Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyDimenison Of Silence
Dimenison Of Silence

Dimenison Of Silence

Wywiad21.12.2025Maciej MajewskiDimenison Of Silence
Dimenison Of Silence

Tomasz Pyz i Marcin Szlachta w projekcie Dimension Of Silence łączą głębię elektronicznych pejzaży dźwiękowych z dość energetycznymi i rozbudowanymi partiami, wywodzącymi się z rocka progresywnego. Zespół tworzy dwóch muzyków o zupełnie różnych charakterach, które wzajemnie się uzupełniają. Łącząc brzmienia cyfrowych oraz analogowych instrumentów, tworzą ciekawą opowieść wypełnioną kontrastami i emocjami. Na debiutanckiej, tytułowej płycie, zabierają w słuchacza w interesującą i abstrakcyjną podróż. O szczegółach działalności projektu, jak i o samej płycie opowiedział nam Marcin.

Dimension Of Silence

MM: Pamiętam Cię z Brain Connect. Natomiast Dimension Of Silence reprezentuje jeszcze inny poziom muzyczny. Rozumiem, że to Tomek zaprosił Cię do tego projektu?

MS: Tak naprawdę to po tym jak Brain Connect zakończył działalność, cały czas komponowałem muzykę. Czas mijał i pomysły się zbierały. Muszę się przyznać, że trochę przerażała mnie wizja odbudowy dobrze działającego mechanizmu muzycznego - cały czas z tym zwlekałem. Tomek zaproponował mi współpracę, a ja się zgodziłem. Myślę, że wiedział, że tego potrzebuję. Zaczęliśmy pierwsze próby i kiedy stwierdziliśmy, że fajnie się współpracuje, padła decyzja że działamy. Tak powstał ten projekt .

MM: Dimension Of Silence od początku zakładał tworzenie wyłącznie muzyki instrumentalnej?

MS: Na obecną chwilę, czyli pierwszy album - tak, aczkolwiek pracujemy nad drugim, gdzie będzie ‘przekaz tekstowy’. Jednak jak na razie nie mamy w planach wokalu.

MM: Mieszają się tu różne smaki i emocje. Obaj gracie zarówno na gitarach basowych, jak i na klawiszach. Jak podzieliliście się partiami?

MS: Tomek jest odpowiedzialny za programowanie sekwencera perkusyjnego, gitarę basową oraz efekty dźwiękowe. Ja natomiast za instrumenty klawiszowe oraz gitarę akustyczną i elektryczną.

MM: Słychać tu hołd dla tradycji - dla progresywnych klasyków pokroju Yes, jak i Jean-Michel Jarre'a, czy... Eltona Johna. Co było punktem wyjścia dla tych kompozycji?

MS: Punktem wyjścia było przekazanie emocji za pomocą muzyki, wytworzenie atmosfery, czasem napięcia lub odwrotnie. Jeśli pytasz o inspiracje, to zawsze doceniałem muzykę klasyczną, aczkolwiek uwielbiam ‘surrealistyczne’ podejście do muzyki. Zespołem, który najbardziej ukształtował moją wrażliwość muzyczną jest Tangerine Dream. Jest również potrzeba wyrażenia siebie poprzez muzykę.

MM: Czyli wychodziliście głównie od brzmień klawiszowych?

MS: Nie tylko. Instrumenty są środkiem wyrazu – to, czy będzie gitara akustyczna, syntezator, czy inny instrument, jest uzależnione od kompozycji. To ona jest decydującym czynnikiem, jeśli chodzi o instrumentarium. Oczywiście forma muzyczna jest równie ważna. Często coś powstaje w głowie. Gram to na przykład na gitarze, a po rozbudowaniu struktury utworu, wszystko ulega zmianie. To skomplikowany proces.

MM: A czy ta płyta stanowi jakiś koncept? Bo każdy z utworów na niej zawartych, zdaje się mieć dość zwartą narrację.

MS: Poniekąd tak. Album posiada swego rodzaju ramy. Porównałbym to do obrazu. Pierwszy utwór to wprowadzenie do muzycznej podróży, potem zaczyna się rysowanie pejzażu, który to przeradza się - w miarę upływu czasu - w abstrakcyjne barwy. Myślę, że jest to zobrazowanie naszego muzycznego poznania. Kompozycje tu zawarte powstawały w takiej kolejności, w jakiej są umieszczone na płycie. Każda z nich ma w sobie odmienne emocje oraz prowadzi nas w inne miejsce naszej wyobraźni. Staraliśmy się jednak utrzymać pewnego rodzaju spójność. Myślę że to się udało.

MM: Skąd zatem taki łagodny, niemalże w pełni akustyczny "The Prism Of Time" pod koniec?

MS: Jest to pewnego rodzaju przeciwwaga dla reszty płyty. Pomyślałem, że gitara akustyczna będzie idealnie się do tego celu nadawać. Dodaje ona ‘powietrza’ do całości kompozycji przed syntezatorowymi partiami. Jest dość silnym kontrastem po "Where have you been for so long".

MM: A z kolei zamykający "The Last Chapter" jest dość... figlarny.

MS: Tak (śmiech). To taki optymistyczny akcent na koniec. Ma w sobie pewien puls, który występuje przez cały czas trwania utworu. Jedynym przełamaniem jest solo gitary elektrycznej. Jest to dość prosta i wyrazista kompozycja .

MM: Mówisz, że szykujecie kolejną płytę. Kiedy zamierzacie ją wydać?

MS: Najprawdopodobniej pod koniec 2026 roku, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Z drugiej strony - nie chcemy pośpiechu. To nie jest dobra droga.

MM: Zamierzacie grać koncerty?

MS: Oczywiście. Taki jest plan na przyszły rok.