Cloud Nothings

WywiadJakub OślakDylan Baldi
Cloud Nothings

9 lutego w warszawskim klubie Pogłos odbędzie się jedyny polski koncert amerykańskiej grupy Cloud Nothings. Z tej okazji jej lider Dylan Baldi porozmawiał z naszym wysłannikiem Jakubem Oślakiem.

Jakub Oślak: Za niecałe 4 tygodnie zagracie swój pierwszy klubowy koncert w Warszawie. To nie będzie wasza pierwsza wizyta w Polsce; w 2013 wystąpiliście podczas Off Festivalu w Katowicach. Co preferujesz – potężny tłum na festiwalu, czy ciasny undergroundowy klubik?

Dylan Baldi: Dobrze się bawiłem wtedy na Offie; poznałem ludzi z The Pop Group, Mark Stewart przez cały koncert tankował wino prosto z butelki. Ale bardziej nastawiam się właśnie na ten koncercie w Warszawie. Lubię grać w zaciemnionych barach i klubach. To dla mnie bardzo wygodne, naturalne otoczenie, znacznie lepsze niż granie na zewnątrz. Poza tym nigdy nie byłem w Warszawie i mam nadzieję, że uda mi się choć trochę ją zobaczyć.

JO: W ciągu ostatnich 5 lat wydaliście 4 albumy studyjne – niezły wynik jak na zespół rockowy, który cały czas jeździ po świecie i gra koncerty! Gdzie znajdujesz do tego inspirację – i przede wszystkim, czas?

DB: Czas to nie problem; napisanie piosenki czy ułożenie albumu nie zajmuje aż tyle czasu jak się wydaje. Musisz po prostu usiąść i to zrobić. Nasze albumy powstają w dosyć krótkim czasie – zwykle kilka tygodni – a inspiracja przychodzi wraz z graniem koncertów i jeżdżeniem po świecie. Długa trasa koncertowa to naprawdę męcząca sprawa, która może rzutować na twoje zdrowie psychiczne. Moim sposobem na jej odreagowanie po powrocie do domu jest nagranie nowej płyty.

JO: W tym roku Cloud Nothings obchodzą swoje 10 urodziny – gratulacje! To także niezły wynik jak na „nieprawdziwy” zespół, który zaczynał jako rodzaj internetowej sztuczki.

DB: To nie była sztuczka, lecz mój jedyny sposób na tworzenie muzyki. Nikt z moich znajomych nie grał wtedy na instrumentach, więc wszystko nagrywałem sam i wypuszczałem do sieci jako grupa. I gdy tylko wrzuciłem te piosenki na Myspace napisał do mnie zespół Coasting z pytaniem, czy zagramy przed nimi w Nowym Jorku. To był spory uśmiech losu i moment od którego zespół powstał już naprawdę. Od tego wszystko się zaczęło i do tej pory nie zatrzymało.

JO: Skoro już mówimy o sieci, jak istotną rolę odgrywa internet dziś, dla młodego, nieznanego zespołu, aby ruszyć z miejsca w nieznany, muzyczny świat?

DB: Nie mam pojęcia co zespoły robią dziś, ale nawet gdy chcesz być na Pitchforku lub czymś w tym stylu, to już musisz mieć jakieś tam znajomości w tym biznesie. Gdy my zaczynaliśmy, a było to raptem 10 lat temu, wszystko było łatwiejsze. Ale uważam, że to powinna być po prostu dobra zabawa; niech każdy kto chce grać po prostu założy zespół i gra. Nie warto jest zagubić się w robieniu „wielkiej kariery” w muzyce.


JO: Komponowanie piosenek zawsze było dla ciebie zabawą. Jak sam mówiłeś, chciałeś po prostu sprawdzić, czy ci się to uda. Po 10 latach mamy zespół, 6 albumów studyjnych, światowe trasy. Czy kiedykolwiek myślałeś, że będziesz w takiej sytuacji? Czy twoje marzenie już się spełniło (czy może wciąż śnisz?)

