Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyGotts Street Park
Gotts Street Park

Gotts Street Park

Wywiad12.12.2025Maciej MajewskiGotts Street Park
Gotts Street Park

Gotts Street Park, czyli twórczy kolektyw z Leeds, którego trzon stanowi trio: Josh Crocker (bas, produkcja), Tom Henry (keys) i Joe Harris (gitara), już 13 grudnia wystąpi w warszawskim klubie Niebo. Muzyka grupy oscyluje między jazzem, soulem, hip hopem i muzyką filmową. Ich wpływy zawierają liczne odnośniki, które słychać na wszystkich wydawnictwach grupy, wliczając w to album „On The Inside”, wydany przed dwoma laty. Porozmawiałem z Joe i Tomem, którzy łącząc się ze mną z zespołowego busa, przybliżyli mi ideę tworzenia pod szyldem Gotts Street Park.

MM: Wiem, że uwielbiacie muzykę z lat 60., a także ścieżki dźwiękowe do filmów z tego okresu. Tymczasem kiedy słucham Waszych płyt, bardziej kojarzą mi się z trip hopem z do lat 90-tych.

JH: Jeśli tak słyszysz naszą muzykę, to idealnie. Wychowaliśmy się w latach 90., więc cały ten ruch z Massive Attack i wiele rzeczy z Bristolu miało na nas wpływ. Wiem, że Josh, którego nie ma z nami w tej chwili, też był nimi mocno zainspirowany. Tak więc, kiedy robimy muzykę, nie staramy się być czymś konkretnym. To jest to, co się po prostu wydarza w wyniku procesu twórczego. Oczywiście sporo wpływu na to, co gramy, ma to, czego słuchaliśmy przez lata.

TH: Mówisz o latach 60., ale myślę, że przede wszystkim to, że słuchaliśmy i słuchamy dużo hip hopu ma największy wpływ na nas.

MM: DJ Shadow?

JH: Tak, słuchałem dużo DJ Shadowa. „Endtroducing…” jest dla mnie ogromnie ważną płytą. Słuchałem jej wiele razy.

TH: Podobnie jest ze mną – też słuchałem tego albumu mnóstwo razy.

MM: Wspomniałem o trip hopie właśnie w kontekście Bristolu, bo leży on dość daleko od Leeds, gdzie założyliście zespół. Natomiast wiem, że scena w Waszym mieście rozwinęła się w różnych kierunkach.

JH: Masz rację. W pewnym momencie scena muzyczna Leeds zaczęła się rozwijać. Jest na niej wszystkiego po trochu. Wychowałem się w pobliżu Leeds. Dopiero kiedy miałem 16-17 lat, zacząłem uczęszczać do szkoły muzycznej w mieście. Poznaliśmy się, studiując jazz, który również miał na nas wielki wpływ. Graliśmy z wieloma ludźmi, którzy starali się przede wszystkim tworzyć, a mniej zwracać uwagę na to, czy to jazz, czy po prostu muzyka instrumentalna.

MM: Wychodzi zatem, że muzyka Gotts Street Park jest fuzją podobną do The Cinematic Orchestra z większą domieszką hip hopu.

TH: Cinematic hip hop – podoba mi się (śmiech). Te wszystkie wpływy, o które pytasz, mieszają się w naszej muzyce. No i oczywiście chcielibyśmy nagrać kiedyś soundtrack do jakiegoś filmu.

MM: Wasza dyskografia też jest specyficzna: pierwsze pełne wydawnictwo nosi tytuł „Volume One”, drugie „Volume Two”, a trzecie „On The Inside”…

TH: (śmiech). Bo to jest de facto nasz pierwszy album. „Volume One” i „Volume Two” są w naszym mniemaniu bardziej jak ep-ki.

JH: „Volume One” i „Volume Two” stanowiły wprowadzenie do naszej muzyki. Traktujemy je jako swoiste wizytówki tego, czym jest Gotts Street Park. A „On The Inside” miało już inne podejście – robiliśmy ten materiał z przeświadczeniem, że nagrywamy nasz pierwszy album. Poza tym nie chcemy kolejnych naszych wydawnictw tytułować „Volume…”. Po 20 latach to się okaże nudne (śmiech).

MM: „Volume One” i „Volume Two” powinny zatem być wydawane jako podwójny dysk.

JH: I tak go prezentujemy w wersji kompaktowej. Ostatni numer na „Volume One” łączy się z pierwszym kawałkiem na „Volume Two”, więc z perspektywy czasu te wydawnictwa są ze sobą zespolone. Pierwotnie jednak dzieli je kilka lat i gdy je nagrywaliśmy, nie patrzyliśmy na połączenia między nimi.

