Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyFranz Ferdinand
Franz Ferdinand

Franz Ferdinand

Wywiad01.01.2025Maciej MajewskiFranz Ferdinand
Franz Ferdinand

Po 7 latach przerwy wydawniczej grupa Franz Ferdinand wypuszcza nowy, szósty album w swoim dorobku, zatytułowany „The Human Fear”. Płyta traktująca nawiązująca do głęboko zakorzenionych ludzkich lęków oraz tego, jak przezwyciężanie i akceptowanie tych lęków napędza i definiuje nasze życie, jest w gruncie rzeczy bardzo afirmacyjnym dziełem, choć niepozbawionym kontrastów. O jej często zaskakujących niunsach i inspiracjach opowiedział mi frontman grupy - jej wokalista oraz gitarzysta, Alex Kapranos.

MM: Mówisz, że strach jest dowodem na to, że żyjemy. A czy masz takie strachy, które Cię obezwładniają, z którymi nic nie możesz zrobić?

AK: Tak, jedna z piosenek na płycie jest o tym. Chodzi o „Hooked”, która nazywa te strachy. Gdy mówię o strachach ludzkich, to są właśnie te strachy, wymienione w tym utworze. W „Audacious” też mówię o nich mówię. Wielkie strachy, które w momentach introspekcji mogą cię zaskoczyć. Strach nieistnienia, strach bezbronności. Wszyscy to mamy czasem. W refrenie mówiłem o narodzinach mojego syna i o tym, że zanim się urodził, każdy mi mówił, że tak bardzo go pokocham, ale nie byłem gotowy na to, jak przerażającym i niezwykłym był ten sens kochania. Zrozumiałem to i zdałem sobie sprawę, że te strachy, które zawsze miałem, były wciąż w mojej głowie, ale czuły się mniej znaczące. Często strachy, które mogą paraliżować Ciebie, nie znikną, ale nauczysz się je rozumieć, nawigować je, odpowiadać na nie w inny sposób. Wiem, że tak jest z innymi strachami w moim życiu, jak na przykład ze strachem wyrażania się. Byłem przerażony faktem, że muszę wyjść na scenę i wreszcie osiągnąłem punkt, w którym nauczyłem się przyjmować ten strach. Z jednej strony sprawia, że czuję się żywy, a z drugiej mnie rozczarowuje i przeraża. Sprawiłem więc, że stał się przyjemnością, niż czymś, co mnie obezwładnia. Kiedyś pijałem dużo whisky, żeby spróbować zabić ten strach przed wejściem na scenę.

MM: Zaskoczyłeś mnie, ponieważ kiedy rozmawialiśmy dwa lata temu, mówiłeś mi, że nie nagrywacie płyt zbyt często, ponieważ prawie cały czas gracie, jeżdżąc po świecie w ramach promocji danego albumu. Teraz mówisz mi, że miałeś strach przed wejściem na scenę.

AK: O tak, zawsze miałem, ale teraz patrzę na ten strach z zaskoczeniem. Kiedy w młodości wychodziłem na scenę, jeszcze nawet w czasach przed Franz Ferdinandem, bywałem tak straszny, jakbym był zły. Nauczyłem się, że te nerwy, czy ten strach były dobrą energią. Mógłbym to zauważyć w inny sposób, zrozumieć inaczej, a to było czymś, czego się nie spodziewałem. To było pochłaniające w taki sam sposób, w jaki ludzie zostają pochłonięci skydivingem lub ekstremalnym sportem. Wiesz, że to jest niebezpieczne i wypełnia cię strachem, ale mój Boże - naprawdę patrzysz na to i bierzesz w tym udział!

MM: No właśnie – kiedy widziałem Franz Ferdinand ostatnim razem na żywo, miałeś na sobie błyszczącą koszulkę i pomyślałem sobie: ten facet wie, jak się bawić na scenie.

AK: Zdecydowanie! Cieszę się, że to mówisz, bo kocham być na scenie. To jest moja ulubiona rzecz na świecie. A kiedy publiczność jest dobra i daje mi dobrą energię… Za każdym razem, gdy graliśmy w Warszawie, czułem taką energię. Nie wiem, od czego to zależy. Zawsze polska publiczność jest dla nas wyjątkowa.

MM: To wzięło się stąd, że new rock revolution miało w Polsce dobrą prasę od mniej więcej 2003-2004 roku. I przez lata polska publiczność była spragniona waszych koncertów. Nie bez powodu ostatnie koncerty zagraliście u nas wyprzedane.

