Gåte

Fuzja folku i metalu nie jest niczym nowym. Norweskie Gåte na pograniczu tych dwóch gatunków działa już od niemalże ćwierćwiecza, a w ostatnim roku zespół reprezentował swój kraj na festiwalu Eurowizji. Niebawem zaś dwukrotnie wystąpi w Polsce. Wokalistka Gunnhild Sundli i perkusista Jon Even Schärer opowiedzieli mi, jak wyglądała ich dotychczasowa droga artystyczna i jak jej kolejne etapy.
MM: Gdy patrzy się na gatunki, które przewijają się w waszej muzyce, pojawia się norweski folk, metal i brzmienia elektroniczne. Co było punktem wyjścia dla stworzenia Gåte?
GH: Zespół powstał właściwie przez przypadek. Mam dwóch braci i starszy z nich, Sveinung zainteresował mnie tradycyjną muzyką norweską. Kiedy miałam 14 lat, zostałam poproszona o zaśpiewanie jako support grupy Garmarna – szwedzkiego zespołu folk-rockowego. Wówczas Sveinung mi towarzyszył. Wykonaliśmy mieszankę muzyki folkowej i rockowej, a także użyliśmy syntezatorów. Z kolei mój młodszy brat jest wkręcony głównie muzykę pop, elektroniczną i programowanie instrumentów. To buntownik w naszej rodzienie – nie chce mieć nic wspólnego z brzmieniami folkowymi (śmiech). Ale to on namówił mnie i Sveinunga do wspólnego grania. Spodobaliśmy się publiczności na tamtym koncercie. Był na nim także nasz przyszły menedżer, który załatwił nam możliwość nagrania demo. Sveinung zebrał muzyków i zaczęliśmy działać. Taki właściwie był początek Gåte.
JES: Wydaje mi się, że zawsze istniał jakiś klucz między tradycyjną muzyką nowerską, a brzmieniami popowymi, czy rockowymi. Zestawienie ich ze sobą nie jest specjalnie trudne, a dzięki temu powstaje nowa jakość. Poza tym taka kombinacja daje to dużo możliwości, jeśli chodzi o eksperymenty. Możemy z jednej strony eksplorować część folkową, a z drugiej – nagrać utwór, który nadaje się na Eurowizję (śmiech).
MM: W działalności Gåte było kilka przerw, w tym jedna trwająca wydawniczo 12 lat. Z czego to wynikało?
GH: Jak wspomniałam – zaczęłam śpiewać w zespole, gdy miałam 14 lat i przez pierwszy okres działaliśmy dość intensywnie. Dla mnie był to bardzo długi czas, bo byłam jeszcze dzieckiem, więc inaczej odbierałam wszystko to, co się wokół mnie działo. Po 6 latach wspólnego grania oraz koncertowania byłam wykończona i tak naprawdę nie wiedziałam, co chcę robić w życiu. Potrzebowałam przerwy. Poza tym nie ma co ukrywać – praca z własnym bratem nie zawsze należała do najłatwiejszych. Było sporo nieporozumień i dram między nami, więc zdecydowaliśmy się zawiesić działalność Gåte. Dopiero w 2017 roku mój brat przekonał mnie do powrotu. Okazał się on cudowny. Wrócić jako dorosła, świadoma osoba do tego zespołu, było i nadal jest czymś wspaniałym.
MM: Nagrywałaś solowe rzeczy?
GH: Tak, i powiem Ci, że nie jestem dziś do końca pewna, czy są dobre. W tamtym czasie wydawało mi się, że ludzie oczekują ode mnie nowych, własnych rzeczy. Starałam się, by odbiegały one od tego, co robiłam wcześniej z Gåte, ale chyba nie do końca mi się to udało. Oprócz tego sporą część czasu poświęciłam na aktorstwo teatralne, co okazało się bardzo ekscytującym doświadczeniem. Zostałam też mamą i poszłam na studia. To był piękny czas w moim życiu, ale okazało się, że Gåte jest jego z najbardziej istotnych części.
MM: Jon, czyim pomysłem był udział w Eurowizji?
JES: Propozycję otrzymaliśmy od naszej krajowej telewizji. Nie był to pierwszy raz, bo już wcześniej padały takie propozycje, ale wówczas odmawialiśmy. Czuliśmy, że konkurs Eurowizji nie jest wystarczająco przyjazny takim brzmieniom, jakie prezentujemy. Szlak przetarli co prawda 20 lat temu Lordi, ale my nie jesteśmy tak widowiskowi jak oni (śmiech). Minęło jednak kilka lat i tym razem uznaliśmy, że właściwie dlaczego nie?
MM: Śpiewasz po norwesku. Nie myśleliście o tym, by uczynić wasz przekaz bardziej międzynarodowy?
GH: Masz na myśli śpiewanie po angielsku? Nie mam takiej potrzeby. Wydaje mi się, że dzięki temu, że ludzie nie rozumieją o czym śpiewam, najpierw odbierają naszą muzykę sercem, a dopiero potem głową. To wyzwala uruchomienie wyobraźni. A muzyka przemawia sama za siebie.
MM: Wasza ostatnia płyta „Ulveham” nie jest typowym wydawnictwem Gåte?
JES: To prawda. To album kompilacyjny. W ubiegłym roku wypuściliśmy ep-kę pod tym samym tytułem. Dodaliśmy też nagrania z ep-ki „Vandrar”, która wcześniej ukazała się jedynie cyfrowo oraz dwa utwory z naszej akustycznej płyty „Nord”.
MM: Myślicie już o płycie z premierowym materiałem?
JES: Tak, właśnie wypuszczamy pierwszy utwór „På Veg”, który się na niej znajdzie. Część utworów mamy już gotową i musimy wejść do studia by je nagrać. Reszta dopiero po trasie.
MM: Niebawem zagracie w Polsce. Rozumiem, że będą to koncerty w stylu ‘greatest hits’?
JES: Dokładnie. Chcemy zaprezentować esencję Gåte, ale nie zabraknie też czegoś nowego.
Gåte
19.12.2024
Kraków, Kwadrat
20.12.2024
Warszawa, Proxima
drzwi 19:30, start 20:30
Bilety:
