Gothminister

W świecie ciężkich brzmień oraz imponujących, teatralnych występów na żywo, Gothminister zdobył reputację „jednego z najbardziej kultowych zespołów gothic/industrial metal”. Norweski zespół kierowany od 26 lat przez Bjørna Alexandera Brema wystąpi 9 marca w warszawskiej Hydrozagadce oraz 10 marca w poznańskich 2Progach. Zapraszamy do lektury naszego wywiadu z założycielem i liderem zespołu.
GS: Częstotliwość wydawania nowych albumów Gothminister to przeciętnie 2 lata. Ostatnia płyta ukazała się 9 miesięcy temu, więc jestem ciekaw, czy masz już w zanadrzu nowe kompozycje?
G: Do maja 2024 roku skomponowałem 15 nowych utworów. Z tej puli 10-12 kompozycji będzie przygotowywanych z myślą o nagraniu. Jedną z nich już zarejestrowałem. Jak więc widzisz, ostatnie miesiące były dla mnie bardzo owocne. Staję się coraz starszy, więc muszę pracować szybciej (śmiech). Mogę potwierdzić, że w przyszłym roku ukaże się nowy album Gothministra.
GS: Chciałbym wyjaśnić pewną rzecz, która mnie intryguje od dawna. Traktujesz Gothminister jako swój projekt solowy czy jako regularny zespół?
G: Gothminister nigdy nie był zespołem z regularnym składem. Na samym początku był to mój solowy projekt z wynajmowanymi muzykami. Każdy z nich miał swoje sceniczne pseudonimy. Ci muzycy przychodzili i odchodzili. To ja byłem jedyną osobą, która ten projekt prowadziła i wkładała w niego siły oraz pieniądze. Zawsze pisałem wszystkie teksty piosenek, komponowałem muzykę. Na ostatnich dwóch albumach zajmowałem się także nagrywaniem wszystkich partii gitar, co było dla mnie nowością, gdyż wcześniej miałem zawsze gitarzystę studyjnego. Stało się tak, gdyż sam siebie znam najlepiej i wiem, co chcę osiągnąć na swoich albumach. Ludzie, którzy ze mną współpracują wiedzą, że w studiu nagraniowym bywam niecierpliwy, więc wolę wszystko nagrywać po swojemu.
GS: Czy najnowszy album „Pandemonium II: The Battle of the Underworlds” to całkowicie autonomiczne wydawnictwo czy też nawiązuje ono do części pierwszej z 2022 roku? Czy wykorzystałeś na nowej płycie jakieś niezrealizowane pomysły muzyczne z tamtego krążka?
G: Pomysł na nowy album powstał wraz z teledyskami. Chodzi mi przede wszystkim o klip do utworu tytułowego z płyty „Pandemonium” z 2022 roku. Zapragnąłem cofnąć się w czasie i zobaczyć co się wydarzyło przed tym, co można obejrzeć w tym teledysku. Widziałeś ten klip?
GS: Oczywiście, jest rewelacyjny…
G: Dzięki! A więc jest tam kobieta, która została ścięta przez zombie. I jest król, którego ja gram. Po jej dekapitacji w królestwie zaczyna się bunt i król zostaje zamordowany przez swoich poddanych, a nowym władcą staje się jeden z buntowników. Na drugiej części „Pandemonium” chciałem cofnąć się w czasie i opowiedzieć kim byli ci buntownicy. Gdy pewnego dnia wracaliśmy samolotem do domu z festiwalu w Finlandii w mojej głowie pojawiła się melodia i tekst do utworu „Battle of the Underwolds” z „dwójki”: „They sent a witch, we brought the monster”. I taki był początek projektu „Pandemonium II”. W skrócie: chodzi o to, że gangi Wilkołaków i Czarownic połączyły siły, by obalić Króla granego przeze mnie. Śledzenie całej historii zostawiam słuchaczom, ale tylko dodam, że należy uważnie oglądać końcówkę klipu „Battle of The Underwolds”, gdyż tam jest ukryty klucz do wyjaśnienia tego, co wydarzyło się przed „Pandemonium”. Do tej pory ukazało się sześć klipów z obu części „Pandemonium” wydanych w przypadkowej kolejności, ale jeśli obejrzysz je chronologicznie, ułożą się one w całą historię. Planujemy zrobić z tego krótkometrażowy film, który będzie wyświetlany w niemieckich kinach i może zostanie też wydany na DVD oraz w wersji cyfrowej.