MM: Skoro twierdzicie, że „Volume One” i „Volume Two” to ep-ki, to jak powinniśmy traktować „Diego”?

TH: „Diego” to zdecydowanie ep-ka! (śmiech).

JH: Właśnie sobie przypomniałem, że pierwotnym założeniem przy „Volume One” było stworzenie mixtape’u. To miały być przede wszystkim nasze pierwsze nagrania, jeszcze przed właściwym miksem. To również ukłon w stronę lat 90.

MM: I może to jest dobry pomysł, jak należy traktować Waszą muzykę, ponieważ kiedy słucham wszystkich Waszych wydawnictw, mam problem z ich separacją. Brzmią tak, jak byście nagrali jeden duży mixtape, podzielony na mniejsze części.

JH: To pokazuje, że niewiele kalkulujemy w przypadku naszych nagrań. Nasze podejście jest dość proste - nagraliśmy muzykę, którą lubimy i którą uważamy za wartą pokazania słuchaczom. Cieszę się, że tak ją słyszysz, bo to oznacza, że zachowujemy jednak wspólną myśl w tym wszystkim. Inaczej byłoby chaotycznie, a od tego stronimy.

MM: W niektórych Waszych numerach pojawiają się wokaliści. Co jest kluczem przy ich doborze?

TH: Generalnie to ludzie, których poznałem, gdy pracowałem poza zespołem, a których twórczość lubię i szanuję. Podczas tworzenia, zastanawiam się, czy któryś z nich odnalazłby się w świecie Gotts Street Park. Nic więcej za tym nie stoi. Oczywiście są takie sytuacje, kiedy wysyłamy utwory do ludzi, żeby się dograli. Tak działaliśmy podczas pandemii COVID-19. Poza tym zazwyczaj są to ludzie, którzy lubią poczucie grania z żywymi muzykami i chcą wejść w tę formułę działania, bo czują, że to jest dla nich ekscytujące.

JH: Na pewno nie będziemy pracować z kimś, kto nie czuje naszej muzyki, albo nie odpowiada mu sytuacja muzyczna, o której wspomniał Tom. Ale kiedy robimy muzykę, przez większość czasu nawet nie próbujemy jej zrobić z koncepcyjnie. Po prostu robimy muzykę i jeśli to pasuje do Gotts Street Par, to świetnie. Jeśli nie pasuje do naszego świata, to też jest ok. Pozwólmy, żeby muzyka była muzyką, a dopiero potem sprawdźmy, czy działa, czy nie.

MM: Czy to oznacza, że Wasze kolejne nagrania będą albumem, czy wrócicie do idei mixtape’ów?

JH: To będzie kolejny album i chcemy to podkreślić. Będzie to rozwinięcie tego, co nagraliśmy na „On The Inside”. Kolejnym elementem konceptu mixtape, o którym mówiliśmy, jest to kolejność utworów. To jest bardzo ważne, przynajmniej dla mnie. Uwielbiałem robić kompilacje na kasetach, potem minidiskach, a teraz na Spotify Playlist. Znalezienie odpowiednich utworów i ułożenie ich w odpowiedniej kolejności jest pewną umiejętnością. Można szafować nastrojami, zmieniać je, podobnie jak stylistyki. Myślę, że tak właśnie podejdziemy do tworzenia kolejnego albumu.

TH: Po prostu tworzymy kawałki, a potem wybieramy z nich najlepsze naszym zdaniem. Niektóre numery odpadną, ale to nie oznacza, że nigdy nie zostaną wykorzystane. To jest bardzo organiczne i naturalne, że nie przyzwyczajamy się do rzeczy, które nie muszą być na albumie, tylko do tego, co nam się podoba.

MM: Czy Gotts Street Park pozostanie triem?

TH: Właśnie o tym rozmawiamy między sobą. Myślę, że na kolejnym albumie pojawią się nowi instrumentaliści. Na ostatnim mieliśmy np. flecistów. Spodobało nam się to, więc chcemy wykorzystać w przyszłości także innych instrumentalistów. Na zewnątrz tego może tak nie widać, ale Gotts Street Park, to nie tylko nas trzech. Josh nie jeździ z nami w trasy. Mamy więc innych muzyków i robi się z tego kolektyw. Oficjalnie jednak jesteśmy triem.

MM: I rozumiem, że w tym kolektywie wystąpicie 13 grudnia w Warszawie?

JH: Oczywiście!

GOTTS STREET PARK - Warszawa, Niebo, 13.12.2025

Bilety: https://www.ebilet.pl/muzyka/jazz-blues/gotts-street-park