Daniel Dziemitko (LABAI)

WywiadGrzegorz SzklarekDaniel Dziemitko
Daniel Dziemitko (LABAI)

Bydgoska grupa LABAI ma na swym koncie wydaną miesiąc temu ep-kę "LABAI". Na kilka naszych pytań odpowiedział gitarzysta Daniel Dziemitko.

- Powiedziałeś kiedyś, że „językiem mowy LABAI jest przede wszystkim muzyka”. Co w takim razie w Waszym języku oznacza nazwa zespołu?

D: Nazwa zespołu powstała spontanicznie, nie miała nic oznaczać, miała być krótka i się nam po prostu podobać.

 - W lipcu tego roku ukazała się debiutancka ep-ka LABAI. Znalazły się na niej cztery utwory. Dlaczego nie wystartowaliście z pełnowymiarowym albumem?

D: Nagranie takiej płyty to spore koszty, nie było nas na to najzwyczajniej stać. Poza tym krótka forma ep-ki pozwoliła nam skupić się bardziej na tych czterech piosenkach, tak aby na płycie zabrzmiały tak jak tego oczekiwaliśmy.

- Na ep-ce zabrakło utworu „Long Long”, do którego zrealizowaliście świetny teledysk, który można obejrzeć na YT. Dlaczego tej piosenki nie ma na „LABAI EP”? 

D: Chcieliśmy aby EPka była spójna, nagrana przez cały zespół z wokalem, akustyczną perkusją, basem, gitarami, "przeszkadzajkami" itd. "Longlong" w warstwie muzycznej jest inny, oparty w głównej mierze na samplach z klasyka jazzowego "Blame It On My Youth". Dlatego uznaliśmy, że nie pasuje do tego mini albumu.

- A propos teledysków: macie na koncie trzy klipy do kompozycji „Exile”, Long Long” i „LCD”. Kto był pomysłodawcą tych świetnych filmów i kto wymyślił ich kształt? 

D: Klip do "Longlong" przygotował dla nas Szymon Głowacki, nasz dobry kolega, który na co dzień mieszka w Londynie. Mieliśmy w głowie tylko koncept, że fajnie by było jakby klip był pewnego rodzaju zabawą dźwięku z obrazem. Całą resztą zajął już się Szymon. "LCD" i "Exile" to już produkcje, które powstały z wykorzystaniem filmów dostępnych na Vimeo na licencji „creative commons”. Zainspirowała nas do tego ruchu Zamilska, która w podobny sposób wykonała klip do utworu "Quarrel". Kilka tygodni poszukiwań, odpowiednia obróbka i udało się uzyskać całkiem przyzwoity efekt końcowy.

- Oglądając wspomniane teledyski przypuszczam, że w waszej twórczości muzycznej równie ważna jest strona wizualna. Czy myśleliście może o zrealizowaniu filmu, w którym soundtrackiem byłaby muzyka LABAI? I jak sobie taką produkcję wyobrażasz?

D: Sfera wizualna faktycznie jest dla nas ważna. Co do filmu to nigdy o tym nie myśleliśmy, jednakże taka propozycja padła i aktualnie pracujemy nad ścieżką dźwiękową do jednego filmu. Będzie to kino offowe w angielskiej obsadzie w polskiej reżyserii. To wszystko co mogę w tej chwili zdradzić.

- Jaki jest podział ról w zespole LABAI przy tworzeniu nowych kompozycji?

D: Nie mamy jakiegoś konkretnego schematu działania i podziału ról. Dla nas liczy się efekt końcowy, a jaka jest do tego droga nie ma najmniejszego znaczenia. Czasami wychodzimy od melodii wokalu z propozycji od Magdy, innym razem Karol i ja tworzymy wstępny szkic piosenki a później go dopieszczamy. Zabawa z dźwiękami to dla nas duża frajda.

- Pochodzicie z Bydgoszczy reprezentantami jesteście chociażby Wy, Brda, Variete, 3moonboys czy George Dorn Screams. Twórczość tych zespołów ma wiele elementów wspólnych. Jak Ci się wydaje, czy możemy mówić o scenie bydgoskiej i czy Bydgoszcz jako miasto ma jakiś wpływ na muzykę LABAI?

D: Z muzykami z w/w zespołów dobrze się znamy, wspieramy się nawzajem i być może wzajemnie inspirujemy. Jednakże każdy zespół ma swój indywidualny styl i pomysł na siebie, swoją własną historię. Jeśli zatem uznamy, że bydgoska scena jest różnorodna, to możemy mówić że taka scena istnieje.

- Wasza muzyka idealnie pasuje do tworzenia remiksów. Jak się zapatrujecie na takie przeróbki i czy planujecie może wydać jakieś remiksy waszych utworów?

D: Absolutnie nie mamy nić przeciwko, wręcz namawiamy. Jeśli takie remiksy powstaną to z pewnością podzielimy się z nimi w Internecie.

- Gdybyś mógł umiejscowić grupę LABAI na polskiej scenie rockowej, to do jakiego rodzaju słuchaczy jest skierowana muzyka tego zespołu?

D: Nasza muzyka skierowana jest do słuchacza, któremu przede wszystkim wpadniemy w ucho. Nie zakładamy sobie wytycznych, ograniczeń. Nie zamykamy się w jakichkolwiek ramach. Tworzymy tak jak lubimy i czujemy.