Hooverphonic

W tym roku belgijska grupa Hooverphonic obchodzi 25 rocznicę wydania trzeciego albumu w jej dorobku zatytułowanego "The Magnificent Tree". Z tej okazji zespół wyruszył na światowe tournee w ramach którego 31 marca wystąpi w Szczecinie, 2 kwietnia w Warszawie, a 4 kwietnia we Wrocławiu. Z tej okazji basista i główny kompozytor zespołu Alex Callier opowiedział nam między innymi o trudnych początkach zespołu oraz kosztownych kulisach powstania "The Magnificent Tree".
GS: Już wkrótce zawitacie ponownie do Polski – tym razem na cztery koncerty z okazji 25 urodzin albumu „The Magnificient Tree”. Od 5 lat wokalistką Hooverphonic jest znowu, po dwunastoletniej przerwie, Geike Aranaert. Po powrocie zdążyła już zaśpiewać na Waszych dwóch bardzo dobrych albumach „Hidden Stories” i „Fake Is The New Dope”. Ciekawi mnie jednak, co się stało w 2008 roku, że postanowiła rozstać się z Wami?
AC: Nigdy nie kazaliśmy jej odejść i było nam bardzo smutno, kiedy to zrobiła. Ale doskonale ją rozumieliśmy. Kiedy Geike do nas dołączyła miała zaledwie 17 lat. Nagle znalazła się w zespole z dwoma znacznie starszymi facetami. Wydaje mi się, że był to czerwiec 1997 roku. I od razu wyruszyła z nami na 3 czy 4 koncerty do Szwajcarii, a po powrocie stamtąd zagraliśmy całą serię koncertów na letnich festiwalach, w tym na Roskilde. Potem zagraliśmy kilka występów w Belgii, a następnie ruszyliśmy aż na 7 tygodni do USA. I takie długie trasy graliśmy w kolejnych latach. Przy promocji „The Maginificent Tree” byliśmy w trasie aż 9 miesięcy! Wiem, że ona myślała o odejściu z Hooverphonic już w okolicach płyty „No More Sweet Music” czyli około 2005-2006 roku. Jednak usłyszała wersje demo utworów, które trafiły w 2007 roku na kolejną płytę Hooverphonic „The President of the LSD Golf Club” i na tyle jej się podobały, że zapragnęła wziąć udział w nagraniu jeszcze tej jednej płyty. Po ukończeniu tournée promującego to wydawnictwo definitywnie rozstała się z nami. Geike zawsze miała poczucie, że bycie w zespole blokuje jej możliwość stworzenia solowej płyty. I dlatego rozstała się z Hooverphonic. Jak powiedziałem: było nam bardzo smutno z tego powodu, ale potrafiliśmy zrozumieć przyczyny dla których podjęła taką decyzję. Jednak po jakimś tygodniu doszliśmy do wniosku, że życie jest jak książka. Kończymy jeden rozdział i rozpoczynamy kolejny. Geike była naszą czwartą wokalistką, więc mieliśmy już doświadczenie w podobnych sytuacjach. Spośród około tysiąca kandydatek wybraliśmy kolejną wokalistkę Noemi Wolfs. Z nią nagraliśmy dwie płyty, z których jedna „In Wonderland” należy do moich ulubionych albumów Hooverphonic. Mieliśmy też dwa duże hity: "The Night Before" i "Anger Never Dies". Noemi rozstała się z nami w 2015 roku, kolejny album nagraliśmy z różnymi wokalistkami, po czym dołączyła do nas Luka Cruysberghs, z którą zrealizowaliśmy jedną płytę. Niedługo potem wybuchał pandemia COVID i zadzwoniła do mnie Geike, że planuje wziąć udział w jakimś telewizyjnym programie rozrywkowym, w którym ma wystąpić sześciu artystów. I każdy z nich miał wykonać cover piosenki innego artysty. Ona zapragnęła zaśpiewać jedną czy dwie piosenki Hooverphonic i poprosiła mnie, jako autora, o zgodę. Oczywiście się zgodziłem. Przy okazji zaczęliśmy rozmawiać: co słychać, i tak dalej. Powiedziałem jej, że w planach mamy obchody 25-lecia albumu „The Magnificent Tree” i wokalistką będzie Luka, ale zapytałem Geike, czy nie chciałaby wziąć udziału w tym projekcie. Na początku trochę żartowaliśmy, ale po kilku dniach się okazało, że Geike się zgodziła i tak to się znowu zaczęło.
