Gus G.

Grecka powermetalowa grupa Firewind wraca z nowym, dziesiątym już albumem w swoim dorobku zatytułowanym „State United”. W ramach jego promocji wystąpi dwukrotnie w Polsce jako część wspólnej trasy z inną powermetalową formacją - Masterplan. Zespoły zagrają 15 marca w Sali im. Budki Suflera w Lublinie i dzień później w CK Wiatrak w Zabrzu. Założyciel Firewind, gitarzysta Gus G okazał się bardzo otwartym, ale i świadomym rozmówcą. Przybliżył m.in. po krótce pomysł jaki stoi za nowym albumem, wspomniał o współpracy z Ozzym Osbournem, wyjaśnił okoliczności nadchodzących wspólnych koncertów z Masterplan oraz wyraził swoją opinię na temat rozwoju technologii oraz jej wpływu na współczesną scenę metalową.
MM: Nowa płyta Firewind nosi tytuł „Stand United”. Wiem, jaki ogólny koncept stoi za tym tytułem, natomiast zastanawiam się, czy można go odnieść także do fanów muzyki metalowej?
Gus G: Jak najbardziej. Ten tytuł można interpretować w różny sposób, w zależności od tego, jak do ciebie przemawia. Na tym polega sztuka – można ją odbierać różnorako. Coś, o czym pisze, może przemówić do wielu ludzi i dla każdego z nich może oznaczać coś innego. Akurat pisząc utwór „Stand United”, miałem na myśli mój zespół. Jesteśmy obecni na scenie od ponad dwudziestu lat i przeszliśmy razem naprawdę sporo – dobrego i złego. Zbudowaliśmy poczucie wspólnoty, mamy te same cele, dzięki czemu dużo lepiej funkcjonujemy jako grupa. Dla Firewind jest to po prostu dobry czas i właściwy kierunek po wielu latach. Natomiast jeśli chodzi o więź wśród fanów muzyki metalowej – to ogromnie duża i silna społeczność. Podróżuję od lat po całym świecie, doświadczam bardzo różnych kultur i widzę jak metal łączy ludzi ponad podziałami religijnymi, płciowymi, czy nawet politycznymi. Właśnie dlatego kocham muzykę metalową tak bardzo.
MM: Wspomniałeś, że przeszliście niejedno, a historia Firewind pokazuje, że zespół zawieszał działalność parokrotnie. Czy tym razem będzie to powrót na dłużej?
Gus G: Mam taką nadzieję. Przeszliśmy wiele: zmiany składu, poważną przerwę w działalności w 2013 roku, spowodowaną innymi zobowiązaniami. Skład z roku 2017 roku też nie przetrwał… W pewnym momencie zająłem się więc karierą solową, ponieważ nie miałem pewności co do przyszłości Firewind. Postanowiłem dać jednak sobie jeszcze jedną szansę i czuję, że tym razem będzie to już na długo. Przez ostatnie pandemiczne lata odkryliśmy nową ekscytację ze wspólnego grania i tworzenia muzyki. W tym czasie zagraliśmy też trasy, dzięki którym zyskaliśmy także nową publiczność.
MM: Wydaje mi się, że mimo tych wszystkich doświadczeń nie odpuścisz już Firewind tak łatwo. Mówisz o nowej publiczności – zauważyłem, że teraz dużo więcej młodszej publiczności przychodzi na koncerty metalowe. Jak myślisz z czego to wynika?
Gus G: Masz rację, widzę mnóstwo dzieciaków pod sceną nie tylko na naszych koncertach. Myślę, że to suma kilku rzeczy. Ogromną rolę odgrywają tutaj social media, Youtube, czy TikTok. Poza tym rodzice tych dzieciaków – dla nich metal był także muzyką młodości. Pozostali przy niej i teraz pokazują ją swoim pociechom, zabierając je na koncerty. No i jest jeszcze nowe pokolenie grup metalowych, które trafiają do młodej publiki. Także myślę, że metal ponownie zatacza koło, na które teraz łapią się ludzie dużo młodsi od nas. Jeszcze parę lat temu słyszałem utyskiwania typu: co się stanie, gdy Iron Maiden, czy Judas Priest przestaną grać? Czy będzie jakaś przyszłość dla metalu? Już jest! I co więcej - będzie! Zawsze przychodzi przecież nowe pokolenie, które przejmie tę scenę i będzie niosło sztandar muzyki metalowej dalej. Przychodzi mi też do głowy to, co stało się z grami komputerowymi, w których metal zadomowił się na dobre. Zauważyłem to 2 lata temu w Stanach, gdy koncertowaliśmy z DragonForce. Na koncerty przychodziła masa dwudziestoletnich gamerów. Świetna sprawa!
MM: Gry komputerowe to jedno, ale zobacz co stało się, gdy w serialu „Stranger Things” użyto „Master Of Puppets” Metalliki.
