L.U.C.

L.U.C. ponownie na ścieżce hiperaktywności – przynajmniej tej artystycznej. „Dialog 2”, czyli kolejna odsłona projektu, który realizuje z wraz Rebel Babel Ensemble, rozprawia się ze światem, w którym żyjemy – przede wszystkim lirycznie. Mimo intensywnego czasu, Łukasz znalazł chwilę, by opowiedzieć nie tylko o tym, ale także o innych projektach, w które był i jest wciąż zaangażowany.
MM: Od wydania „Dialog 1” minęło 6 lat. W międzyczasie wydarzyło się kilka innych projektów muzycznych w Twoim życiu. A jaki miałeś pomysł na „Dialog 2”, bo rozumiem, że jest to w jakiś sposób rozwinięcie części pierwszej?
L.U.C.: Droga do tej płyty była bardzo krnąbrna, tak jak zresztą ostatnie lata. Pandemia zweryfikowała wiele planów, bo chcieliśmy wyjść z tym projektem poza Europę. Potem wybuchła wojna na Ukrainie, która również wiele zmieniła. Prace, które toczyliśmy nad płytą, której celem było podkreślenie relewantności problemów klimatycznych, musiały zmienić swój kierunek. Jeszcze 3 miesiące temu„Dialog 2” liczył dwie płyty. W pewnym momencie jednak dokonałem samurajskiego cięcia. Było tego po prostu za dużo i zrobiło się zbyt chaotyczne. Część nagrań pochodziła z początku prac, a więc sprzed 3 lat, a druga, to już rzeczy nowsze. Stąd ten koncept uległ zmianie. Miałem poczucie, że świat w ostatnich latach oszalał już zupełnie. Żeby było ciekawiej – po drodze zrobiliśmy projekt Rebel Babel z Muzeum Jazzu w Nowym Orleanie, który jest właściwie „Dialogiem 3”, a który był oparty na samplach z dwudziestolecia międzywojennego. W nim próbki z nagrań Warsa, czy Kapera przeplataliśmy brzmieniami nowoorleańskiego jazzu. Mieliśmy w tym świetnych muzyków: trębacza Kevina Louisa,Mateusza Pospieszalskiego, czy legendę turntablismu – DJ-a Q-berta, z którym zagraliśmy właśnie w Muzeum Jazzu w Nowym Orleanie. Strasznie mnie to kręciło, bo nie było chyba płyty hiphopowej opartej o sample z tamtej epoki. Ten projekt ukazał się na razie jedynie w formie 30-minutowego video, natomiast płyta wyjdzie w Muzeum Jazzu w Nowym Orleanie w przyszłym roku. Wracając do „Dialogu 2” – ostatnie lata patrząc na chaos informacyjny, przewrót ideałów i nijakość współczesności skojarzyły mi się cyrkiem i stąd taki koncept oraz okładka.
MM: Jak zwykle na płycie jest mnóstwo gości. Śledząc twoją twórczość od dawna, zastanawiam się,czy na tym etapie są artyści, którzy Ci odmawiają?
L.U.C.: Tak, zdarza się. Madonna się nie zgodziła (śmiech). Miał być singiel z Kayah, ale nie zdążyliśmy ostatecznie - wola jednak była. Chciałem zaprosić Taco Hemingwaya, bo ucieszyłem się, kiedy zaczął pisać o poważniejszych tematach i otwierać ludziom głowy, ale tu odbiłem się od managementu. Rynek polski się pod tym względem bardzo sprofesjonalizował. Zrobił dość selektywny i zimnobiznesowy. Zdaję sobie sprawę, że nasz projekt nie ma największego hype’u w kraju i jest trochę pod prąd, więc nie każdemu to pasuje, choć sama jego idea jest raczej artystom bliska. Dlatego czasem udaje się nam zaangażować legendarnych artystów - bo rozumieją nasz koncept i misję.
MM: Na „Dialogu 2” kilka utworów zwróciło moją uwagę. Przede wszystkim „Więcej”, gdziepojawia się Grzegorz Markowski i Patrycja. Kto ułożył słowa refrenu do tego utworu?
L.U.C.: Je stworzyliśmy akurat wspólnie. Ten refren nawiązuje do Perfectu. Od lat marzyłem, by spotkać się muzycznie z Grzegorzem i w tym pomogła Patrycja. Działaliśmy w okresie pandemii, więc oboje nagrali swoje partie i je dosłali. Cieszę się, że ten utwór wyszedł. To nie tylko kultowi artyści, ale też fajni ludzie.
MM: W „Historii i Teraźniejszości” Peja nawinął zwrotkę autobiograficzną, Abradab publicystyczną, natomiast ten chór przypomina ten z greckiej tragedii.
L.U.C.: Tak, gdy dograliśmy ten ukraiński chór, to całkowicie zmienił się charakter tego utworu. Nagrywaliśmy go Trójmieście i to jest chór, składający się z kobiet, które uciekły z Ukrainy. Teraz został on wzbogacony także o głosy męskie.
