Ignacy

WywiadMaciej MajewskiIgnacy
Ignacy

Płyta „Central Park” przyniosła Ignacemu status jednego z najciekawszych debiutantów na polskiej scenie muzycznej. Teraz wrócił z drugim albumem „Limbo”, mocno różniącym się od poprzednika, na którym autor proponuje zupełnie nowe brzmienia i rozwiązania aranżacyjne. O niejednoznacznej zawartości muzycznej, jak i tekstowej swojego nowego dzieła, Ignacy opowiedział mi w poniższej rozmowie.

MM: Pamiętam Twój pierwszy koncert, który zagrałeś w ramach festiwalu Great September Następstwem tego w jakimś stopniu jest płyta „Central Park” z 2023 roku. Teraz wydałeś „Limbo”, która znacznie różni się od poprzedniczki. Zastanawiam się, co tak naprawdę się zmieniło, bo ta elektronika na niej jest jakaś taka zwichrowana. Do tego dużo autotune’a.

Ignacy: Wydaje mi się, że to był jakiś taki naturalny proces, który nastąpił w mojej głowie, kiedy już kończyłem w zasadzie pisać materiał na pierwszy album. Pojawił się pomysł innego podejścia do tworzenia muzyki oraz nowe pomysły na utwory. Bardzo spodobał mi się ten kierunek. Miałem dużą satysfakcję zrobienia takiej muzyki i przez to ten materiał brzmi właśnie w ten sposób.

MM: Nasłuchałeś się Bjork, Radiohead, czy to Thoma Yorke’a? Bo słyszę tu pokłosie ich dokonań. Brzmisz bardzo bezpośrednio, a nawet surowo, a utwory są w większości dość krótkie. Takie też było założenie, jeśli chodzi o tę płytę?

Ignacy: Jak najbardziej. Przede wszystkim, jeśli chodzi o długość utworów, to na płycie jest na przykład numer, który ma pięć i pół minuty, dlatego jeśli chodzi o tę formę, to nie grała ona aż tak dużej roli. Po prostu każdy utwór mieścił się w tym, co chciałem nim przekazać, z czego wynika jego długość długość. Myślę, że udało mi się zawrzeć w tym materiale wszystko, co planowałem. Z tego co pamiętam, to mój poprzedni album ma taką samą liczbę utworów. A jeśli chodzi o brak gości, to rzeczywiście było to założenie od samego początku. Chciałem, żeby to było wejście konkretnie do mojej głowy. Na pierwszym albumie pisałem wiele o różnych relacjach, problemach emocjonalnych powiązanych z osobami trzecimi. Tutaj skupiłem się na własnym monologu. O tym jest ten album. Dlatego wydaje mi się naturalne to, że nie ma tu miejsca na inne głosy. Mimo że nieraz podczas procesu kusiło mnie, żeby sięgnąć po jakiś dodatkowy głos, inny kolor. Cieszę się ostatecznie, że nie zdecydowałem się na taką próbę.

MM: Ten album to podróż muzyczna inspirowana stanem zawieszenia, bycia oderwanym od rzeczywistości. Słuchając utworu „5/4”, mam natomiast wrażenie, że śpiewasz o wyobcowaniu. Czy to utwór autobiograficzny

Ignacy: Jeśli chodzi o utwór „5/4”, to jak najbardziej. Myślę, że to jest kwintesencja tego, o czym jest ten album, czyli tym stanem pomiędzy, stanem zawieszenia. Tym jest dla mnie między innymi „Limbo”, nawiązujące do tych głosów, które są modulowane i na różne sposoby przerabiane. Kojarzy mi się właśnie z takimi głosami, próbującymi się wydostać z tej otchłani, które są tak jakby ukryte pod powierzchnią. Bardzo ważne było dla mnie, żeby taki element był praktycznie w każdym utworze i finalnie udało mi się to umieścić, więc jest to jeden z głównych tematów całego albumu – czyli właśnie to wyobcowanie. O tym śpiewam też w „24/7”.

MM: Wymieniłem te inspiracje, które oczywiście nie muszą być zgodne z tym co mówię, czyli Radiohead i Björk. „Limbo” też kojarzy mi się z Radiohead, jeżeli znasz płytę „Kid A”.