GS: Czy uważasz, że te dwie płyty z Geike czyli „Hidden Stories” i „Fake Is The New Dope” są kontynuacją tego, co przerwaliście z jej odejściem w 2008 roku?
AC: Nie, raczej nie. Te dwie płyty mają raczej w sobie ducha naszych płyt z lat dziewięćdziesiątych. „Hidden Stories” ma może trochę nawiązań do albumu „Jackie Cane” z 2002 roku, a „A Simple Glitch Of The Heart” otwierający “Hidden Stories” przypomina okres płyty “No More Sweet Music”. Ale do lat dziewięćdziesiątych nawiązywaliśmy już wcześniej na jedynej płycie z wokalistką Luką czyli „Looking For Stars” z 2018 roku. Pierwsza piosenka na tym albumie to najprawdziwszy trip-hop. Tak naprawdę już od płyty „In Wonderland” z 2016 roku zaczęliśmy odchodzić od chamber popu w stronę naszych trip-hopowo-elektronicznych korzeni. Gdy Geike wróciła do nas idealnie wpasowała się ze swoim wokalem w ten nasz klimat z lat dziewięćdziesiątych. I był to główny powód dla którego „Hidden Stories” i „Fake Is The New Dope” brzmią tak old schoolowo.
GS: Czy zgodzisz się, że Wasz trzeci album czyli „The Maginificent Tree” był pierwszą dojrzałą płytą Hooverphonic?
AC: Zgadzam się, ale moim ulubionym albumem jest nasza druga płyta czyli „Blue Powder Milk” z 1998 roku. Uważam, że ten album zawiera w sobie idealny balans między młodzieńczą naiwnością a dojrzałością. Oczywiście „The Magnificent Tree” jest też dojrzały i jest to świetna płyta, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak podstawowa różnica jest taka, że na debiutanckim „A New Stereo Sound Spectacular” programowaliśmy wszystko sami. Sami produkowaliśmy taśmy demo. Miksy były robione w Londynie przez Rolanda Herringtona, który miksował kilka lat później „The Magnificient Tree” i gdy je skończyliśmy on powiedział mi coś, co wówczas wydało mi się śmieszne. Mianowicie stwierdził, że gdy pierwszy raz weszliśmy do studia z multitrackami czyli plikami audio zawierającymi nieprzetworzone dźwięki, pomyślał, że musi zadzwonić po kogoś, kto jest dobry w programowaniu. Ale 2 tygodnie później uważa, że dobrze, iż tego nie zrobił gdyż to, że te utwory są tak naiwnie zaprogramowane powoduje, że mają w sobie nasz wyjątkowy charakter. I po latach go doskonale rozumiem. My wtedy naprawdę nie mieliśmy pojęcia o programowaniu. I właśnie to sprawia, że nasz debiut jest tak fajny. Ale już na „Blue Powder Milk” nasze brzmienie zaczęło być bardziej dojrzałe. Kilka utworów z tego albumu, takich jak: „Battersea”, „Renaissance Affair czy „Eden” to klasyki Hooverphonic. Pamiętam, że podczas pracy nad tym wydawnictwem pojechałem do Anglii na mój pierwszy obóz dla początkujących kompozytorów i autorów piosenek. I pobyt tam zmienił moje podejście do tworzenia muzyki i moje myślenie o piosenkach. Po powrocie, gdzieś w 1999 roku, zacząłem pisać materiał na „The Magnificent Tree” i pewnie dlatego uważasz, że ta płyta jest pierwszą dojrzałą płytą Hooverphonic. Z czym generalnie się zgadzam. Mieliśmy się 7 tygodni na pre-produkcję płyty, mieliśmy brytyjskich specjalistów od programowania, którzy nam pomagali.
GS: Wiem, że “The Magnificent Tree” spotkało się z dużymi oczekiwaniami ze strony Waszej wytwórni płytowej.
