Coria

WywiadMaciej MajewskiDominik Stypa / Tomasz Mrozek
Coria

Panowie z grupy Coria nie tracą czasu i w rok po wydaniu debiutanckiego albumu „Teoria Splątania”, wypuszczają kolejnego długograja zatytułowanego „Kwestia Czasu”. O obu płytach i kilku innych kwestiach dotyczących zespołu opowiedzieli mi gitarzysta Dominik Stypa i wokalista Tomasz Mrozek.

MM: Zanim przejdziemy do „Kwestii Czasu”, chciałem zapytać o „Teorię Splątania”. To bardzo długi album jak na debiut. W czasie nagrywania okazało się, że te numery są takie długie, czy takie było założenie?

DS: Na płycie jest 12 utworów oraz 3 w wersjach radiowych, które znalazły się tam dla wygody stacji radiowych. Poza tym nagrywaliśmy to, co nam w duszy gra. Nie mieliśmy jakichś klapek na oczach w sensie, że coś nagrywamy tak, a nie inaczej. Trochę jednak nad tym albumem pracowaliśmy, więc materiału też się trochę nazbierało.

MM: Na tamtym etapie utworem, który definiował zespół był „Niepokój” – chociażby ze względu na tytuł. Mam rację?

TM: Myślę, że tak. To był najbardziej rozpoznawalny numer z tej płyty. Na koncertach nie ma osoby, która by go nie znała.

MM: A czemu w książeczkach do obu płyt nie ma tekstów?

DS: Nie chciało nam się ich przepisywać. Woleliśmy dać zdjęcie (śmiech). A tak poważnie – wydaje mi się, że mało ludzi czyta teksty w książeczkach. A te akurat powstały pod wpływem muzyki, więc traktujemy je jako jedną całość.

TM: Wydaje mi się, że odbiorcom łatwiej jest nauczyć się tych utworów podczas słuchania. A nie na zasadzie: pójdę na koncert Corii, więc poczytam tekst i będę wiedział, co śpiewać.

MM: „Kwestia Czasu” przynosi zmiany pod postacią chociażby elektroniki w otwierającym „Drugie dno”, czy orkiestrze w „Z całych sił”. Skąd się to wzięło?

TM: Teraz jest – nie wiem, czy to nie za duże słowo – moda na to, by łączyć ciężkie brzmienia z elektroniką. Tak robi chociażby zespół Bring Me The Horizon, który właściwie bazuje już w całości na elektronice. Dla mnie to rewelacja. Myślę, że ten kierunek przyciąga odbiorcę czymś nowym i świeżym. A w historii polskiego rocka czegoś takiego raczej nie ma.

DS: Na pierwszym albumie elektronika była raczej dodatkiem. A żeby na żywo brzmiało to tak, jak na płycie, nasz perkusista kupił sampler, za pomocą którego odpala te brzmienia na koncertach. Natomiast drugi album powstawał już z myślą o elektronice.

MM: Widziałem Was dwukrotnie na żywo. Najpierw na tegorocznym Orange Warsaw Festival i niedawno, kiedy supportowaliście Europe w „Progresji”. Na tym drugim koncercie trochę dźwięk nie domagał. Co się stało?

DS: To są szczegóły, na które większość ludzi nie zwraca uwagi, bo spotkaliśmy się z opiniami, że koncert było bardzo fajny. Jeśli chodzi o nas ze sceny, to na pewno jest to najwyższa jakość dźwięku. Siedzimy w tym trochę i nie gramy na jakimś sprzęcie, który jest źle wykręcony. A na to, że na frontach źle to brzmi już nie mamy wpływu

TM: Pod tym względem musimy też często zaufać osobą trzecim. Zresztą zmieniliśmy ostatnio akustyka i mam nadzieję, że teraz będzie już dobrze.

MM: Obiecaliście 5-6 singli wraz z teledyskami. Na razie z tego, co widziałem jest promo klip do „Drugiego dnia”. A kiedy reszta?

DS: 30 listopada pojawił się teledysk do utworu „Z całych sił”. Poza tym mamy materiał na kolejny klip, który był kręcony w „Progresji”. Reszta teledysków to kwestia czasu (śmiech)

TM: Chcieliśmy nakręcić w pierwszej kolejności teledysk to pierwszego singla z tej płyty, czyli utworu „Drugie dno”, natomiast nasz wydawca stwierdził, że „Z całych sił” będzie lepszym wyborem.

MM: A co dalej? Koncerty?

DS.: Cały czas gramy. Mamy w planach koncerty w Częstochowie, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu i w kilku mniejszych miejscowościach. Wszystkie daty można sprawdzić na naszej stronie internetowej. Chcemy jak najlepiej wykorzystać potencjał tej płyty i na pewno przez najbliższy rok będziemy się zajmowali jej promowaniem.

MM: Dziękuję za rozmowę. 

Powiązane materiały