Gizmo Varillas

Hiszpańsko-brytyjski autor tekstów i producent Gizmo Varillas wróci do Polski na swój pierwszy headlinerski koncert, który odbędzie się 22 października w warszawskiej Hydrozagadce. Mieliśmy przyjemność porozmawiać z Artystą między innymi na temat jego nowej płyty "The World In Colours" oraz współpracy z Yoko Ono i Tonym Allenem.
GS: Kiedy słucham tego nowego albumu i twoich poprzednich albumów, jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką łączysz różne style muzyczne. Gdzie zdobyłeś te umiejętności?
GV: Myślę, że dzięki temu, iż jako dziecko dużo podróżowałem i przeprowadzałem się między Hiszpanią a Wielką Brytanią. Zawsze byłem w ruchu. Zawsze musiałem się dostosowywać i przyswajać różne kultury, ponieważ nigdy nie zapuściłem korzeni w jednym miejscu. To samo zaczęło się dziać z muzyką, gdy zawsze szukałem moich własnych inspiracji i tego, co łączy mnie z danym rodzajem muzyki, który naprawdę rezonuje we mnie. Zawsze tak tworzyłem piosenki i zawsze słuchałem różnych gatunków. Ale zazwyczaj było to coś w stylu funky, groovy, muzyka roots powiązana z folkiem. Muzyka z całego świata, różne rodzaje kultur. Ale zazwyczaj lubię muzykę o bardzo organicznym i ciepłym brzmieniu. Czuję, że po prostu chłonę te różne wpływy i tworzę na swój własny sposób. Ale ja po prostu słucham dużo dźwięków z Ameryki Łacińskiej, Afryki, muzyki, która jest bardzo mało znana, której być może nie słychać tego tak często w radiu, ale naprawdę mi to odpowiada. Wtedy po prostu dostosowuję do siebie te dźwięki i tworzę tę mieszankę brzmień, którą słyszysz w moich nagraniach.
GS: Nadal pracujesz nad muzyką samodzielnie, czy też współpracujesz z innymi muzykami?
GV: W tej chwili jestem w ciekawym etapie kariery, bo gram dużo koncertów i mam ze sobą na scenie muzyków. Najważniejsza jest interakcja z nimi i energia, którą mamy występują przed publicznością. Mój sposób myślenia o muzyce i forma występów na żywo są obecnie bardzo ściśle związane z muzykami grającymi na żywo. To zupełnie przeciwieństwo czasów, gdy zaczynałem. Wtedy siedziałem sam w swojej sypialni, samodzielne nagrywałem kompozycje. Nadal lubię tworzyć w samotności, ale moja mentalność się zmieniła. W przypadku następnego albumu chciałbym nieco zmienić swoje podejście i odtworzyć energię, którą tworzymy podczas naszych koncertów. Uważam, że ponownie powracamy do bardziej naturalnego sposobu tworzenia muzyki. Czuję, że w dzisiejszym świecie, w którym istnieje wiele technologicznych sposobów samodzielnego tworzenia piosenek, chcę pójść w drugą stronę.
GS: Podkreślasz rolę towarzyszącego Ci zespołu. Czy uważasz, że Gizmo Varillas to nadal Twój solowy projekt?
GV: Myślę, że nadal jest to mój własny projekt w tym sensie, że nadal gram to samo czyli piosenki, które napisałem w ciągu mojej 10-letniej kariery. Ale mam wrażenie, że stworzyliśmy zespół, który mnie wspiera i pomaga mi nadając temu projektowi nowe życie i własną tożsamość. Lubię też, gdy muzycy mają własne zdanie oraz własny cel w muzyce. Lubię, kiedy wyrażają siebie i potrafią odgrywać swoje role wykorzystując moje utwory i produkcje, ale nadając im własny charakter oraz czyniąc je na swój sposób własnym. Chcę, żeby w muzyce też było trochę osobowości. Daję im więc trochę swobody, aby mogli wyrażać siebie i oferuję im poczucie odpowiedzialności za to, co robią. Nie jestem typem osoby, która mówi: „Och, musisz grać w każdą nutę tak, jak ją wykonuję. W przeciwnym razie nie będziesz ze mną współpracować”. Takie podejście odbiera radość z tworzenia muzyki. W końcu chciałbym, żeby pokazali, kim naprawdę są, gdyż myślę, że granie powinno sprawiać radość.
GS: Musieliśmy czekać aż pięć lat na Twój nowy album „The World in Colour”. Co się u Ciebie działo poza pandemią?
