Chocolate Spoon

“Macho” grupy Chocolate Spoon, to jedna z najciekawszych płyt pierwszej połowy lat 90., jaka pojawiła się na polskim rynku. Hołdująca tradycji piosenki okołorockowej z lat 60. i 70., wydaje się jednak materiałem spoza ówczesnego głównego nurtu. Jej uniwersalność broni się także dzięki wznowieniu przygotowanemu przez GAD Records. Na tę okoliczność przepytaliśmy spiritus movens zespołu, Wojtka Kubiaka, który z pewnym rozrzewnieniem wspomina dawne czasy.
MM: Nagrania na "Macho" powstały w latach 90., kiedy muzyka rockowa znów przeżywała swój wielobarwny boom. Jak wspominasz okres powstawania tej płyty?
WK: Myślę, że miałem absolutnie świadomość, że nagrywamy piosenki na światowym poziomie, zarówno songwritersko, jak i wykonawczo. Weszliśmy do studia w Izabelinie na nocne sesje. Koleś, który kręcił gałkami, przychodził na sesje z towarem, towar siedział mu na kolanach, a pierwsze pytanie brzmiało: „Chłopaki, jak wysoko mierzycie". Do tego Baniak (Piotr Bańkowski, perkusista - przyp. MM) miał problemy z rytmicznym graniem. Wszystko pływało, czułem, że nic z tego nie będzie. Zerwałem sesję, ostatecznie kończąc z Andrzejem Puczyńskim. Zapłaciłem połowę stawki - myślę, że ten Napoleon nigdy mi tego nie wybaczył. Pojechaliśmy do Olsztyna, do studia w Polskim Radiu Olsztyn - to było takie mikroskopijne Malczewskiego. Od razu poczułem się tam jak ryba w wodzie. Na bębnach Szlaga (Jarosław Szlagowski - przyp. MM), który kiedyś mi powiedział, że doskonale zdaje sobie sprawę, że jest najlepszym perkusistą dla mnie i dla moich piosenek. Jak on pięknie prowadził Marcina, który nagrywał tę płytę na starych strunach - gotował je, żeby nabrały z powrotem brzmienia. Nagraliśmy płytę na absolutnie światowym poziomie. Lata później jakiś wujek Niebieskiego, czyli Mariusz Nałęcz-Nieniewski (wokalisty - przyp. MM) zarzekał się, że słyszał „Hey Ho…” w rozgłośni radiowej w Nowym Jorku jadąc żółtą taksówką. Wierzę mu.
MM: Właśnie. Za każdym razem w kontekście tej płyty pojawia się otwierające "Hey Ho Rock 'N' Roll". A przecież "Macho" zawiera zestaw niemalże równorzędnych singli. Jak myślisz, z czego to wynika?
WK: Z moich zdolności jako songwritera - nic dodać, nic ująć.
MM: Co zatem przyświecało Ci przy pisaniu materiału na ten album?
WK: To była pierwsza płyta. Znalazły się na niej najlepsze piosenki, jakie do tej pory napisałem. Przyświecało mi przekonanie, że świat powinien je poznać.
MM: Czemu więc nie przełożyło się to na ciąg dalszy, bo potem pojawiła się zdaje się tylko płyta "Niebieski Ptak"?
WK: Wytwórnia położyła wszystko, co mogła położyć. Brak promocji, bo radia właściwie załatwiliśmy sami, brak płyt i kaset w sklepach, brak koncertów (zagraliśmy ich tak z pięć razy za mało). Brak managera i brak świadomości, że to najważniejszy członek zespołu.
MM: Muzycznie jednak to się spinało.
WK: Na “Macho” wszystko spiął po pierwsze Szlaga, który jako doświadczony bębniarz prowadził Marcina Balickiego, który nagrał płytę na wygotowanych strunach do basu, bo nie miał nowych. Dzięki talentowi gitarowemu Krzyśka Szymańskiego i mojej dwunastostrunowej gitarze, która nadała unikalności brzmieniu płyty i - jeszcze raz podkreślam - dzięki bardzo dobrym piosenkom. “Niebieski Ptak” był już nagrany z innym basistą i perkusistą. Nieco inne brzmienie i więcej piosenek po polsku. Nie jestem pewien, czy to było potrzebne. Chocolate Spoon najlepiej brzmiało po angielsku.
MM: Czemu na przestrzeni lat aż tylu muzyków przewinęło się przez Chocolate Spoon?
WK: Pierwszy skład się rozpadł i zespół stracił ten pierwotny power. Potem już nigdy ‘nie było tak samo’.
MM: Czy Chocolate Spoon jeszcze będzie nagrywało?
WK: Jeśli tak, to czas na płytę akustyczną. To było jednak ponad 30 lat temu… Może bardziej czas na Wojtka Kubiaka… Ale w tej chwili bardziej zajmuje mnie malarstwo.
MM: Kolejna płyta solowa?
WK: Nagrałem dwie i wydałem sam. Pierwsza to solowa anglojęzyczna płyta songwriterska pod tytułem “Oneway Street - A Story Of A Street Musician”, a druga to “Bitwa Warszawska” - poświęcona tamtym wydarzeniom i ich odbiciu w dzisiejszej rzeczywistości.
MM: Czy więc wznowienie "Macho" to ostatni akcent w historii Chocolate Spoon?
WK: Myślę że nie. GAD Records planuje jeszcze wydać “Niebieskiego Ptaka”. Była też trzecia płyta “Podręczna Miłość”, wydana w 2008 roku, która przeszła w ogóle bez echa. Myślę że to jeszcze nie jest skończona historia. Bardzo chciałbym, żeby “Macho” przestało być najbardziej niedocenianą płytą polskiej fonografii, a tak czuję…