AC: Wtedy mieliśmy dobre stosunki z wytwórnią Sony. Naszą opiekunką była Annie Roseberry i współpracowaliśmy z nią przez cztery albumy, po czym ona odeszła do muzyki klasycznej. Pamiętam, że gdy zaczynaliśmy nagrywanie „The Magnificent Tree” mieliśmy trio producenckie: niemieckiego gościa od miksów oraz dwóch Anglików. Przez półtora tygodnia pracowałem z nimi nad trzema piosenkami w studiu w Londynie. Po kilkunastu dniach Annie weszła do studia by posłuchać owoców naszej pracy. Gdy to zrobiła cichym, ale zdecydowanym głosem zapytała mnie: „Alex, czy to jest kierunek w którym chcecie iść? Bo to co nagraliście jest o wiele mniej oryginalne od tego, co robiliście na poprzednich albumach”. I tak wyrzuciliśmy do kosza wszystko co do tej pory nagraliśmy. 15 tysięcy euro (śmiech). Annie zasugerowała nam, abyśmy jednak ponowili współpracę z Rollandem Harringtonem, z którym współpracowaliśmy, jak już wspomniałem, przy naszym debiucie. Przy okazji budżet na nagranie płyty co chwilę szedł do góry. Po kilku latach dowiedzieliśmy się, że nagranie „The Magnificent Tree” oraz kolejnej płyty „Jackie Cane” kosztowało, uwaga, 250 tysięcy euro!
GS: Kupa pieniędzy, jak na tamte czasy. Teraz byś coś zmienił na „The Magnificent Tree”?
AC: Nie. Ta płyta to zapis pewnego momentu w naszej historii. Brzmi jak brzmi i bardzo ją lubię. Jakiś czas temu wydaliśmy album ze zdjęciami Hooverphonic, który sprzedawaliśmy na koncertach i aby stworzyć tekst do tej książki musiałem przesłuchać wszystkie nasze płyty. I muszę Ci powiedzieć, że sprawiło mi to dużą przyjemność. Myślę, że zmiany wokalistek były z perspektywy czasu dobrym posunięciem. Dzięki temu mogliśmy zmieniać klimat naszych płyt w zależności od tego, kto stał za mikrofonem. Zdaję sobie jednak sprawę, że śledzenie naszej twórczości nie było łatwe, bo zaczynaliśmy jako grupa trip-hopowa, potem byliśmy bardziej elektroniczni, potem zaczęliśmy grać chamber pop, potem znowu zaczęliśmy wracać do lat dziewięćdziesiątych. Wiesz, gdy myślę o tych zmianach w naszej muzyce na przestrzeni lat, mam skojarzenia z muzyką filmową. Nasze płyty są jak soundtracki do filmów: czasem wesołych, czasem smutnych, czasami bardziej komercyjnych, czasem bardziej awangardowych.
GS: Jak wygląda Wasz repertuar na tej trasie z okazji 25-lecia „The Magnicicent Tree”?
AC: Mam świadomość, że już jesteśmy zespołem, który ma bardzo duży dorobek i na którym się wzorują młodsi artyści. I to powoduje, że wiele osób chce, byśmy na koncertach grali stary materiał sprzed 20-30 lat. Ok, wydajemy nowe płyty, ale tylko najbardziej hardcore’owi fani chcą na koncertach słuchać tych nagrań. Jakiś czas temu byłem na koncercie Jamiroquai. Jaki to jest fantastyczny zespół, z jak bogatą kolekcją przebojów! I wiesz co? Zagrali tylko trzy hity, a reszta to były jakieś mało znane piosenki. OK, można i tak, ale uważam, że takie coś jest brakiem szacunku dla fanów. Jeśli jesteś gwiazdą z tak bogatym dorobkiem musisz uszanować to, że fani płacą kasę by usłyszeć przeboje i stary materiał. Wracając do Twojego pytania: zagramy na tej trasie całą płytę „The Magnificent Tree” w takiej kolejności jak na albumie. To będzie jakiś 35 minut koncertu. Po tym będzie część z największymi przebojami z innych albumów wymieszanymi z pojedynczymi mniej znanymi piosenkami. To jest właśnie fajne w byciu zespołem z dużym dorobkiem, że możesz sobie pozwolić na granie koktajlu przebojów i mniej znanych numerów. Ważne, by znaleźć odpowiedni balans między tymi piosenkami. Wtedy jako artysta mogę cieszyć się reakcjami publiczności.
GS: Macie już jakieś nowe piosenki i myślicie o nowej płycie?
AC: Tak, mamy i myślimy. Ale zaczniemy sesje nagraniowe w 2026 lub 2027 roku, gdyż to tournée potrwa około 2 lata.
FOTO: Grzegorz Szklarek
HOOVERPHONIC:
31.03. Szczecin, Filharmonia
02.04. Warszawa, Stodoła
04.04. Wrocław, A2