GV: Oczywiście COVID miał w tym duży udział, ponieważ właśnie wtedy tworzyłem piosenki na ten album. To właśnie z powodu pandemii zdecydowałem się wyprowadzić z Londynu, w którym mieszkałem 10 lat. COVID odebrał mi romantyczne wyobrażenia o tym mieście. Życie tam mnie zmęczyło i zapragnąłem być blisko natury. Chciałem ponownie połączyć się z morzem, ponieważ urodziłem się w hiszpańskim Santander. To było ważną częścią mojego dzieciństwa i naprawdę tęsknię za morzem. Ale nie chciałem też opuszczać Wielkiej Brytanii. Wraz z moją żoną, która jest Polką, pojechaliśmy do Brighton na południowym wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Mieszkamy tam od pięciu lat. Podczas tworzenia „The World In Colour” wiele się wydarzyło. Mój tata zmarł w połowie pracy nad albumem. W tamtym momencie nie byłem pewien, o czym będzie ta płyta. Ale kiedy on odszedł, wszystko zaczęło się kręcić wokół jego odejścia i chciałem pisać piosenki, aby wyrazić swój smutek oraz żałobę, którą przeżywałem. Był to dla mnie sposób, aby ponownie wyrazić swoje uczucia poprzez muzykę i śpiew. Nagranie tego albumu, który jest jemu dedykowany, było dla mnie bardzo uzdrawiającym procesem. Myślę, że po prostu potrzebowałem czasu i przestrzeni, aby rozwinąć się jako osoba, rozwijać się i pogodzić się ze śmiercią mojego ojca, a także po prostu, aby mieć coś ważnego do przekazania. Zauważyłem, że wielu artystów często odczuwa presję, aby po prostu wypuścić muzykę tylko dla samej muzyki. Myślę, że to może być fajne, ale jednocześnie czasem warto poświęcić trochę czasu dla siebie, aby stworzyć coś, dzięki czemu można powiedzieć światu coś istotnego oraz pozostawić jakiś ślad. Cieszę się, że znalazłem czas, aby dojrzeć, ponieważ czuję, że istnieje dość wyraźna różnica pomiędzy moim trzecim albumem a nową płytą „The World in Colour”. Od brzmienia mojego głosu, przez sposób, w jaki podchodzę do pisania piosenek, po brzmienie samego albumu.
GS: Jak wspominasz kontakt z Yoko Ono? Byłeś wtedy zupełnie nieznanym artystą.
GV: To było dość szalone, ponieważ rzeczywiście nie wydałem wtedy zbyt wielu utworów. Byłem zupełnie nieznany. Nie wydałem jeszcze nawet swojego pierwszego albumu. Ale napisałem piosenkę „No War”. Miałem w tej piosence krótki fragment instrumentalny, który chciałem jakoś wypełnić i starałem się przypomnieć sobie, kto miał postawę antywojenną? John Lennon był pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy. Wszedłem na YouTube i znalazłem wywiad z nim w BBC2. Jego słowa naprawdę mnie poruszyły. Pomyślałem: „O mój Boże, to jest dokładnie to, co chcę przekazać”. Powiedział to tak elokwentnie i doskonale. Podzieliłem się tym z moim zespołem i managementem. Pomyśleliśmy: „To niesamowite”. Musimy zdobyć ten fragment wywiadu z jego głosem. Jakie są sposoby, aby to osiągnąć? Wysłaliśmy wiadomość do Yoko Ono i jej teamu. Myślę, że ta wiadomość do niej trafiła. Wiem, że bardzo chroniła Johna Lennona i jego twórczość. To coś wyjątkowego, że ktoś mnie docenił. Myślę, że po prostu przekaz mojej piosenki był właściwy, trafił do niej, a ona to zatwierdziła. To była dla mnie wyjątkowa chwila, którą się pamięta całe życie.
GS: Współpracowałeś też z legendarnym Tony Allenem w utworze „Saving Grace”. Wiem, że ta piosenka jest dla ciebie bardzo ważna.
GV: Tak. Tony Allen był moim idolem, legendarnym perkusistą z Nigerii. Był jednym z fundamentów mojego muzycznego wychowania. Kiedy byłem dzieckiem, często słuchałem Feli Kutiego, a Tony Allen był perkusistą jego zespołu. Zawsze analizowałem jego grę na perkusji, ponieważ jest bardzo złożona. Po prostu uwielbiałem instrumenty perkusyjne i sposób, w jaki on je wykorzystywał. Tony Allen stał się dla mnie muzycznym pomnikiem, niemal tak niedostępnym jak John Lennon. Wraz z moim managementem zastanawialiśmy się, z kim warto nawiązać współpracę? Tony Allen znalazł się na tej liście. Spróbowaliśmy, wysłaliśmy do niego e-mail, a on odpowiedział, że muzyka mu się bardzo podoba. Wyjątkowe było dla mnie to, że naprawdę spodobał mu się mój głos i moja gra na gitarze. Myślę, że morał tej historii jest taki, że, nawet jeśli Twoje marzenie wydaje Ci się niemożliwe do zrealizowania to jednak spróbuj je zrealizować. Spróbuj, bo nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzą cię losy. Czasami po prostu jesteś we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Ponieważ kiedy zaczynałem muzyczną karierę, nigdy nie wierzyłem, że to możliwe, aby żyć z muzyki. A oto jestem dzisiaj gotowy do wyjazdu do Polski, aby zagrać swój pierwszy koncert jako headliner. Grałem w Polsce już kilka razy na festiwalach w Warszawie, Gdańsku i Rzeszowie.
GS: Dziękuję za rozmowę.
FOTO: Sebastian Madej
GIZMO VARILLAS: 22.10. Warszawa, Hydrozagadka
Bilety w cenie 119 zł do nabycia TUTAJ