AK: To dla mnie coś niesamowitego. Lubię przyjeżdżać do Polski. Ostatnio graliśmy w Łodzi i zakochaliśmy w tym mieście. Okazało się naprawdę fajne i koncert też był niesamowity (zespół zagrał w ubiegłym roku w ramach Łódź Summer Festival – przyp. MM). Pamiętam też, że graliśmy dawno temu na takim wielkim festiwalu…

MM: Opener. Graliście tam w 2012 roku

AK: Bardzo fajnie się tam grało.

MM: Wracając do „The Human Fear” - kiedy słuchałem tego albumu, zdałem sobie sprawę, że to dobry zestaw na imprezę na koniec świata. Z drugiej strony – to płyta właściwe na każdy dzień. Nadal jesteś codziennym marzycielem?

AK: Tak, jestem. Codziennie marzę i codziennie śpiewam. Jestem ‘codziennikiem’, który lubi śpiewać. Kiedy byłem w szkole, wszystkie opinie na mój temat brzmiały: Alex ma potencjał. Mógłby mieć karierę naukową, ale spędza cały czas, marząc (śmiech). Myślę, że marzenie jest bardzo wartościowe. Gdy marzysz, to dobre myśli, pomysły przychodzą do ciebie i są najbardziej wolne. To ma jeszcze głębsze znaczenie, kiedy zrozumiesz siłę podświadomości, a w dalszej kolejności - kierunek, w którym chcesz podążyć. Myślę, że jednym z wielu negatywnych efektów marzenia w czasach, w których żyjemy, jest to, że nie mamy poczucia znużenia w życiu tak bardzo, jak wtedy gdy byliśmy młodsi. A znużenie jest bardzo stymulujące, ponieważ sprawia, że marzysz, uruchamiasz wyobraźnię.

MM: To, co mówisz, kojarzy mi się z Johnem Lennonem, który też był marzycielem, a jednocześnie – bardzo analogowym człowiekiem. W studiu zawsze musiał mieć co najmniej inżyniera dźwięku, który wiedział, jak uruchomić wszystkie urządzenia od strony technicznej.

AK: To był bardzo interesujący facet i naprawdę empatyzuję z jego postawą. On uwielbiał technologię. Jeśli kiedykolwiek czytałeś o tym, jak The Beatles nagrywali, to John zawsze chciał używać najnowszej technologii i robić rzeczy, dźwięki, których ludzie wcześniej nie słyszeli. I myślę, że gdyby nagrywał teraz, byłby poszukiwaczem kolejnych technologii i zastanawiałby się, co można zrobić dzięki pluginom lub wszelkim systemom cyfrowym. I zachowałby swój brak technicznych umiejętności, więc nadal miałby kogoś innego do pomocy, kto by robił to za niego. Rozumiem to, bo kiedyś chciałem być inżynierem, ale nim nie jestem i nie jestem tym bardzo zainteresowany. Z pewnością, gdy nagrywam, nie chcę być odpowiedzialny za włączenie kabli (śmiech). Chcę po prostu to grać i śpiewać. Natomiast jestem zainteresowany tym, kiedy nie nagrywam (śmiech). Podczas pierwszego lockdownu, zbudowałem moje studio w Szkocji, gdzie nagrywałem album i zbudowałem w nim pokój dźwiękowy. To był pierwszy raz od czasu szkoły, kiedy musiałem używać fizyki, żeby coś zrobić i wówczas stało się przydatne (śmiech). To było naprawdę fajne. Czułem, że to trochę jak uczenie się gry na instrumencie, ponieważ jest dużo technicznych teorii, w które można bardzo głęboko się zagłębić, albo jedynie zrozumieć, co chcesz zrobić, a potem po prostu to zrobić. Dużo z tego było wypracowaniem pewnych rzeczy, by sprawić, aby wszystko brzmiało dobrze. Robisz coś w pokoju, chcesz zobaczysz, jak to brzmi: czy tak, jak chcesz, albo nie… To trochę tak, jak każdy instrument ma swój ton, tak każdy pokój ma swój dźwięk. Zauważyłem, że to fascynujące – nadawanie pokojowi dźwięku.

MM: Na płycie jest trochę elementów elektronicznych, co nie jest niczym nowym w waszej twórczości. Mam na myśli przede wszystkim utwór „Hooked”. To prawie kawałek disco. Ale chciałbym Cię też zapytać o piosenkę, która jest prawdopodobnie najbardziej złożona na tym albumie - „Tell Me I Should Stay”. Skąd to fortepianowe intro na początku?

