Marek Majewski (Osada Vida)

Jedna z najbardziej cenionych, polskich grup prog-rockowych Osada Vida wydała właśnie nowy album "The After-Effect". Z tej okazji porozmawialiśmy z jej wokalistą Markiem Majewskim.
- Czy „The After-Effect” jest “concept albumem”?
- Nie. Ten album jest zbiorem wolno “rozstrzelonych” piosenek, które tworzą charakterystyczną całość. Osada Vida odchodzi od tworzenia „concept albumów”. Pod to miano można było podciągnąć trzy pierwsze płyty naszego zespołu. Teraz interesuje nas nagrywanie utworów, które wychodzą z rocka progresywnego, ale niekoniecznie trzymają się tej stylistyki. Dlatego na „The After-Effect” postanowiliśmy wymieszać brzmienia trudniejsze rodem z pierwszych płyt Osady Vidy z ładnymi melodiami. Chodziło nam o zarejestrowanie czegoś, co zawsze gdzieś tam tkwiło w naszych duszach czyli piosenkowości.
- Jaka jest tematyka tej płyty?
- Jeśli chodzi o warstwę tekstową, to wciąż prowadzę rozważania na temat istoty ludzkości. Nie będę udawał mądrzejszego niż telewizja, ale mam w głowie swoje przemyślenia. A wynikały one między innymi z zalążków melodii, które dostawałem od kolegów z zespołu. Na bazie tych szkiców powstawały początki linii melodycznych, co z kolei niosło ze sobą warstwę tekstową. Temat relacji międzyludzkich i psychologii człowieka jest tak otwarty i rozległy, że można stworzyć dziesiątki albumów. Jest to także dobry sposób, by zwrócić uwagę na pewne naleciałości we współczesnym społeczeństwie. Utwór „Haters” jest uderzeniem w tych, którzy w niewybredny sposób krytykują innych ludzi w Internecie. W kompozycji tej zadaję pytanie, czy pisanie takich bzdur jest rzeczywiście konieczne. Chciałem zapytać autora potencjalnej krytyki, czy byłoby mu miło, gdyby ktoś jego zaatakował w taki sposób? Z kolei utwory „I’m Not Afraid” i „King Of Isolation” traktują o samotności człowieka. Opowiadają o osobach, która żyją w wirtualnym świecie przed komputerem i nie interesuje ich to, co się dzieje wokół nich i alienując się, tracą istotę człowieczeństwa.
- Skąd pomysł na tytuł „The After- Effect”?
- To pomysł moich kolegów z zespołu. Tytuł ten ma odniesienie do tego, co się obecnie dzieje z Osada Vida. Mówię o zmianach personalnych, do jakich doszło ostatnio oraz o zmianach stylistycznych, o których już wspominałem. Weszliśmy na nową drogę rozwoju. Dlatego „The After-Effect” jest hasłem, które ma pokazać, że jest to coś nowego.
- Wspomniałeś o zmianach personalnych. W ostatnim roku w składzie Osada Vida pojawiali się dwaj nowi muzycy: perkusista Marek Romanowski i gitarzysta Janem Mitoraj. Jaki był ich wpływ na brzmienie zespołu na nowej płycie.
- Mieli ogromny wpływ. W największym stopniu Jasio Mitoraj, którego uważam za bardzo utalentowanego, młodego gitarzystę. Wszystko, co chce osiągnąć jest u niego bardzo przemyślane. Nie wspominam tu już o jego umiejętnościach muzycznych. Jego zagrywki czy riffy idealnie wpasowały się w brzmienie innych instrumentów. On także zaaranżował wszystkie partie instrumentów smyczkowych na nowym albumie. Rozpisał je na partytury i przekazał niezwykle zdolnemu kwartetowi smyczkowemu z Katowic.
Marek Romanowski swoim kunsztem gry na bębnach spowodował, że cały materiał jest dobrze „osadzony” i odpowiednio „bujający”. Marek miał o tyle ciężkie zadanie, że dołączył do zespołu miesiąc po rozpoczęciu pracy nad nową płytą. Część materiału była już wówczas skomponowana. Musiał okiełznać piosenki już powstające i dopasować je w krótkim czasie do klimatu zespołu. Zrobił to genialnie.
-Gracie dużo koncertów poza granicami Polski i cieszycie się uznaniem zagranicznych fanów. Co jest takiego w Waszej muzyce, co przyciąga tych ludzi do Osada Vida?
- Myślę, że oryginalność. Nie wiem czemu, ale Osada jest często porównywana do innych polskich zespołów, takich jak na przykład Riverside. Niekoniecznie siedzimy w tym klimacie. My mamy własny styl, który jest wszędzie rozpoznawany, oczywiście wśród fanów takiej muzyki. W Polsce jest dziwna sytuacja z nowościami. Na początku nowe zjawiska czy zespoły są niedoceniane, ale dopiero jak odniosą sukces poza granicami naszego kraju, robi się na nie u nas boom. I to mnie martwi. W Polsce jest mnóstwo utalentowanych wykonawców, którzy grają na światowym poziomie. Ale dopóki nie osiągną sukcesu zagranicą, nie mają szansy na przebicie się u nas. Wiele osób w Polsce nie ma nawyku kupowania płyt, szukania nowych zespołów czy chodzenia na koncerty. A takie możliwości daje Zachód. Tam ludzie są bardziej otwarci na nowości muzyczne i poszukiwanie. To się oczywiście zmienia u nas na lepsze, ale bardzo powoli.
- Czujecie się bardziej zespołem koncertowym czy studyjnym?
- I to i to. Widać w nas radość z grania, choć zespół istnieje już tyle lat. Lubimy komponować nowe utwory, ale także kochamy prezentować naszą muzykę na koncertach. A ta radość to także zasługa naszych dwóch nowych kolegów.
- Macie plany na nowe nagrania?
- Tak, nie chcemy spoczywać na laurach. Zaraz po Nowym Roku zaczną powstawać nowe kompozycje, aby kolejna płyta Osada Vida ukazała się w 2015 roku. W między czasie chcielibyśmy wydać koncertowe DVD, które chcielibyśmy nagrać w oryginalnym miejscu. Zobaczymy, co wymyślimy.
- Dziękuję za rozmowę.
- Także dziękuję.

