John 'Eddie' Edwards (The Vibrators)

WywiadGrzegorz SzklarekJohn 'Eddie' Edwards

30 stycznia w warszawskim klubie Pogłos wystąpi jeden z klasycznych brytyjskich zespołów punk rockowych The Vibrators. Z tej okazji krótkiego wywiadu udzielił nam perkusista John 'Eddie' Edwards - współzałożyciel zespołu oraz jedyny muzyk z oryginalnego składu grający obecnie w The Vibrators.

- Na początek zapytam o rzecz bardzo istotną: co z nową płytą The Vibrators? Wasz ostatni album "Punk Mania - Return to the Roots" ukazał się trzy lata temu. 

- Mamy już nagrany materiał na nowy album zatytułowany "Past, Present And Into The Future". W sesjach nagraniowych, obok członków obecnego składu The Vibrators, wzięli udział muzycy, którzy nagrali nasz klasyczny album "V2" z 1978 roku. Są to więc: Knox, Gary Tibbs i John Ellis. Obecnie zbieramy fundusze na wydanie tej płyty. Fani mogą nas wspomóc finansowo na platformie crowdfundingowej PLEDGE MUSIC

- Jaką metodę pracy nad nowymi utworami preferujecie? Szybkie rejestrowanie utworów na tzw. "setkę" czy też dłuższe siedzenie w studio nagraniowym i dopieszczanie utworów?

- Stodujemy obie metody. Czasem nagrywamy na żywo, także z solówkami gitarowymi, a czasem trochę "grzebiemy" przy tych piosenkach. To zależy od konkretnej kompozycji. Ale zawsze wszystko zaczyna się od gitary, basu, perkusji i wokalu. 

- Jesteś jedynym muzykiem z oryginalnego składu The Vibrators. Czy czujesz się trochę jak lider tego zespołu, który podejmuje ostateczne decyzje czy też wszystko konsultujecie wspólnie?

- Zawsze staramy się podejmować decyzje wspólnie. Każdy z nas może wyrazić swoją opinię i nie ma mowy o tym, że ktoś decyduje za cały zespół. W ten sposób wszyscy jesteśmy szczęśliwi i nie ma między nami tarć. 

- Wasze dwa pierwsze albumy czyli "Pure Mania" (1977) oraz "V2" (1978) ukazały się w dużej wytwórni płytowej Epic. Kolejne jednak były już wydawane i dystrybuowane przez małe labele niezależne. Dlaczego zdecydowaliście się na taki krok?

- Nasz trzeci album "Guilty" z 1982 roku został nagrany po tym, jak skończył nam się kontrakt z wytwórnią Epic. Zgłosiła się do nas niezależna wytwórnia Cherry Red Records i złożyła nam najlepszą ofertę. To była jedna z czołowych niezależnych wytwórni płytowych w Wielkiej Brytanii na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku. A album ukazał się w Anagram Records czyli "sublabelu" Cheery Red, w którym wydawane były płyty z rockiem gotyckim i punk rockiem.


- Wielu fanów i ludzi z branży muzycznej uważa pierwszy album The Vibrators "Pure Mania" za jedną z najlepszych płyty punk rockowych wszech czasów. Jak sądzisz: co jest takiego wyjątkowego w tym wydawnictwie?

- Myślę, że wyjątkowość polega na tym, że tę płytę tak bardzo lubią nasi fani (śmiech). Była nagrana "na żywo", w krótkim czasie. Może na tym polega jej tajemnica? Poza tym utwory, które trafiły na ten album były przez nas ogrywane na koncertach przez wiele miesięcy poprzedzających ich nagranie w studio. No i nie można zapomnieć o tym, że są to po prostu bardzo dobre kompozycje napisane przez Knoxa (wokalistę The Vibrators - przyp.GS), Johna (Ellisa - gitarzystę The Vibrators, później w The Stranglers - przyp.GS) i Pata (Colliera - ówczesnego basistę zespołu - przyp.GS)

- Czy nagrywając "Pure Manię" czuliście, że powstaje coś wyjątkowego?

- Nie do końca. Ale na pewno był to wspaniały, ekscytujący czas. Wiesz, po raz pierwszy byliśmy w studio nagraniowym, nagrywaliśmy debiutancką płytę, było w nas dużo pozytywnej energii. Wszystko ułożyło się idealnie. 

- Wasza kompozycja "Troops Of Tomorrow" jest często nagrywana przez innych wykonwców, że wspomnę tylko The Exploited, polskiego Vadera czy niemiecką formację Dritte Wahl. Jak myślisz, skąd taka popularność tego utworu?

- Może dlatego, że jest to dość niezwykły utwór? Utrzymany w wolnym tempie, z powoli narastającycm napięciem i znakomitą produkcją Vica Maile. Nagranie tej kompozycji zabrało nam dużo czasu i wysiłku, ale efekt końcowy był jakże odmienny od tego, co wtedy prezentowaliśmy. Uważam, że warto było tę piosenkę nagrać. Jesteśmy z niej do dziś bardzo zadowoleni. 

- Gracie ponad 100 koncertów rocznie. Wolisz występować na żywo czy pracować w studio nagraniowym?

- Onie formy działalności są dla mnie ok. Koncerty są tu i teraz, zaś płyty nagrywam dla potomności. Grając koncerty zarabiam pieniądze, gdyż jak wszyscy muszę płacić rachunki (śmiech). Jestem po prostu szczęśliwy, że mogę to wszystko robić. 

- The Vibrators istnieją już 41 lat. Czy jest coś co chciałbyś zmienić, gdybyś miał możliwość cofnąć czas?

- Wiesz, na pewno mógłbym zarobić więcej pieniędzy, gdybym miał taką możliwość. Ale nie narzekam, gdyż osiągnąłem wszystko, co sobie wtedy, na początku gry w tym zespole, sobie wymarzyłem. Popatrz, gram w tym samym zespole od ponad 40 lat. Długowiecznośc zawsze była dla mnie ważniejsza od pieniędzy. 

- Co dla Ciebie oznacza słowo "punk" w 2017 roku? 

- To po prostu wspaniała muzyka i świetni ludzie przychodzący na nasze koncerty. Mili, serdeczni, lojalni. Dziękuję, że nas wspieracie. 

The Vibrators - Warszawa, Pogłos, 30.01.2017 - WYDARZENIE FACEBOOK

Powiązane materiały