Powiedziałaś, że te piosenki powstały już dawno temu. Natomiast twoja poprzednia płyta „Dywizja Wilków” wyszła dwa lata temu. Czy te utwory, które trafiły na „Przed Odlotem” mają korzenie jeszcze czasach poprzedniej płyty? Może wykorzystałaś pomysły, które nie trafiły na „Dywizje Wilków”?
PH: Nie, tamta płyta to rozdział zamknięty. To była muzyka, którą napisałam razem z Michałem Zygmuntem. "Dywizje wilków” zaczynały się od wycia wilków, poprzez szumiący las, Śnieżną Pełnię, szron na bulajach, kończący się śpiewem Ursy, łodzi kołysanej przez Odrę. „Przed Odlotem” to materiał nagrany z zupełnie inną załogą. Album, na którym gitalelę zastąpił instrument niezwykły i czuły czyli altówka. Pierwsze skrzypce zagrała altówka (śmiech).
GS: Nowa płyta jest związana ze światem ptaków. Skąd pojawił pomysł na taką tematykę?
PH: Każda płyta Broad Peak jest ukłonem w stronę przyrody i zwierząt. Pierwsza płyta zaczynała się utworem „Rybitwa Popielata”. „Perkozy”, intrygujące ptaki, nurkujące pod moim domem pojawiły się na drugiej płycie „Dywizje Wilków” Wszystko u mnie zaczyna się od rzeki. Można śmiało powiedzieć, że zainspirowały mnie pływające w dół i w górę Odry barki o nazwach: Wilga, Jerzyk, Wróbel. Moje życie nie zatrzymuje się na ptakach. Ono się od nich zaczyna. Ich obecność przywraca mnie życiu. Ptaki uczą słuchać. W ich głosach pobrzmiewa dzika nuta. Śnią ponad mgłą i rzeką. Pomruki, szmery, czułe szepty. Woda niesie ich pieśni. Gdybym teraz siedziała na łodzi, to pewnie byłoby słychać kaczki. Ich wibrujące potrząsanie kuperkiem. Wystrzeliwują czasem jak woda z węża i to jest znak, że jakaś barka nadpływa. Może czapla siwa, swoim wrzaskiem dałaby znać o sobie. Rezonujące, inspirujące. Ptaki są niezwykłe. Tylko tyle i aż tyle, by dać im głos na nowej płycie.
GS: Jesteś zapewne obserwatorką ptasich zachowań. Czy jest jakiś związek między tekstami a gatunkami tych ptaków?
PH: Piszę piosenki o miłości i rozstaniu. Ale „Żuraw” i „Puchacz” to utwory napisane z myślą o ptakach i dla nich. „Kruk” to zapis chwili, opuszczone trapy, skrzypiące pomosty, oddech rzeki. Każde miejsce na ziemi wrasta w nas głęboko, nosimy je w sercu jak cień, po którym z pozoru nie ma śladu. Nie przypadkowo wybrałam kruka. Krukowate są bardzo mądre, fascynują i zaskakują. Czujnie obserwują, nic nie umyka ich uwadze. Elita intelektualna wśród ptaków. Niektórzy ludzie niestety uważają, że ptaki to jest zło wcielone i żywcem wyjęte z filmu Hitchcocka. Przesądy siedzą w głowach, szkodzą światu. W niektórych kulturach uważa się, że ptaki nauczyły ludzi muzyki i śpiewu. Nawet był taki francuski kompozytor i ornitolog, który uznał ptaki za największych muzyków wszech czasów i za przykład podawał szpaki, które włączają w swoje pieśni dużo zasłyszanych dźwięków. Ich stada nazywa się murmurando. Ten fakt interpretowania ptasich odgłosów i śpiewu świadczy o tym, że postrzegamy naturę jako całość, zawsze przez pryzmat nas samych, naszego języka, kultury.
GS: Ta płyta jest bogatsza brzmieniowo niż poprzednia i to jest zasługa Bartosza Straburzyńskiego. Czy ty tak planowałeś od samego początku, czy po prostu tak to wyszło?
PH: Niczego z góry nie zakładam. Może jedynie chciałam zachować ascetyzm, który cechował poprzednie albumy. Bartek nadal tym kawałkom nowe kolory, faktury. Sięgnął po instrumenty, które dały tym surowym pomysłom nową jakość. I na wszystkich tych pięknych instrumentach zagrał oszczędnie, brołdpikowo. A Ela Maja Sokołowska, nagrała altówki i zaśpiewała chórki, bardzo dużo wnosząc do tego albumu. „Dudek” i „Puchacz”, to pieśni łynące prosto z Jej serca. Ja potem wyśpiewałam te wszystkie ptaki, a Bartek nie dość, że nas nagrywał, miksował, masterował całą płytę, to jeszcze nagrywał te wszystkie partie na klarnetach, akordeonie, basie, drumli, kalimbie, gitarach, fletach. Kolejną osobą, która duży wkład ma w tą płytę jest Paweł Chrzanowski. Maciek Żarnowski, który tam zagrał taką mroczną gitarę w ostatnim kawałku „Mewa” Czuje się tam muśnięcie mrocznego skrzydła melancholii. I jeszcze ważną osobą w tej mojej załodze płynącej tą moją łajbą jest Dominika Chochołowska Bocian, która tak pięknie narysowała całą grafikę albumu: okładkę, w środku książeczkę. Nietuzinkowa artystka, z którą miałam wcześniej przyjemność pracować. Jest malarką, prowadzi warsztaty z cyjanotypii. Jest to jedna z najstarszych technik fotografii. Maluje na wodzie. Robi kojące sesje z dźwiękiem i zapachem. Z tego miejsca chciałabym też podziękować tancerzom, artystom, którzy zgodzili się wziąć udział w zdjęciach do wideoklipów. Sylwia Hefczyńska - Lewandowska, Amelia Lewandowska, Karolina Paczkowska, Kuba Pewiński. A maskę do teledysku „Dudek” przygotował Andrzej Jarodzki.
*GS: A propos "Dudka", to tutaj znajduje się chyba mój ulubiony tekst na tej płycie, w którym śpiewasz o Odrze i o tym, że jesteś „księżniczką kin wrocławskich i stacji benzynowych”. To taki powrót trochę do Twojego wrocławskiego patriotyzmu lokalnego, który pamiętam z utworu „Iskrzy, iskrzy” Husky...*
PH: Dokładnie tak. Nie ukrywam, to jest miasto, z którym jestem mocno emocjonalnie związana. A za ten fragment o stacjach benzynowych mój tata się obraził (śmiech).
GS: Tytuł „Przed Odlotem” kojarzy się z odejściem, rozstaniem, ale też w przypadku ptaków powrotem za jakiś czas do tego samego miejsca. Jak to ma się do tej płyty, do zawartości?
PH: Tytuł naturalnie sam się pojawił. Jest też wiersz Konopnickiej o tym tytule, w którym są takie słowa: „słońce mi w drogę daje złotą smugę” , „niepokoje spłoszone chmurką”. Wydał mi się idealny, też niejednoznaczny. Można to różnie interpretować, ale już nie chcę narzucać i pozostawiam to słuchaczom i Tobie. Myślę, że ptasie wędrówki są wzruszające. Pokonują niesamowite odległości pisząc skrzydłami na niebie cud migracji. Nie znamy ich sekretów. Ta tajemnica w naturze to jest coś pięknego, coś, co sobie bardzo cenię. Bo rzeczywistość jest tajemnicą i powinna nią pozostać.



