Dobrawa Czocher

WywiadGrzegorz SzklarekDobrawa Czocher
Dobrawa Czocher

Ceniona polska wiolonczelistka i kompozytorka Dobrawa Czocher ma na koncie nową ep-kę "Biodiversity" na której znalazła się muzyka stworzona do bardzo ciekawego projektu "botanicznego". O tym wydawnictwie artystka opowiedziała nam w wywiadzie.

GS: Twoje nowe wydawnictwo czyli ep-ka „Biodiversity” to zaledwie trzy kompozycje trwające 8 minut. Czemu opublikowałaś tak krótki materiał?

DC: Ponieważ jest to tak naprawdę jedna kompozycja pierwotnie stworzona na wystawę, która miała miejsce rok temu w warszawskim Zodiaku i była zatytułowana „Antropocen”. Jednym z elementów tej ekspozycji była bioróżnorodność. Kacper Jakubowski stworzył piękną instalację, w której zgromadził rośliny, które my uważamy za chwasty, a on zauważył w nich potencjał, aby ten ekosystem i bioróżnorodność żyły sobie w miastach. Ja miałam za zadanie skomponować muzykę do tego projektu. Więc dlatego pojawiły się te trzy części w ramach jednego utworu. Tak to sobie wymyśliłam. Ta ep-ka jest takim minimalnym przedłużeniem mojego ostatniego albumu „Dreamscapes” z tego roku. Tak zadecydowaliśmy z moją wytwórnią, że jakiś czas po wydaniu płyty ukaże się „Biodiversity”

GS: Czy tworzenie muzyki do tej instalacji, a co za tym idzie na potrzeby ep-ki, różniło się od tego, jak zazwyczaj to robisz?

DC: Tak. W tym przypadku miałam konkretny temat, który dla mnie jako muzyka był abstrakcyjny. Nie jestem biologiem, nie zajmuję się ekosystemem na co dzień, ale jestem jego częścią. Bez niego bym nie istniała. Więc jest to dla każdego człowieka na świecie bardzo istotny temat. Bez tej bioróżnorodności by nas tu nie było. Podchodząc do tego tematu chciałam sobie zadać pytanie: czy jest coś co łączy to, co ja robię na co dzień czyli tworzę muzykę z tą bioróżnorodnością. I znalazłam takie mianowniki. Otóż są to: wymiana, współzależność i harmonia. Bez tych trzech filarów nie są w stanie zaistnieć zarówno muzyka, jak i bioróżnorodność. I te właśnie aspekty chciałam zawrzeć w muzyce. Oczywiście zawsze zostawiam interpretację słuchaczom. Ja być może miałam jakiś pomysł na to, gdzie tę wymianę i współzależność w muzyce zaprezentować, ale zawsze się cieszę, gdy to słuchacze przychodzą do mnie i mówią mi, że odnajdują w mojej muzyce jeszcze coś innego. Więc operujemy tutaj w zakresie pojęć abstrakcyjnych, ale tak właśnie chciałam zobrazować tą bioróżnorodność, tak ją zrozumiałam. Widzę ją w pewnym cyklu, we współdziałaniu, w tym, że ta harmonia musi gdzieś zaistnieć. Jeśli nawet czasem jest dysharmonia, to musi w końcu dojść do tego rozprężenia i wtedy harmonia powstaje także w muzyce. W tej kompozycji jest również taki moment, w którym harmonie się ścierają i dochodzą w końcu do konsensusu.

GS: Te trzy części zatytułowałaś rytmami dnia: „Dawn”, „Daylight”, „At Night”. Czemu użyłaś takiego schematu?

DC: Czym jestem starsza i czym bardziej obserwuję otaczający mnie świat, zauważam, że pewna cykliczność jest również niezbędna do tego, by istniała harmonia. I najprostszym cyklem którym chciałam się posłużyć jest cykl dnia. Ale to nie sprowadza się tylko do tego. Bo nawet ja jako kobieta jestem cyklem i to też jest fascynujące, że we wszechświecie wszystko funkcjonuje w pewnej cykliczności.

GS: A propos cykliczności: pierwszą płytę wydałaś w 2015 roku wraz z Hanią Rani, a potem aż do 2021 roku, kiedy to opublikowałaś nagrany także z Rani krążek „Inner Symphonies”, nie wydałaś żadnego albumu. Skąd wzięła się tak długa przerwa w Twojej dyskografii?

DC: Do roku 2021 nie komponowałam muzyki. Byłam wykonawcą. Album „Biała Flaga” z 2015 roku rzeczywiście nagrałam z Hanią, ale byłyśmy interpretatorkami utworów z repertuaru Republiki. To Hania zajęła się aranżacjami tych kompozycji. Dopiero kiedy nastała pandemia i miałam trochę więcej czasu, zadałam sobie po raz pierwszy w życiu pytanie: czego chcę? (śmiech). I wtedy poczułam, że nie chcę ćwiczyć nutek, by były one doskonałe na przykład w „Sonacie” Beethovena, tylko chcę wyrazić muzyką coś osobistego i własnego. I chcę to przedstawić za pomocą mojego głównego narzędzia, którym jest wiolonczela. Jednak pragnęłam, by to było po prostu coś bardzo osobistego. Wzięłam instrument do ręki, zaczęłam poszukiwania i wtedy zaczęły powstawać moje pierwsze solowe kompozycje. Ale nie tylko, bo wtedy z Hanią postanowiłyśmy, że stworzymy drugi wspólny album i chciałyśmy, aby była to płyta nagrana przez dwie równorzędne kompozytorki. I tak też się stało. Wydałyśmy „Inner Symphonies”. No i wtedy tą płytą zainteresowała się słynna wytwórnia Deutsche Grammophon, co pozwoliło mi uwierzyć, że moje marzenie o komponowaniu może stać się rzeczywistością. Stąd też wzięła się moja fascynacja byciem twórcą, a nie tylko odtwórcą.

GS: Planujesz kontynuować tą swoją twórczą ścieżkę kariery muzycznej?

DC: Absolutnie tak. Coraz bardziej czuję się w niej sobą. Do któregoś momentu miałam takie myśli: co jeszcze mogę zrobić by te światy, w których jestem twórcą i odtwórcą połączyć. Gdy wydawałam „Inner Symphonies” te dwa światy się ze mną ścierały. Byłam wtedy częścią orkiestry symfonicznej. W pewnym momencie te moje twórcze projekty zaczęły tak ewoluować, że naturalnie zaczęły eliminować projekty klasyczne. Teraz jestem w takim miejscu mojej kariery, w którym czuję, że jestem sobą, że jestem na swoim miejscu. Jestem obecnie w trakcie zbierania pomysłów na mój drugi album solowy.

GS: Twoja muzyka ma filmowy klimat. Miałaś lub masz może propozycje stworzenia soundtracków?

DC: Miałam propozycje napisania muzyki dla teatrów. To było wspaniałe doświadczenie i od tego czasu teatr stał się bardzo ważny w moim życiu. A film? Jest to moje marzenie i niedługo będę miała możliwość zaprezentowania się na festiwalu filmowym w Berlinie i może dzięki temu otworzę drzwi dla projektów związanych z X Muzą.

GS: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały