Chris Botti

Słynny amerykański trębacz Chris Botti już 17 października rozpocznie w Katowicach kolejną trasę koncertową po Polsce. Z tej okazji muzyk znalazł czas by porozmawiać z nami między innymi o: kulisach powstania ostatniego albumu "Vol.1", współpracy z Frankiem Sinatrą i miłości do trąbki.
GS: Minęły dwa lata od wydania Twojego ostatniego albumu, „Vol.1”, który był jednocześnie Twoim pierwszym albumem dla wytwórni Blue Note. Czy uważasz to wydawnictwo za nowy początek lub Twój ponowny debiut?
CB: Cóż, myślę, że „Vol.1” to powiew optymizmu nie tylko dla tych, którzy wkraczają w drugą połowę życia, bo 3 lata temu skończyłem 60 lat, ale także dla nas wszystkich, którzy przeszliśmy reset po COVID. Bardzo ważne było także dla mnie przejście do nowej wytwórni płytowej Blue Note. Myślę, że to były najważniejsze inspiracje dla procesu powstawania „Vol.1”. Mam nadzieję, że to dla mnie nowy początek. Oczywiście świat bardzo się zmienił, branża muzyczna bardzo się zmieniła. Wiele się zmieniło, ale czuję się bardzo, bardzo wdzięczny, że mam publiczność, że możemy koncertować w taki sposób, jaki to robimy z muzykami z którymi współpracuję.
GS: Dlaczego na „Vol.1” czekaliśmy aż 10 lat?
CB: No tak, moja poprzednia płyta „Impressions” wyszła w 2013 roku, a potem wytwórnia Columbia Records stała się labelem zajmującym się niemal wyłącznie Adele. To fajnie. Nigdy nie mieli zbyt wielu artystów jazzowych, a my mieliśmy niesamowicie dobrą passę z nimi trwającą prawie 15 lat. Było świetnie. Kiedy w 2016 roku zakończyłem współpracę z Columbia Records, wkrótce podpisałem kontrakt płytowy z Blue Note. W między czasie wyłącznie koncertowałem. Mieliśmy zacząć nagrywać w 2019 roku. Wtedy, właśnie następnej zimy, pojawił się COVID i wszystko się zmieniło. Przez 2 kolejne lata praktycznie nic się nie działo. W końcu album ukazał się w październiku 2023 roku.
GS: Jak doszło do Twojej współpracy z Blue Note i słynnym producentem Davem Fosterem?
CB: Po prostu Blue Note skontaktowało się ze mną i zaproponowało kontrakt płytowy. Szef Blue Note Don Was pozwolił mi współpracować z kim tylko będę miał ochotę. Udało mi się zaprosić do współpracy legendarnego producenta Dave’a Fostera, który wtedy praktycznie był już na emeryturze. Razem podjęliśmy decyzję, że „Vol.1” będzie projektem do którego zostanie zaangażowana niewielka ilość muzyków, bez tych wszystkich orkiestracji i tak dalej. To miał być klasyczny jazzowy album. Postanowiliśmy, że skupimy się na nagraniu nowych wersji romantycznych standardów.
GS: A czy masz już w planach nową płytę?
CB: Od dłuższego czasu o tym myślę, ale koncertujemy bardzo dużo i niemal każdego wieczoru. Po prostu nie mam czasu by zaplanować nowe wydawnictwo. Ale w styczniu-lutym przyszłego roku planuję znaleźć trochę wolnego, aby przemyśleć, jaką płytę chcę nagrać.
GS: Kwestia intensywnych tras koncertowych była chyba dla Ciebie problemem także przy powstawaniu Twoich poprzednich płyt?