Ignacy: Tak, tak, wiedziałem o tym. To jest też jeden z kolejnych powodów, dla którego nazwałem tak ten album. Bo rzeczywiście ten utwór jest dla mnie bardzo ważny, dlatego na płycie znajduje się tych kilka mrugnięć okiem do muzyki Radiohead – można uznać to jako jeden z kolejnych powodów, dlaczego ten album się tak nazywa. Jeśli chodzi o pierwszy album, był on bardzo gitarowy i w zasadzie cały materiał opierał się na brzmieniu gitary i to był ten instrument, który był najbardziej wyeksponowany przy pierwszym albumie. Przy drugim w centrum postawiłem właśnie swoje pianino. To wzięło się z prostego powodu, że zakupiłem instrument akustyczny, że pianino akustyczne i syntezator UDO Super 6, który brzmi jak taka bitmaszyna. Stworzyłem w nim swoje banki brzmień i dzięki temu wiedziałem, jak konkretnie chciałbym, żeby brzmiał mój nowy materiał.

MM: Autotune to dla Ciebie kolejny instrument?

Ignacy: Tak, traktuję autotune jako instrument. Jeśli chodzi o sam autotune, to w zasadzie muszę przyznać, że nie ma go aż tak wiele. Razem z moim producentem nie mamy tej wtyczki. Przez cały czas myśleliśmy, by w trakcie procesu tworzenia albumu chcielibyśmy ją zakupić, ale nie mamy autotune’a. To są po prostu różne plug-iny, które pomagają nam w różny kreatywny i ciekawy dla nas sposób bawić się – w cudzysłowie – głosem i uzyskać nowe kolory, których wcześniej nie znałem. Dzięki temu mogłem używać głosu w inny sposób i sprawiało mi to dużo radości przy tworzeniu tego albumu.

MM: Płytę wyprodukowali lessman i Maurycy Żółtański. To kto opowiadał za co?

Ignacy: Jeśli chodzi o cały proces, to większość materiału zrobiłem z lessmanem, a dwa utwory powstały w kolaboracji ja, Maurycy oraz lessman i wyjątkiem jest wspomniany numer „5/4”, który zrobiłem wyłącznie z Maurycym.

MM: Powiedziałeś, że byłeś już właściwie gotowy do nagrywania tej płyty tuż po wyjściu „Central Park”. Że miałeś już taki pomysł na tę płytę i do tego doszedł ten syntezator. Nie przyszło Ci do głowy na przykład, żeby zremiksować albo zrobić reworka któregoś z utworów „Central Park”?

Ignacy: Te dwa procesy, czyli tworzenia pierwszego albumu i zamykania drugiego się nawet na siebie nałożyły, więc równocześnie zacząłem już robić utwory na drugi album, a jeśli chodzi o robienie, o remiksowanie na przykład starego materiału, to jak najbardziej wydarzyło się to już na moich różnych koncertach.

MM: Jak teraz wyglądają koncerty z materiałem z „Limbo”? Jesteś sam na scenie, odpalasz te wszystkie bity i inne elektroniczne zabawki, czy ktoś Ci będzie towarzyszył?

Ignacy: Gram razem z lessmanem i do tej pory bardzo dobrze nam się razem grało na scenie. Tak było na przykład na Great September i chcemy to kontynuować. Najwięcej gramy na żywych instrumentach i bardzo mało puszczamy z komputera, mimo iż możliwe, że ta muzyka może nas do tego kierować. Ale tutaj rzeczywiście dużo się dzieje na scenie, bierzemy wszystkie klawisze ze studia i pady perkusyjne. W porównaniu do tego, co było kiedyś, gdy grałem z całym bandem, jedyne co musiałem robić, to tylko śpiewać. Teraz mam dużo więcej zadań na scenie i jest dużo bardziej ekscytujące doświadczenie. Zagramy najprawdopodobniej trasę koncertową już na wiosnę.

MM: Tak tytułem puenty: czemu ta płyta jest taka krótka?

Ignacy: Wydaje mi się, że wszystko po prostu spina się w jakąś jedną całość. Nie próbowałem na siłę dodawać utworów, które wydawały mi się zbędne na tym albumie.

MM: To idąc dalej - masz już gotowy trzeci album? Albo zacząłeś pisać trzeci album?

Ignacy: Nie, tym razem postanowiłem trochę wziąć sobie kilka głębszych oddechów i nie zaczynać trzeciego procesu, kończąc drugi. Dlatego powoli kiełkują mi się jakieś pierwsze pomysły na to, jak mogłoby to brzmieć. Zbieram też konkretne zdjęcia, które mnie inspirują i które przemawiają do mnie. Już jakieś pierwsze zarysy tego, jak może brzmieć trzeci album są, ale jeszcze niczego nie zdradzam, bo sam nie wiem, czy to się wydarzy. Mam nadzieję, że za rok już będę wiedział więcej na ten temat.

FOTO: Adam Słaboń

Powiązane materiały