MM: Dwa wersy z utworu „Jak żywić karka z nietolerancją białka” mocno zapadły mi pamięć: Jak smażyć racuchy, by cera była gładka oraz Jak smarować się masłem, by nie zgubić zegarka.
L.U.C.: (śmiech) To jest numer nawinięty w stylu starego L.U.C. Przyznam, że świat współczesny i rodzicielstwo przygniata tak bardzo na co dzień, że trudno mi się pisze takie rzeczy. Ponieważ jednak młody zaczyna coraz więcej mówić, to mam nadzieję, że takie zabawy słowem będziemy częściej uskuteczniać. Bardzo mi brakuje takiego luzu i naturalnej zabawy w obecnym świecie. Żyjemy w świecie, w którym każdy bierze sobie taką prawdę, jaką chce i nie szuka tej rzeczywistej. To puenta naszego cyrku. Na koncertach jednak myślę, że będzie to wszystko trochę lżej zaserwowane, niż na płycie.
MM: Powiedziałeś gdzieś, że „Brasswood”, to najstarszy utwór na płycie. Tymczasem to są właściwie dwa utwory w jednym.
L.U.C.: Tak, on zaczyna się od chilloutu, a potem wjeżdża w taneczną imprezę. To poniekąd odwzorowanie naszego sopockiego festiwalu, który odbędzie się 29.07 w Operze Leśnej.
MM: Jak wspomniałem – śledzę Twoje dokonania od dawna i zawsze wydawało mi się, że Twoja hiperaktywność powoduje, że jest Cię co najmniej trzech. Gdy nadeszła pandemia, to musiałeś chyba bardzo zwolnić?
L.U.C.: Po części tak, ale nie było to pełne zwolnienie obrotów. Kiedy przyszła pandemia, to postanowiłem spełnić swoje marzenie i w wieku 40 lat zmierzyłem się z muzyką filmową. I gdy wszyscy siedzieli w domach i oglądali Netflixa, ja akurat tworzyłem muzykę do filmu „Wszyscy moi przyjaciele nie żyją” dla tej platformy (śmiech). Także intensywnie nad tym działałem, bo zawsze taka praca wydawała mi się wyzwaniem. Ale przyznaję, że też siedziałem w domu więcej i dla mnie był to jeden z piękniejszych okresów życia, bo odkryłem inny rytm, że można wyjść na spacer w sobotę rano z rodziną i zaplanować trening co tydzień o tej samej porze. Że można zaplanować weekend bez patrzenia w telefon. To wiele zmieniło w moim świecie. Wcześniej nie miałem świadomości, że to naturalnie dobre. Złapałem spokój, zadbałem trochę o poszarpane koncertami zdrowie. I kiedy teraz wszystko wróciło do względnej normy, jestem zmęczony tym całym zapierdzielem. Przed pandemią kula śnieżna Rebel Babel powodowała, że turlałem się już bez składu i ładu. Miałem sporo problemów, zasłabnięcia itd. Od złej diety doigrałem się insulinooporności itd. Prowadząc samochód, musiałem zjeżdżać i nagle zasypiałem od skoków cukru itd. Kompletne przebodźcowanie. Działanie z Rebel Babel Ensemble w pewnym momencie nas przerosło, bo granie z setkami ludzi generuje setki problemów. Do tego brak instytucjonalnych pieniędzy na realizację wszystkich przedsięwzięć i brak siedziby personelu, teamu itd.
MM: W jaki sposób będziecie grali koncerty z tym materiałem?
L.U.C.: Mamy taką metodę, że gramy z Rebelem mniej koncertów, ale są one większe. I wtedy też jest łatwiej zaprosić gości. Zamierzamy grać w najsilniejszym składzie instrumentalnym i na pewno będziemy zapraszać lokalne orkiestry, w zależności od miasta, w którym się pojawimy. Taki jest bowiem jeden z celów tego projektu. I te składy się kapitalnie mieszają - plus spełniają marzenia dzieciaków i studentów, którzy nagle mogą zagrać na świetnych festiwalach z topowymi solistami, których zapraszamy. Myślę, że najwięcej koncertów zagramy jednak w mniejszych składach - z zawodowcami.
MM: Tytułem puenty: jaki jest status Kanału Audytywnego?
L.U.C.: Zawieszony, a właściwie zamknięty. Kanał jest takim dziwnym projektem, bo myślałem, że nikt nas nie słuchał, a teraz słyszę mnóstwo pytań takich jak to. Nie czuliśmy hype’u, mimo iż to był czas wrocławskiego brzmienia. Nie wiem, czy wrócimy do tego projektu. Ile razy próbuję wrócić to albo spadam do zapadni albo zawiesza się cały sprzęt i gramy jedną pętlę 15 minut, jak na koncercie na OFF festiwalu. Rebel Babel Ensemble to teraz mój ulubiony zespół, który czasem miewa całkiem sporo z Kanału Audytywnego. Pamiętasz to w kanale zaczęła się moja przygoda z trąbką (śmiech). Teraz łączymy ich setki i tysiące w kosmicznych brzmieniach.
