Kosheen

Grupa Kosheen po kilku przerwach, wzlotach i upadkach kontynuuje swoją muzyczną podróż. Z tej okazji aż trzykrotnie zagra w naszym kraju. Wokalistka Sian Evans jest dziś pełna optymizmu dla dorobku grupy i wobec jej dalszych poczynań o czym między innymi opowiedziała w poniższej rozmowie.
MM: 25 lat Kosheen - czy czujecie czas, który minął, odkąd założyliście i jesteście aktywną grupą?
SE: Musiała nastąpić zmiana i w 2016 roku podjęliśmy decyzję o rozstaniu się z dwoma oryginalnymi członkami. To była trudna decyzja. Trasa koncertowa stała się trudna, a atmosfera zrobiła się toksyczna. Sporo czasu zajęło mi dojście do siebie, ale czułam potrzebę występowania i kontynuowania pracy. Mitch był u mojego boku, dołączył do nas Ron. Bez ich miłości, wsparcia i siły nie rozwijalibyśmy się tak, jak dzisiaj. Teraz jesteśmy niesamowitym zespołem. Koncerty brzmią lepiej, niż kiedykolwiek, a my w końcu piszemy.
MM: Płyta "Resist" był wielkim przebojem, także w Polsce. Zawsze byłem ciekaw, czy ta płyta była wektorem dla twoich kolejnych albumów, w tym "Kokopelli", a zwłaszcza - "Damage"?
SE: Pierwszy album "Resist" zebrał razem w studiu trzy bardzo różne osoby w domu w Bristolu. Nikt z nas nie wiedział, w jakim kierunku idziemy. Bristol w tym czasie tętnił życiem nowego ruchu muzycznego. To oczywiście miało na nas wpływ i myślę, że słychać to na tym albumie. Wytwórnia dała nam wolność twórczą i zachęciła do rozwoju. Jak wiadomo, był to ogromny sukces. Z kolei „Kokopelli” powstawał podczas trasy, co jest normą dla każdego nowo powstałego, przebijającego się zespołu. Ruszyliśmy w trasę koncertową, otwierając koncert Faithless, a nasza publiczność się powiększyła. Piosenki na „Kokopelli” są wyrazem tęsknoty, związanej z rozłąką z moim synem. Trasa koncertowa, to nie miejsce dla dziecka, więc piosenki były bardziej złożone i melodyjne, a ja zaczęłam myśleć o sobie - nie tylko jako o wokalistce - ale także jako o autorce tekstów, opowiadającej historie i wykonawczyni. Ciągłe koncertowanie dawało się we znaki, a relacje w zespole stawały się napięte i dysfunkcyjne. „Natomiast „Damage”, nasz trzeci album, odzwierciedlał to w swoich ciemniejszych tonach i tematyce. Tak trudno mi odpowiedzieć, jak to wszystko się rozpadło... Rozwiązanie tego problemu zajęło sześć lat. W tamtych latach współpracowałem i pisałem dla wielu artystów i producentów, zdeterminowanych, by iść dalej i nie pozwolić sobie, by cokolwiek powstrzymywało mnie przed pisaniem. Z wielką dumą i wdzięcznością kontynuuje występy z Mitchem Gloverem - oryginalnym perkusistą Kosheen i razem z Ronem McElroyem. W 2025 roku jesteśmy silniejsi, niż kiedykolwiek. Były trudne chwile, kiedy myślałem, że to już koniec, ale dzięki wsparciu tych chłopaków i mojego zespołu - jesteśmy po drugiej stronie i kochamy koncerty jeszcze bardziej.
MM: Przerwy między albumami były na początku kilkuletnie. Co się stało po wydaniu "Solitude"? Minęło 12 lat od jego wydania.
SE: Połączenie z publicznością na koncertach było ważne i musiało być na pierwszym miejscu. Musieliśmy odzyskać naszą pozycję na światowych scenach i w świadomości naszych fanów. Robiliśmy to w ostatnich latach, a teraz moja uwaga skupia się na pisaniu. Chcę, aby następny album Kosheen był hołdem dla naszych pierwszych 3 albumów. Zabierze nas z powrotem do tych prostszych czasów z uczciwością i prawością. Będzie wyrażała szacunek dla naszej drogi artystycznej i fanów, którzy byli z nami przez cały czas. Aby to osiągnąć, pracuję z niesamowitymi producentami i autorami, którzy dzielą ze mną pasję do undergroundowego brzmienia lat 90-tych i 2000 z mniejszą ilością sztucznych brzmień, ale za to z większą duszą.
MM: Mam wrażenie, że remiksy waszych piosenek były w jakiś sposób kolejną częścią dorobku Kosheen. Masz jakiś ulubiony remiks którejś ze waszych piosenek?
SE: Ciągle zgłaszają się do nas producenci z prośbą o przerobienie muzyki Kosheen, co jest dla nas ogromnym komplementem. Niektórzy artyści tworzą dany remiks i grają go na światowych scenach we wszystkich zakątkach świata. O niektórych słyszymy, podczas gdy inne po prostu latają za darmo. Słyszałem wersję "Hide U" w wykonaniu Sub Focus, którą całkowicie uwielbiam. Kto wie, czy kiedykolwiek zostanie wydany, ale w międzyczasie sprawia, że ludzie tańczą i wyrażają uznanie z powrotem dla Kosheen, dzięki czemu sięgają po naszą twórczość. I za to mogę być tylko wdzięczna.
MM: Kilka razy byłaś wystąpiłaś gościnnie w utworach innych artystów, m.in. DJ Fresha, czy Headhunterz. Domyślam się, że byłaś wyborem tych artystów, a jak dziś postrzegasz współprace?
SE: Uwielbiam współpracować. To ekscytujące wnosić na stół swoją sztukę i splatać ją z cudzą. Albo to działa, albo nie, ale proces zapewnia rozwój wszystkim zaangażowanym i często tworzy coś, czego żadna ze stron nie byłaby w stanie zrobić sama. To rodzaj alchemii.
MM: 3-letnia przerwa dla Kosheena między 2016 a 2019 rokiem była konieczna?
SE: Tak do regeneracji. To było bardzo trudne. Jak rozpad rodziny…
MM: Zespół wciąż żyje w sercach swoich prawdziwych fanów - myślę, że to błogosławieństwo, ale także rodzaj odpowiedzialności, prawda?
SE: Jedyną odpowiedzialnością jest upewnienie się, że nadal budujemy na fundamentach tego, co wytworzyliśmy z naszymi fanami i co rozwinęliśmy przez lata. To więź oparta na uczciwości, szacunku i prawości.
MM: Pamiętam jeden z poprzednich koncertów w Polsce podczas Ursynaliów w 2009 roku. Setlista była jak ‘największe przeboje’. Nadchodzące koncerty w Polsce będą w tym przypadku podobne?
SE: Z pewnością przemierzymy cały katalog, zanurzając się w blasku i cieniu wzlotów i głębi Kosheen. Mam nadzieję, że publiczność zareaguje na wszystkie utwory i mamy nadzieję, że przez cały czas będą czuć nostalgię, wynikającą ze znajomości naszej muzyki,
MM: Czy jest szansa na jakieś nowe nagrania Kosheen?
SE: Tak. Zagramy co najmniej jeden nowy utwór na tych koncertach tutaj w Polsce, aby przetestować odbiór.
FOTO: Yagub Allahverdiyev



