Cormac Neeson (The Answer)

WywiadGrzegorz SzklarekCormac Neeson

7 sierpnia w warszawskim klubie Proxima zagra najbardziej znana północnoirlandzka grupa hardrockowa The Answer. Z teh okazji wywiadu udzielił nam jej wokalista Cormac Neeson.

- Wasz ostatni album zatytułowany „Raise a Little Hell” ukazał się w ubiegłym roku. Czy macie już może jakieś nowe kompozycje, które zaprezentujecie podczas letniego tournée po Europie?

- Tak, od 3 miesięcy nagrywamy materiał na nową płytę, która ukaże się w październiku. Więc podczas letnich koncertów zaprezentujemy także kilka premierowych kompozycji, choć podczas tego tournée będziemy prezentować przede wszystkim materiał z naszej pierwszej płyty „Rise”, która ukazała się 10 lat temu. Traktujemy tę trasę koncertową jako zamknięcie jednego rozdziału w historii zespołu i rozpoczęcie kolejnego.

- Album „Rise” z 2006 roku to, jak dotąd, najlepiej sprzedająca się płyta The Answer. Co jest takiego wyjątkowego w tym krążku, co zachęciło fanów do kupowania tego albumu?

- Myślę, że na sukces tej płyty złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim to, że podczas jej nagrywania spotkali się odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie i odpowiednim studio nagraniowym. Ważne też było to, że piosenki, które trafiły na „Rise” zostały wyselekcjonowane z puli utworów, które komponowaliśmy przez kilka lat poprzedzających wydanie tego krążka. Wiesz, od tamtej pory wydaliśmy cztery kolejne albumy, kochamy każdy z nich, ale to „Rise” zajmuje szczególne miejsce w naszych sercach. To od tej płyty zaczęła się nasza kariera, ten album zdefiniował naszą karierę muzyczną i „ustawił” nasze życia prywatne na kolejnych 10 lat.

- Gdy słuchasz „Rise” po 10 latach od jej nagrania to zastanawiasz się czasem, że byś coś zmienił w tych piosenkach?

- Zmieniłbym, ale byłyby to jedynie drobne zmiany kosmetyczne w kilku utworach. Pamiętaj, że przez tych 10 lat nabraliśmy wprawy jako kompozytorzy. Nie twierdzę, że te zmiany sprawiłyby, że te kompozycje byłyby jeszcze lepsze, ale kilka elementów rzeczywiście bym zmienił.

- W jaki sposób tworzycie nowe utwory?

- Najczęściej siadamy wspólnie w naszej sali prób i zaczynamy „jammować”. Każdą z tych sesji nagrywamy, a następnie wybieramy najlepsze fragmenty, nad którymi zaczynamy pracować. A więc tworzymy aranżacje i tak dalej. Jednak w przypadku nowego albumu, który wydamy w październiku nieco zmieniliśmy system pracy. Najpierw wraz z Paulem (Mahonem-gitarzystą The Answer-przyp.GS), braliśmy do rąk gitary akustyczne i sprawdzaliśmy, czy wszystko działa tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Jeśli tak było, dopiero wtedy do gry wchodziły gitary elektryczne oraz sekcja rytmiczna. Wiesz, chcemy by każda nasza płyta brzmiała świeżo i choć trochę inaczej niż poprzednia. Dlatego jeśli jakiś pomysł na nowy utwór „iskrzy” od samego początku to pracujemy nad nim do końca. Jeśli mamy choć najmniejsze wątpliwości – nie pracujemy nad taką kompozycją dalej.

- Macie na swoim koncie między innymi wspólną trasę koncertową z AC/DC w 2008 oraz 2009, a także koncerty u boku takich gwiazd jak Aerosmith, The Rolling Stones oraz The Who. Czego nauczyły Was te występy?

- Aby nigdy nie pić za dużo podczas tras koncertowych (śmiech). A już poważnie mówiąc: współpracowaliśmy z najlepszymi. Podczas trasy z AC/DC zagraliśmy 118 koncertów i obserwowałem każdy ich występ. Nigdy nie czułem się znudzony. Z ogromną przyjemnością obserwowałem jak muzycy tego zespołu są skupieni na swojej pracy i jak poświęcają swoje życia temu, co kochają robić. Pasja z jaką to robili była dla mnie bardzo inspirująca.

- A propos: jak podoba Ci się Axl. W.Rose jako nowy wokalista AC/DC?

- Podoba mi się. To była swojego rodzaju niespodzianka dla mnie, że wybrali akurat jego. Myślałem, że zatrudnią kogoś mniej znanego. Było to ryzykowne posunięcie, ale w końcu ci goście ryzykują od samego początku kariery AC/DC. A może zatrudnienie Axla pomoże im wspiąć się na jeszcze jeden wyższy poziom? Życzę im wszystkiego najlepszego gdyż na to zasługują jak mało kto (śmiech).

- Gdybyś dostał propozycję dołączenia do AC/DC to przyjąłbyś ją?

- Od razu i bez żadnych dyskusji (śmiech). Oczywiście gdyby tak się stało, to najpierw przedyskutowałbym ten temat z moimi kolegami z The Answer. Oni są dla mnie najważniejsi.

- O Waszej muzyce bardzo pochlebnie wypowiadają się tak uznani muzycy jak Jimmy Page (ex-Led Zeppelin) czy Joe Elliott z Def Leppard. Jednocześnie wydajecie płyty w małych wytwórniach niezależnych. Czy nie wolelibyście jednak być częścią większej wytwórni płytowej?

- Wiesz, wolimy współpracę z małymi labelami. Nasza muzyka jest prawdziwa, szczera i pochodzi prosto z serca. Nasza obecna wytwórnia płytowa czyli Napalm Records doskonale to rozumie i nas wspiera. Nie musimy sprzedawać naszych pomysłów na muzykę całemu panelowi mądrych i decyzyjnych ludzi w wytwórni płytowej, gdyż wolimy kontakt bezpośredni z jedną osobą pracującą u naszego wydawcy. To jeden z plusów bycia w niezależnej wytwórni.

- Czy The Answer to bardziej zespół studyjny czy koncertowy?

- Hmmm, ciekawe pytanie. Przez ostatnich 10 lat pracujemy według schematu: 3-4 miesiące pobytu w studiu nagraniowym, a następnie kilka miesięcy w trasie koncertowej. Więc te dwie formy naszej działalności łączą się ze sobą. Wiesz, lubię być w studiu nagraniowym, eksperymentować z brzmieniami, brać udział w tworzeniu muzyki, co jest najwspanialszym uczuciem pod słońcem. Ale później nadchodzi pora by wsiąść do autobusu, którym ruszamy w trasę, aby naszą muzykę przedstawić ludziom, którzy często jej nie słyszeli wcześniej. I jest to także wspaniałe uczucie. Jednak 12 miesięcy później jestem gotów trochę odpocząć i znowu zacząć pracę nad kolejną płytą. I jest to idealna równowaga.

- Dziękuję za rozmowę. 

THE ANSWER, Warszawa, Proxima, 07.08.2016. 

Info o biletach na www.metalmind.com.pl 

Powiązane materiały