AK: Próbowałem napisać coś... Słuchałem dużo muzyki klasycznej w tamtym momencie – Mendelssohna i jego „Groty Fingala”. Chciałem napisać coś takiego, co ma taką mocną melodię. Ale słuchałem też dużo Mahlera i naprawdę podoba mi się sposób, w jaki jego twórczość się rozwijała. Był niesamowity w tworzeniu bardzo mocnego nastroju, a następnie zmieniał go w miarę rozwoju partii symfonicznych. Chciałem stworzyć specjalny nastrój na początku „Tell Me I Should Stay” - tylko muzycznie, bez tekstu. A potem dopiero w miarę rozwoju piosenki, każda jej część prowadzi w różne nastroje. Możesz coś podobnego zrobić, jeśli tworzysz film przy pomocy światła albo kostiumu lub mimiką aktorów – tak, żeby stworzyć nastrój z samych słów, ponieważ zazwyczaj z piosenką możesz stworzyć jeden albo dwa nastroje. W tej piosence chciałem stworzyć wiele różnych nastrojów, tak by mogły one przechodzić między sobą: w niektórych padają pytania o sytuację, a z kolei w innych pojawia się odpowiedź na te pytania.

MM: To Ty grasz to intro, czy Julian?

AK: To, co słyszysz, to ja. To było zagrane podczas drugiego lockdownu. Zagrałem to w mieszkaniu mojej ówczesnej dziewczyny, a teraz już żony w Paryżu. To nie jest żaden wymyślny fortepian - po prostu zwykłe pianino z mikrofonem na górze. Początkowo miało to być demo, ale czasami, kiedy nagrywam, pojawia się moment, taka ekspresywność, która jest bardzo trudna do powtórzenia. Mimo kilku błędów, spodobał mi się nastrój tej partii. Oczywiście Julian (Corrie, klawiszowiec Franz Ferdinand – przyp. MM) gra to o wiele lepiej niż ja, ale było coś w tej mojej oryginalnej wersji, co miało w sobie coś wrażliwego, więc obaj zdecydowaliśmy, że będziemy użyjemy mojej partii. By zachować jej kruchość, która – tak uważam - działa bardzo dobrze. To także pierwszy raz, kiedy naprawdę eksperymentowałem na płycie Franz Ferdinand z aranżowaniem orkiestrowym. I bardzo mi się to podobało. To jest naprawdę fajne, jest tak wiele tekstur... Zawsze trochę się tego obawiałem, ponieważ tak często słyszę, kiedy zespoły dorzucają orkiestracje w piosenki i okazuje się to bardzo przewidywalne i nudne – smyczki, które podążają za piosenką, czy coś takiego. A ja chciałbym trochę bardziej poeksperymentować. Chciałbym zrobić wszystkie rzeczy, które słyszę u moich ulubionych klasycznych kompozytorów, których nie słyszę tak dużo w popie. Inna osobą, która była dla mnie inspirująca tak samo jak oni, był Brian Wilson i płyta „Smile” (album nagrany z The Beach Boys na przełomie lat 60. i 70. – przyp.MM). Miałem wszystkie demówki tej płyty w latach 90., kiedy byłem zainteresowany tym, bo było to tak fajne, tak przyjemne i tak niekonwencjonalne, że mi się podobało. Nie chciałem tak brzmieć, ale podobał mi się pomysł, że można używać elementów orkiestrowych w oryginalny sposób. Być może zrobię więcej tego typu rzeczy w przyszłości. Jest jeszcze utwór „Black Eyelashes”, gdzie są elementy greckie. Używam w nim też buzuki.

MM: A wspomniany „Hooked”?

AK: W „Hooked” ten syntetyzator na początku został faktycznie zagrany na gitarze. To jest gitara, która wchodzi w starego Korga 911 (syntezator gitarowy – przyp. MM), który jest jak małe pudełko w niewielkim rozmiarze. Przypomina Korga MS-20 kog (syntezator monofonczny – przyp. MM), ale zbudowany jest tak, żeby jego dźwięk nie szedł z klawisza, ale z sygnału gitarowego. To daje ten dziwny efekt klawiszowy, który mi się spodobał, więc próbowałem grać za jego pomocą riff niemalże heavymetalowy… Kiedy próbujesz zrobić coś źle, to uzyskujesz dobre rezultaty (śmiech).

MM: Chciałem Cię jeszcze zapytać o piosenkę „The Birds”, która wydaje mi się typową piosenką pubową. Idziesz do pubu w Wielkiej Brytanii, Szkocji, Irlandii, spotykasz się z ludźmi, macie piwo lub whisky, gracie i śpiewacie piosenki folkowe.