GS: A jaka jest właściwa kolejność w jakiej należy oglądać te klipy?
G: Do końca tego nie zdradzę, ale powiem tylko, że pierwsze w kolejności jest video do „We Come Alive”. Ten klip został zainspirowany Batmanem i starymi horrorami. Wiesz, bardzo sobie cenię gotyk z lat 80 i 90., ale uważam, że filmy czy teledyski z tamtej epoki trącą myszką i są nieco bajkowe. Zapragnąłem, by ten klip rozpoczynający całą serię teledysków do obu płyt rozpoczęły się we współczesnych czasach. Przypadkowe osoby zostały zaproszone na imprezę, podczas której zostały zjedzone i zamieniły się w zombie. Wszyscy, poza jedną kobietą, wychodzą z tej jadalni na świat, a ona cofa się, bierze do ręki szklaną kulę przez którą zagląda do świata rządzonego przez Króla granego przeze mnie. Tak to się zaczyna.
GS: Czy jeszcze powstaną jakieś teledyski do tego filmu krótkometrażowego?
G: Nie, to już wszystko, sześć klipów: „We Come Alive”, “Demons”, “The Battle Of the Underworld”, “Pandemonium”, “I Am the Devil” I “Tonight”. Jest jeszcze video do “This Is Your Darkness” z pierwszej części „Pandemonium”, ale ten klip nie jest częścią tej serii teledysków.
GS: Pierwsza część “Pandemonium” została stworzona i nagrana w 16 miesięcy w domku letniskowym nad morzem? Ciekawy kontrast między pięknymi okolicznościami przyrody a mroczną zawartością albumu....
G: (śmiech). Rzeczywiście, mam letni domek w lesie niedaleko morza. Właściwie to las jest po jednej stronie domu, a morze po drugiej. Teraz właśnie jestem w trakcie budowania studia nagraniowego w garażu tego domu. Czasem, ale niezbyt często, obserwuję sztormy i w mojej głowie pojawiają się gitarowe riffy. Fajnie jest tworzyć metalowe riffy z dźwięków przyrody (śmiech).
GS: Jak tworzysz te ultra niskie brzmienie gitar?
G: Jestem fanem niskiego strojenia gitar. Nie lubię, gdy dźwięki tego instrumentu są rozlane i chcę by gitary brzmiały potężnie. Połączyłem więc strojenie struny basowej E6 o jeden krok w dół do drop D, zaś struny A do drop G. Szczególnie dobrze słychać to na albumie „Pandemonium”. Takie zespoły jak Korn czy Meshuggah brzmią ciężko, ale oni używają gitar siedmiostrunowych, ja zaś – sześciostrunowej gitary barytonowej o wydłużonej menzurze. Pozwala to na niższe strojenia.
GS: Pamiętasz moment, w którym zapragnąłeś, by Gothminister stał się regularnym projektem-zespołem, a nie tylko takim projektem dla zabawy?
G: Jako pierwszą wydałem wraz z przyjacielem ep-kę „Angel”. Ten mój kumpel pojechał na norweską edycję targów Popkomm noszącą nazwę By:larm i dał mi cynk, że jest duże zainteresowanie tym materiałem. Pierwsza płyta „Dance Electronic Anthems” ukazała się w Norwegii w lutym 2003 roku. Później trafiła do sprzedaży w innych europejskich krajach, a następnie została wydana przez niemiecką wytwórnię Drakkar, która miała dystrybucję w BMG Records. Pamiętam, że po wydaniu tej płyty popularność Gothminister w Niemczech zaczęła rosnąć i wytwórnia zapragnęła, bym przeprowadził się do Niemiec i został gwiazdą rocka. Powiedziałem „nie!”. Byłem wówczas na studiach prawniczych, jestem prawnikiem. Pomyślałem sobie wówczas, że jeśli zrealizuję swoje marzenia tak szybko, na samym początku muzycznej drogi, nie pozostanie mi już nic o czym mógłbym marzyć. Byłem przerażony na myśl, że miałbym tworzyć muzykę codziennie na pełen etat. Bycie muzykiem miałoby być moim zawodem? Nigdy w życiu! Czasem zdarza mi się narzekać: czemu Gothminister nie jest dużą gwiazdą? Czemu nie odnieśliśmy ogromnego sukcesu? I wtedy przypominam sobie siebie: jest tak ponieważ tego nie chciałem! Chciałem, by ta muzyczna podróż tak właśnie wyglądała jak wygląda. Może gdybym zaczął grać koncerty na stadionach byłbym tym znudzony i zacząłbym tęsknić za moją kancelarią prawniczą, a muzykę zostawiłbym na boku jako hobby. Zastanawiam się, co na ten temat sądzą duże gwiazdy. Bycie muzykiem jest ich pracą i być może oni nie mają z tego już radości oraz przyjemności. Często bywa tak, że bycie w tej samej pracy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wypala cię. Nie wiem, może się mylę. Czasem żałuję, że się wycofałem, gdy miałem szansę zostać gwiazdą muzyki rockowej, ale byłem przerażony wizją, że mógłbym tak szybko spełnić swoje marzenie.