CB: Poprzednie płyty, na przykład te dla Columbia Records, udało mi się stworzyć zanim wyruszyłem na trasy koncertowe. Ale obecnie nasze postrzeganie sukcesu i płyt, które odniosły sukces, zmieniło się drastycznie. Uczę się, wraz z tymi wspaniałymi ludźmi z Blue Note, jak płynnie przechodzić pomiędzy trasami koncertowymi a nagrywaniem płyt. Ale rzeczywistość jest taka, że odbyliśmy tak wiele tras koncertowych, które naprawdę nam pomogły. Ponieważ ostatecznym celem jest wydanie płyty, a następnie wypełnienie sali koncertowej na 2000 lub 3000 miejsc. To jest ostateczny cel. Ponieważ nie tylko wydaliśmy płytę, ale także koncertowaliśmy, koncertowaliśmy i staraliśmy się edukować ludzi na temat tego, czym jest nasz program. Wiele osób uważa, że jeśli to tylko trąbka, to jest to po prostu trąbka. Musimy ominąć te wszystkie przeszkody i ciągle wracać. W przypadku Polski zagrałem tam około 20 razy. To po prostu mój ulubiony kraj do grania muzyki.
GS: Wspomniałeś już, że na „Volume 1” znalazły się Twoje interpretacje romantycznych standardów, ale mnie zaskoczyła nowa wersja „Fix You” z repertuaru Coldplay. Dlaczego wybrałeś właśnie tę piosenkę?
CB: Pierwotnie chciałem wykonać utwór Paula Simona zatytułowany „American Tune”, oparty na chorałach Bacha. Rozpoczęliśmy nawet próby. David Foster i pianista Taylor Eigsti trochę grali, bawiliśmy się pomysłami na aranżację nowej wersji tego utworu. Niestety, czasami melodie nie brzmią tak samo, gdy są grane na trąbce. To kwestia rejestru. Co ciekawe, niektóre bossa novy też nie brzmią dobrze na trąbce. Brzmią świetnie na saksofonie, ponieważ saksofon, taki jak u Stana Getza, może być w tym idealny, ale trąbka brzmi lepiej z melodią, która po prostu… Nie wiem.. Tak czy siak, moja trąbka nie pasowała do piosenki Paula Simona. Kocham Paula Simona bardziej niż ktokolwiek inny, ale nie pasowała do mojego instrumentu. Pomyślałem: „A może „Fix You”?”. Zawsze ją lubiłem. Myślę, że Coldplay naprawdę stworzyli świetną piosenkę, więc po prostu zabraliśmy się za aranżację i poszło szybko. Było świetnie.
GS: Myślę, że ta piosenka brzmi jak Twój utwór…
CB: Oj, dziękuję bardzo!
GS: Czy planujesz wydać album zawierający wyłącznie swoje autorskie utwory?
CB: To dobre pytanie…. Nie wiem. Zawsze czułem, zwłaszcza odkąd w 2004 roku ukazała się płyta „When I Fall in Love” i została tak dobrze przyjęta, że może inni twórcy też piszą świetne piosenki, a więc może moją rolą jest po prostu jeździć w trasy, grać na trąbce i przekazywać te kompozycje fanom w taki właśnie sposób. Nie wiem, ale może powinienem napisać więcej własnych autorskich utworów? Zainspirowałeś mnie, dziękuję (śmiech).
GS: W tym roku mija 30 lat od wydania Twojego debiutanckiego albumu „The First Wish”. Czy planujesz jakieś upamiętnienie tej rocznicy?
CB: Nie jestem osobą, która lubi świętować upływ czasu. 12 października obchodzę urodziny, a moi przyjaciele już zapowiadają: „Zorganizujemy przyjęcie”. A ja odpowiadam: „Nie, odwołajcie to”. Chcę być albo w trasie koncertowej, albo świętować. Moim świętowaniem jest możliwość występowania przed publicznością każdego wieczoru. To mi wystarcza.
GS: Czy podczas tej trasy koncertowej zagracie jakieś utwory z tego albumu?
CB: Planowaliśmy zagrać podczas tej trasy koncertowej utwór zatytułowany „Irresistible Bliss”, który pochodzi z albumu „Slowing Down the World” z 1999 roku. Ale może posłucham trochę „First Wish”, wrócę i… Hm, teraz podsunąłeś mi mnóstwo pomysłów na setlistę….