DB: Nie mam pojęcia, ale to całkiem niezła jazda! Nigdy tak naprawdę o tym nie myślałem i tego nie planowałem. Mam inne marzenia i pomysły i nie sądzę, abym robił to do końca życia. Wydaje mi się, że osiągnąłem już to, co chciałem osiągnąć z tym zespołem. Nie wyobrażam sobie jeszcze czegoś więcej.

JO: "Last Building Burning" to wasz najbardziej dopracowany i, co naturalne, najdojrzalszy album. Słychać na nim wpływy The Clash, The Stooges, a także Black Flag i Fugazi. Ale kto jest naprawdę twoim muzycznym bohaterem?

DB: Dziękuję. Gdy tworzę muzykę z Cloud Nothings staram się przekazać swoją pasję do takich zespołów punkowych jak The Wipers czy Hot Snakes. W zasadzie czegokolwiek co ma dużo szybkich, niebanalnych gitar. Ale doceniam porównanie do zespołów o których wspomniałeś.

JO: Wasze brzmienie w ciekawy sposób łączy hardcorową energię i alternatywne ponuractwo i radością w stylu indie czy nawet pop. To brzmi dosyć sprzecznie, ale działa! Czy ten styl był czymś, co staracie się świadomie wypracowywać, czy też każdy kolejny album to krok w nieznane – eksperyment, który może się udać, albo i nie?

DB: Staram się robić muzykę jaką sam chciałbym słuchać, ale która nie istniałaby gdybym sam się do tego nie zabrał. Zawsze lubiłem szybką, energiczną muzykę punkową, ale też popowe melodie i tego typu rzeczy, a istnieje naprawdę niewiele zespołów, które potrafią to ładnie i ciekawie połączyć. Więc postanowiłem spróbować sam i każdy kolejny album to próba doskonalenia tego podejścia.


JO: Współpracowaliście kilka lat temu z legendarnym muzykiem i producentem Stevem Albini. Jak wspominasz to doświadczenie? Podoba ci się jego styl i sposób pracy?

DB: Albini jest świetny, pracuje szybko i nie traci czasu. Jeśli tylko będzie okazja, chętnie bym to powtórzył. To prawdziwy zawodowiec. Niedawno oglądałem krótki dokument o tym jak wygrał turniej pokera. Polecam. To naprawdę ciekawy facet.

JO: Czym jest dla ciebie sukces? To dosyć subiektywny termin, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy tzw. gwiazd rocka jest coraz mniej, ale za to młodych, domorosłych zespołów jest coraz więcej?

DB: Myślę, jako muzyk, że tak długo jak robisz to co lubisz, na swoich zasadach, to jest to sukces. Gdy tylko pojawiają się przeszkody lub zbyt silne wpływy, przez które zbaczasz ze swojego kursu, wtedy mogą pojawić się problemy, które ów sukces uniemożliwiają.

JO: Żyjemy w niezwykle niepewnych czasach, często tradycyjnie szukając schronienia w muzyce. Gdzie twoim zdaniem znajdziemy odtrutkę na ten świat – w energii i gniewie, czy radości i pięknie?

DB: Czy to mój jedyny wybór? Myślę, że na chwilę obecną na ten świat nie ma lekarstwa. Musimy po prostu wziąć się w garść i przeczekać ten destruktywny czas – a gdy ten już się skończy, wtedy zobaczymy kto pozostał.

JO: Ostatnie pytanie – utwór z ostatniej płyty zatytułowany “Dissolution” – prosta piosenka, która mutuje do postaci 11-minutowej improwizacji pełnej hałasu, sprzęgła i przetworników. Co za numer! Czy to będzie wasz krok naprzód? Będziecie go wykonywać na żywo?

DB: Dzięki! Tak, mamy zamiar zagrać to w Warszawie. To i inne długie kawałki. Właśnie takie numery są najfajniejsze do grania na żywo, bo pozwalają improwizować i robić wszystko to, czego nie ma w tych bardziej popowych kawałkach. Mam nadzieję, że ludzie nie wyjdą z klubu jak je usłyszą!

JO: Dziękuję za rozmowę. 

Cloud Nothings + Haiko, Warszawa, Pogłos, 09.02.2019. Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1620540918245527/ 

Powiązane materiały