Gus G: To już w ogóle kosmos! Po prawie 40 latach ich utwór stał się jeszcze większym hitem (śmiech). To bardzo krzepiące, bo daje szansę ludziom z naszego pokolenia na zaistnienie w świadomości młodzieży (śmiech). Poza tym – zyskuje na tym cała scena metalowa.
MM: A co zatem z Twoją karierą solową?
Gus G: Na pewno nie zamierzam jej zawieszać, czy kończyć, bo to po prostu równie ważna artystycznie forma, choć dużo bardziej eksperymentalna. Gram w jej ramach głównie muzykę instrumentalną. Na razie co prawda zajmuje się Firewind, ale niebawem wrócę do poczynań solowych. 3 lata temu wydałem „Quantum Leap”, ale z powodu pandemii promowałem ją na koncertach dopiero w ubiegłym roku.
MM: Parokrotnie wspominałeś już w wywiadach, że Spotify to dla Ciebie nowe radio, bo dzięki algorytmom poznajesz twórczość nowych artystów. Kupujesz jeszcze w ogóle płyty?
Gus G: Nie, nie kupuję. Korzystam wyłącznie ze streamingu. Nie mam nawet odtwarzacza płyt. Kompakty co prawda mam, bo zostały mi z dawnych czasów, ale nie mam ich jak odtworzyć. Gdy więc ktoś mi daje płytę CD z prośbą o przesłuchanie, grzecznie dziękuję i proszę o link do płyty na Spotify (śmiech). Dla mnie to po prostu ułatwienie. Gdy spędzasz w podróży 5-6 miesięcy w roku, to jest to po prostu wygoda. Nie podoba mi się co prawda to, jak Spotify płaci artystom za odtwarzanie ich muzyki, ale w jednocześnie posiadają najbardziej zaawansowany algorytm, dzięki któremu sugestie są zakrojone znacznie szerzej niż to, czego słuchałem ostatnio. Nie wiem jak to robią, ale dzięki temu mogę poznać znacznie więcej muzyki.
MM: A jak zapatrujesz się na użycie sztucznej inteligencji do tworzenia muzyki i wykorzystywania hologramów na koncertach?
Gus G: To już się dzieje, choć jest to droga zabawa. Myślę, że technologia się będzie rozwijała pod tym względem. Za 10-15 lat stanie się to bardziej powszechne. Zespoły na przykład będą mogły ‘grać’ jednocześnie koncerty w różnych miejscach świata. Także wydaje mi się, że nie ma przed tym odwrotu. Zobacz, jesteśmy w podobnym wieku i doświadczyliśmy w tym czasie tylu różnych rewolucji technologicznych: telefony komórkowe, rozwój Internetu, płyty DVD, Blu-Ray itd. To wszystko idzie cały czas do przodu. Myślę jednak, że prawdziwa, żywa muzyka nie zostanie nigdy wyparta przez jakąkolwiek wirtualną formę.
MM: Chyba w każdym wywiadzie jesteś pytany o swoją współpracę z Ozzym Osbournem. Chciałem Cię zapytać, jak to wyglądało z perspektywy bycia w samym środku jego zespołu.
Gus G: To było niesamowite doświadczenie - obserwować, jak tak wielki artysta funkcjonuje, jak to wszystko wygląda i jak poważnie jest traktowane. Moim zadaniem była jedynie gra na gitarze. Nie miałem innych zmartwień organizacyjnych. Cała ekipa Ozzy’ego była bardzo miła dla mnie i dla mojej rodziny. Wszyscy w zespole podróżowaliśmy jednym samolotem, nocowaliśmy w tych samych hotelach. Nie było separowania się od siebie.
MM: Za moment ruszacie na wspólną trasę z Masterplan, w ramach której dwukrotnie wystąpicie w Polsce. Masz jakiś szczególny cel w związku z tym tournée?
Gus G: Ostatnio gramy w Polsce dość często. Dla nas kluczowym aspektem tej trasy jest to, że jesteśmy na niej co-headlinerem. Nie graliśmy własnej trasy od 2017 roku - poprzednie koncerty, także te w Polsce, zagraliśmy jako supporty. Tym razem jesteśmy głównym wykonawcą. Do spółki z Masterplan, gramy dwa równorzędne koncerty każdego wieczoru na tych samym zasadach. Dla mnie granie własnej, headlinerskiej trasy jest również formą deklaracji na zasadzie: hej, gramy na własnych zasadach to, co chcemy i jak chcemy. Zaś dla naszych słuchaczy to okazja, by usłyszeć jak gramy na żywo dłużej, niż 45 minut. To prezent dla fanów. Natomiast Masterplan zaprosiliśmy na tę trasę, bo im też należy się granie takich koncertów. Są równie długo obecni na scenie jak my i dlatego zdecydowaliśmy się połączyć siły.
MM: Dziękuję za rozmowę.
Foto: Kai R. Joachim
Firewind + Masterplan:
15.03.2024 - Lublin, Studio im. Budki Suflera
16.03.2024 - Zabrze, CK Wiatrak