GS Niemal od samego początku współpracujesz z niezależną niemiecką wytwórnią AFM Records. Jakie są plusy i minusy współpracy z niezależnym wydawcą?
G: Myślę, że Twoje pytanie można zadać trochę inaczej, a mianowicie: „o co chodzi z wytwórniami płytowymi w 2025 roku?”. Do mnie należą prawa do moich nagrań, jestem licencjodawcą, a AFM jest licencjobiorcą moich utworów na okres 10 lat. W takim przypadku artysta dostaje stosunkowo niskie tantiemy. Byłem świadkiem wielu rozmów z muzykami na temat ilości kasy jaką zarabiają na Spotify. Są na ten temat różne historie. Jedni mówią, że zarabiają dużo, a inni, że wręcz przeciwnie. A te zarobki zależą od tego, czy masz wytwórnię płytową, czy dostajesz zaliczki i czy pieniądze z tantiemów są dzielone między wytwórnią oraz artystą. W moim przypadku jest tak, że dostaję zaliczki, by sfinansować nagrania, ale często muszę z własnej kieszeni zapłacić za produkcję teledysków i tego typu rzeczy. Innym wyjściem jest szukanie pieniędzy u innych źródeł. Współpracując z wytwórnią na takich zasadach jak ja to robię, czyli udzielając im licencji na 10 lat jest często tak, że dostajesz całkiem dużo pieniędzy w formie zaliczki, ale później, już po wydaniu płyty, nie dostajesz ani grosza aż do zakończenia tego dziesięcioletniego okresu trwania współpracy licencyjnej. Ale jeśli postanawiasz zakończyć współpracę z labelem, jak ja to właśnie robię po wydaniu „Pandemonium II” i będziesz mieć dystrybucję w jednej z wielu firm zajmujących się taką działalnością na polu nośników fizycznych oraz dystrybucji cyfrowej, masz możliwość wynajęcia własnej ekipy, która zajmie się promocją twoich produktów. Nie mam nic przeciwko wytwórni AFM Records, gdyż jest to fajna firma. Ale ludzie tam pracujący przychodzą i odchodzą. Tak więc w mojej obecnej sytuacji mam wokół siebie własną ekipę, która kocha to co tworzę i mogę na nich polegać w 100%. Wiem, że pieniądze które im płacę lub które oni wkładają w promocję moich nagrań, zwrócą się. Będąc zdanym na wytwórnię płytową czasem możesz utonąć, gdyż ludzie tam pracujący po prostu nie kochają twojej muzyki. Wolą twórczość innych artystów. Swojego czasu w AFM była osoba od promocji, która była po prostu rewelacyjna w tym, co robiła. Odeszła od nich, a ludzie którzy przyszli na jej miejsce, choć bardzo się starają, ale nie mają takiej siły przebicia i determinacji. Więc teraz staram się znaleźć firmę dystrybucyjną która będzie się zajmowała moimi płytami i ekipę ludzi, którzy będą pracować tylko dla mnie, a nie także dla innych artystów.
GS: Przyjeżdżasz do Polski na dwa koncerty, grałeś tutaj już kilka razy…
G: I bardzo się z tego cieszę. Wiem, że Polacy bardzo się interesują sztuką i macie bardzo bogaty dorobek historyczny w tej kwestii. Szczególnie widać to wśród polskich fanów gotyku, wśród których spotkałem wiele bardzo inteligentnych osób interesujących się sztuką, a nie na przykład upijających się piwem i krzyczących na meczach piłkarskich.
