Evergrey

WywiadMaciej MajewskiEvergrey
Evergrey

Szwedzka power metalowa grupa Evergrey istnieje od 1996 i ma na koncie czternaście płyt. Lada moment ukaże się najnowsza, zatytułowana „Theories Of Emptiness”, która nie zmienia wiele w stylu grupy, ale przynosi parę niespodzianek. O nich, jak i o tym, jak postrzegany jest zespół w oczach jego członków, jak i słuchaczy, opowiedział mi jego klawiszowiec, Rikard Zander

MM: Czy taki zespół jak Evergrey, będący aktywny od ponad 25 lat, ma jeszcze cokolwiek komukolwiek do udowodnienia?

RZ: Hmm… To rzeczywiście długi okres czasu. Przeszliśmy swoje wzloty i upadki, czego najlepszym dowodem była pięcioletnia przerwa w działalności zespołu. Myślę, że przede wszystkim dorośliśmy jako ludzie i zdaliśmy sobie sprawę, jak ważny jest Evergrey dla nas, a przede wszystkim dla naszych słuchaczy. Nadal możemy grać muzykę, którą kochamy, więc pod tym względem jesteśmy ogromnymi szczęściarzami. Teraz możemy jedynie grać ją najlepiej, jak potrafimy. Dlatego wciąż mamy ambicje, by nagrywać coraz lepsze płyty i stawać się przez to większym zespołem, niekoniecznie w kategoriach komercyjnych, ale przede wszystkim muzycznych. Mamy jednak świadomość, że nie jesteśmy coraz młodsi… Wciąż mamy jednak frajdą z tworzenia, nagrywania i grania muzyki na żywo. Dopóki więc my będziemy mieli z tego radość i znajdą się ludzie, którym nasza muzyka się będzie podobała, Evergrey będzie miał rację bytu.

MM: Mówisz o dość oczywistych kwestiach, jak ambicje w byciu lepszym muzykiem. A mnie język muzyczny, jakim się posługujecie wydaje się dość uniwersalny. Niezależnie od dekady, mogę puścić komuś waszą płytę i od razu będzie wiadomo, że to Evergrey. Mieliście jakieś konkretne cele w związku z „Theories Of Emptiness”?

RZ: Nie bardzo, szczerze mówiąc. Tę płytę zaczęliśmy tworzyć w taki sam sposób, jak wszystkie pozostałe. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy się wymieniać pomysłami i razem wybraliśmy te, nad którymi – naszym zdaniem - warto było popracować. Całość zajęła w sumie około roku razem z miksami. Jednym celem, jaki mieliśmy, to nagranie płyty, bowiem zobowiązuje nas kontrakt z wytwórnią (śmiech). Poza tym chcieliśmy stworzyć album, który nie tylko spodoba się naszym słuchaczom, lecz przede wszystkim nam samym. Ale zgadzam się z Tobą – myślę, że każda nasza płyta ma jakiś unikalny sznyt Evergrey, dzięki czemu łatwo go zidentyfikować.

MM: Za tytułem płyty „Theories Of Emptiness” stoi jakaś myśl?

RZ: Tytuł oczywiście wymyślił Tom (Englund, wokalista i gitarzysta Evergrey – przyp. MM). Jest także autorem tekstów, więc to część jego świata. Uwielbiam je, bo podoba mi się sposób, w jaki operuje słowem. Jestem natomiast mało kompetentny w ich interpretacji (śmiech). O teksty i ich znaczenie musiałbyś zapytać Toma.

MM: Pytam o to również dlatego, że utwór tytułowy stanowi outro tego albumu, na które składają się głównie brzmienia klawiszowe. Czy to Ty jesteś autorem tego kawałka?

RZ: Wszyscy w zespole dość mimowolnie tworzymy muzykę, więc nie ma presji z zewnątrz. Natomiast w przypadku samego utworu „A Theory Of Emptiness” pewnie cię zaskoczę, ale jego autorem jest Johan (Niemann, basista Evergrey – przyp. MM). Ja zagrałem to, co przygotował w MIDI. On nie umiał zagrać tego (śmiech). W ogóle Johan bardzo nas zaskoczył, bo tym razem większość kompozycji na płytę wyszła spod jego ręki.

MM: W tym utworze słychać także głos przypominający dziewczynę. Do kogo należy?

RZ: To nie głos dziewczyny, tylko mantra religijna, wypowiadana przez modlącego się mężczyznę. Masz wrażenie, że jest to kobiecy głos, a on jest jedynie trochę zmodyfikowany, przez co tak brzmi. Nie jestem jednak pewien, skąd się wziął.

MM: Skoro Johan napisał większość muzyki, to czy na „Theories Of Emptiness” znajduje się jakaś kompozycja Twojego autorstwa?

RZ: Tak, napisałem „Our Way Through Silence”, czyli utwór poprzedzający „A Theory Of Emptiness”.

MM: To dość klasyczna kompozycja Evergrey.

RZ: I oto chodziło. Gram już w tym zespole jakiś czas (ponad 22 lata – przyp.MM), więc wiem, o czym mówisz (śmiech).

MM: Z kolei „Ghost Of My Hero” przypomina balladę z filmu.

RZ: To też utwór autorstwa Johana. Pobawił się trochę brzmieniami i wyszła z tego taka nieco epicka kompozycja.

MM: „We Are the North” brzmi za to dość djentowo.

RZ: Tak, tu Johan przyniósł ten ciężki gitarowy riff. Nie wiem, jak go wymyślił – w końcu jest basistą (śmiech). Podjaraliśmy się nim jednak tym riffem i postanowiliśmy się z nim zmierzyć.

MM: Wspomniałeś o tym, jak ważne jest Evergrey dla was jako członków zespołu. Jak dziś postrzegasz jego miejsce na scenie metalowej?

RZ: Na pewno nie jesteśmy wielkim zespołem i nigdy tak naprawdę nie byliśmy. Nie żyjemy też przeszłością. Cały czas nagrywamy kolejne płyty, więc nie musimy odcinać kuponów od naszych wcześniejszych dokonań, jak te naprawdę wielkie zespoły. Myślę, że to swego rodzaju ulga, bo ludzie, którzy przychodzą na nasze koncerty, nie wykrzykują tytułów starych utworów, domagając się ich. Raczej słuchają tego, co mamy im do zaproponowania w tym danym momencie. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie gramy starszych utworów, bo tak nie jest, ale to nie one są esencją Evergrey.

MM: Prawie 10 lat temu, gdy rozmawiałem z Henrikiem Danhagem, wymienialiśmy opinię na temat ówczesnych sposobów na dystrybucję muzyki. Wtedy serwisy streamingowe dopiero się rozkręcały. Obecnie stanowią główne źródło słuchania muzyki przez wielu odbiorców. Ciekaw jestem, czy słuchasz jeszcze muzyki z tradycyjnych nośników?

RZ: Tak, staram się kupować przede wszystkim winyle i to nie te najnowsze, ale pierwsze tłoczenia sprzed lat. W nich jest prawda o całym tym analogowym brzmieniu. Inna sprawa, że są to pięknie wydane artefakty z dużymi okładkami itd. Przypominają pod tym względem pamiątki z danych czasów. Uwielbiam słuchać muzyki z winyli.

MM: Dziękuję za rozmowę.

FOTO: Patric Ullaeus

EVERGREY w Polsce:

25.11. Poznań, 2Progi

26.11. Kraków, Kwadrat

Bilety: www.winiarybookings.pl

Powiązane materiały