GS: Zapewne niewiele osób w Polsce wie, że na początku swojej artystycznej drogi współpracowałeś z Frankiem Sinatrą. Jak to wspominasz?
CB: To było interesujące, ponieważ była to dwutygodniowa rezydencja koncertowa w Universal Amphitheatre w Universal City w Kalifornii. Była to impreza z okazji wydania jego ostatniego albumu „L.A. Is My Lady” z 1984 roku. Nadal był naprawdę szczęśliwy. Pamiętam to jakby to było wczoraj i myślę, że pomogło mi to w tym sensie, że mogłem obserwować, że kiedy Frank wyszedł na scenę, to emanował energią, która wypełniała ogromną przestrzeń. Wychodził na scenę i biła z niego charyzma i status ikony. Potrafił też rozmawiać z ludźmi w pierwszych rzędach widowni. Trochę jak komicy ze stare szkoły, jak Don Riggles. Ale to najwspanialszą rzeczą jaką robił w trakcie koncertu było to, że zawsze się odwracał do muzyków i dziękował zespołowi. Odsuwał się na bok sceny i pozwalał perkusiście Irvingowi Butlerowi grać na perkusji. Albo zawsze mówił: „Proszę Państwa, Nelson Riddle Orchestra! Aranżacja Dona Costy”. Pewnego dnia podczas próby dźwięku kazał mi wstać i powiedział: „Ładne solo”. Kiedy zagrałem swoje pierwsze solo podczas próby dźwięku, to było wszystko, co mi powiedział: „Ładne solo, młody”. To wystarczyło. Bardzo mi się to podobało (śmiech).
GS: Czy uważasz się za muzyka koncertowego czy studyjnego?
CB: Nagrywam płyty, żeby jeździć w trasy. Ludzie pytają mnie: „Jakie to uczucie, Chris, zdobyć nagrodę Grammy lub coś w tym rodzaju?”. Jak już mówiłem, moją nagrodą jest możliwość wyjazdu z Warszawy czy do Łodzi i występu przed tamtejszą publicznością. To dla mnie wciąż niesamowite, że możemy jeździć do takich miast jak Wrocław, a Amerykanie nawet nie potrafią prawidłowo wypowiedzieć nazw tych miast. Ale pojechać tam i spotkać się z taką rzeszą ludzi, którzy kochają tę muzykę, to naprawdę niesamowite uczucie. Szczerze mówiąc, nie da się tego porównać z pracą w studiu.
GS: Czym jest dla Ciebie trąbka? Jakie emocje chcesz za jej pomocą przekazywać słuchaczom?
CB: Trąbka to dla mnie terror. Poważnie. Całkowicie zawładnęła moją duszą. Ale moim zadaniem jest wydobywać z niej to, co piękne, a nie to, co sprawia, że trąbka mówi: „Dzisiaj nie będziesz dobry”. Chcę, żeby trąbka brzmiała lirycznie i pięknie. Chcę grać koncerty z muzykami, którzy grają jazz na najwyższym poziomie. Może to być muzyka klasyczna lub hard core jazz, ale zawsze powracająca do sedna piękna, którego ludzie być może chcą posłuchać.
GS: Rozważałeś kiedyś gościnny udział w koncertach bądź na płytach na przykład zespołów rockowych czy metalowych?
CB: To byłaby świetna zabawa, ale mało kto wie, że dawno temu grałem na trąbce numery zespołów metalowych takich jak: Poison, Warrant czy RATT. Stare dzieje…A kogo ja chciałbym zaprosić do współpracy? Hm….Może Eddie Vedder? To mogłaby być świetna zabawa (śmiech).
GS: Dziękuję za rozmowę.
17.10.2025 – Katowice / NOSPR
18.10.2025 – Bielsko-Biała / Cavatina Hall
19.10.2025 – Poznań / Sala Ziemi Congress Center
20.10.2025 – Wrocław / Narodowe Forum Muzyki
21.10.2025 – Warszawa / Teatr Muzyczny Roma
Organizatorem trasy jest poznańska agencja GOOD TASTE
Bilety do nabycia na EVENTIM.PL