AK: Bardzo fajne skojarzenie. Dla mnie pub jest bardzo społecznym miejscem. W dobrym pubie czujesz się zaakceptowany. Czujesz się dobrze z ludźmi, którzy akceptują cię za to, kim jesteś i myślę że o tym jest ta piosenka. Chodzi o przetrwanie ekskluzji społecznej albo strach ekskluzji społecznej. To moja ulubiona piosenka w całym procesie nagrywania „The Human Fear”. Większość piosenek nagrywaliśmy prawie na żywo w tym samym pomieszczeniu. Kiedy nasza piątka grała razem, po prostu czułem się naprawdę dobrze. W „The Birds” są też trzy gitary idące razem i to jest świetne. Zabawne, ale w przypadku tej piosenki, myślałem o wczesnych bebopowych nagraniach Charliego Parkera, gdzie masz bardzo szybki riff górujący nad całością kompozycji oraz coś, co jest mniej melodyczne niżej i trochę wolniejsze. Potem to znów wraca do głównego tematu, a następnie ponownie do środka i na koniec. Dizzy Gillespie też tak robił. Kiedy byłem dzieciakiem, miałem obsesję na punkcie takich rzeczy. Byłem zakochany bebopie i bardzo podobała mi się taka formuła grania piosenek, która jest bardzo inna od struktury typu: intro, zwrotka, refren zwrotka, refren, środkowa zwrotka, refren, refren itd. Uwielbiam grać „The Birds” na żywo.

MM: Gracie to akustycznie?

AK: Gramy to wszystko w pełni elektryczne. Zresztą nie ma dużo akustyki na „The Human Fear”. Wspomniane już „Black Eyelashes” jest trochę akustyczne oraz „Cats”.

MM: Na koniec chciałem Cię zapytać o okładkę płyty. Wiem, że zainspirowana została przez węgierską artystkę wizualną Dórę Maurer i jej prace geometryczne. Czy ta konfiguracja waszych twarzy, która pojawiła się na froncie, stanowi pierwotne ułożenie, czy były też inne wersje?

AK: Jest kilka różnych wersji tej okładki. Wersja winylowa jest inna od kompaktowej. Lubię tę główną wersję. Podoba mi się także idea odwrócenia porządku na tylnej okładce, bo tam jest inna kolejność.

MM: Tegoroczną trasę zaczniecie w Walentynki w Lizbonie, a 25 lutego zagracie ponownie w Warszawie – tym razem w klubie Progresja. Będziecie też grać na festiwalach?

AK: Tak, będzie kilka festiwali. Wiem, że nasz agent pracuje nad tym. Wiem też, że lecimy ponownie do Stanów Zjednoczonych. Ale festiwale będą. Nie miałbym także nic przeciwko temu, by ponownie zagrać na festiwalu w Polsce (śmiech).

Foto: Fiona Torre

FRANZ FERDINAND, Warszawa, Progresja, 25.02.2025, bilety wyprzedane

ZAMÓW album "Human Fear": https://franzferdinand.ffm.to/thehumanfear

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Johnny Marr gościem Franz Ferdinand
News25.06.2025

Johnny Marr gościem Franz Ferdinand

Tuż przed swoim występem na festiwalu Glastonbury, zespół Franz Ferdinand zaprezentował nowy singiel z alternatywnymi wersjami dwóch utworów z tegorocznego, wysoko ocenianego albumu "The Human Fear", wydanego w styczniu przez Domino.

Franz Ferdinand / Warszawa, Progresja / 25.02.2025
Galeria25.02.2025

Franz Ferdinand / Warszawa, Progresja / 25.02.2025

Szkocka grupa Franz Ferdinand wróciła po kilkuletniej przerwie do Warszawy i zagrała znakomity koncert w wypełnionej po brzegi warszawskiej Progresji. Był to występ w ramach europejskiej trasy promującej ostatni album FF zatytułowany "The Human Fear".

Franz Ferdinand ponownie zagra w Warszawie
News22.08.2023

Franz Ferdinand ponownie zagra w Warszawie

Szkoci z Franz Ferdinand przyjadą 25 lutego 2025 do warszawskiej Progresji na koncert promujący ich nową płytę "The Human Fear".

Franz Ferdinand
Wywiad25.04.2022

Franz Ferdinand

Po ponad dwóch dekadach grania grupa Franz Ferdinand postanowiła podsumować dotychczasowy dorobek albumem kompilacyjnym „Hits To The Head”, zawierającym największe przeboje, a także dwie premierowe kompozycje. O niuansach tego wydawnictwa, zmianach w składzie, bieżących sposobach dystrybucji muzyki i współczesnych fascynacjach muzycznych opowiedzieli mi wokalista i gitarzysta Alex Kapranos oraz Bob Hardy, pozostający dziś jedynymi muzykami z oryginalnego składu grupy.