Margaret

Nasza rozmowa z Margaret, jedną z naszych najpopularniejszych wokalistek pop, podbijającą od kilku lat rynki muzyczne po obu stronach Atlantyku. Artystka wydała właśnie swój pierwszy minialbum jako Margaret zatytułowany "All I Need".
- Jesteś piosenkarką, prowadzisz bloga o modzie, występujesz jako modelka. Która z tych ról jest Ci najbliższa?
- Zdecydowanie jestem przede wszystkim piosenkarką.
- Czy po wydaniu tej płyty można powiedzieć, że jesteś również autorką tekstów?
- Co prawda brałam udział w pisaniu tekstów na ten album, ale nie nazwałabym siebie tekściarską. Piszę teksty bardzo długo, przeżywam je. Mam ich dużo na koncie, ale akurat na tej płycie jest tylko jeden tekst mojego autorstwa. Podczas sesji nagraniowych powstało 15 utworów, z których na krążek trafiło 6. Dokonując tego wyboru kierowaliśmy się raczej poziomem piosenek, a nie tym, czy do danego utworu napisałam tekst.
- Teksty na „All I Need” są w większości autorstwa Thomasa Karlssona. Jak odnalazłaś się w tekstach pisanych przez mężczyznę.
- Ja i Thomas jesteśmy przyjaciółmi i znamy się bardzo dobrze. Przed napisaniem tekstu spotykamy się i rozmawiamy o tym, jaki temat ma poruszać piosenka. Każdy tekst jest o mnie i w każdym z nich się odnajduję. Na przykład w utworze „All I Need” jest poruszona kwestia muzyki.
- Wspomniałaś, że wybrałaś sześć z piętnastu utworów. Dlaczego tylko tyle trafiło na „All I Need”?
- Szczerze mówiąc, niektóre z tych piosenek nie były wystarczająco dobre. Wolałam więc wydać płytę z sześcioma świetnymi kompozycjami niż album z kilkunastoma, z których część byłaby słaba. Każdy z tych sześciu utworów bardzo mi się podoba i ma w sobie to COŚ.
- Czy można więc traktować „All I Need” jako zapowiedź kolejnego wydawnictwa z większą ilością piosenek?
- Tak, właśnie pracujemy nad nowymi utworami. Będzie ich na pewno więcej niż w przypadku „All I Need”, więc będę miała większe pole manewru przy wyborze kompozycji na nowy album.
- Jak doszło do Twej współpracy z Antem Whitingiem (współpracownik między innymi M.I.A.), który wyprodukował między innymi Twój przebój „Thank You Very Much”?
- Rok po moim występie na „Top Trendy” w Sopocie, brytyjska wytwórnia, z którą współpracuję uznała, że pierwotna wersja „Thank You Very Much” jest za mało „brytyjska”. Zaproponowali więc Anta Whitinga jako producenta, który dostał zlecenie przearanżowana tego utworu na potrzeby rynku brytyjskiego. I moim zdaniem piosenka brzmi teraz o wiele lepiej.
- Twoje piosenki są znane w USA oraz wielu krajach Europy. Jaki jest ich odbiór wśród tamtejszej publiczności?
W krajach takich jak Rosja, Ukraina, Niemcy, Austria, Francja czy Hiszpania, są one prezentowane na wysokich rotacjach w stacjach radiowych. Koleżanka z Chorwacji napisała mi ostatnio, że słyszała tam moją piosenkę. W Anglii jest z tym gorzej, bo to ciężki rynek do zdobycia. Ale powoli moja twórczość zdobywa coraz większą ilość słuchaczy, co oczywiście bardzo mnie cieszy.
- Skończyłaś szkołę muzyczną pierwszego stopnia w klasie saksofonu, potem występowałaś w musicalu w Szczecinie, śpiewałaś poezję. W którym momencie zapadła decyzja, że będziesz występować jako Margaret w takiej a innej stylistyce muzycznej?
- Nie było takiej decyzji. To wyszło bardzo płynnie. Gdy nagrywałam „Thank You…” realizowałam także muzykę do filmów i reklam. I nagle zrozumiałam, że „Thank You…” zajmuje mi najwięcej czasu, że jest najbliższe memu sercu. Postanowiłam więc poświęcić się karierze jako Margaret.
- Jaki wpływ na Twoją obecną karierę miała wspomniana już szkoła muzyczna i Twój udział w musicalu „Rent”?
- Jak wspomniałeś, kończyłam klasę saksofonu. I bardzo mnie to rozwinęło muzycznie. Mój umysł otworzył się na nowe rodzaje muzyki, na harmonie. Potem, zaczęłam interesować się muzyką jazzową. Jeździłam do słynnej szkoły muzycznej w Katowicach na prywatne zajęcia, brałam też udział w zajęciach ogólnodostępnych ze studentami. Także to mi bardzo pomogło, ale na szczęście w odpowiednim momencie się z tego „wymiksowałam”.
- Wyobrażasz siebie występującą z zespołem rockowym?
- Przyznam, że nie, bo to nie moja muzyka. Co prawda wychowałam się na O.N.A., ale nie umiałabym się w tym odnaleźć, bo nie mam takiego wokalu.
- A propos O.N.A: jak podoba Ci się przemiana Agnieszki Chylińskiej, jaką przeszła w ostatnich latach?
- Bardzo mi się podoba. Cenię w niej to, że zrobiła totalną woltę stylistyczną i jest równie dobra jak kiedyś, gdy śpiewała w O.N.A. Podziwiam jej odwagę, bo zmienić wizerunek drapieżnej rockmanki na łagodną wokalistkę śpiewającą do klubowych rytmów, to naprawdę wielka rzecz.
- Byłabyś w stanie zrobić nagle taką woltę?
- Tak, jak najbardziej. Na przykład marzę, by pójść kiedyś w stronę muzyki filmowej.
- Jak wyglądałby film z Twoją muzyką?
- Przede wszystkim, to chciałabym coś nagrać z Ennio Morricone (śmiech). A mój film byłby filmem akcji, choć bardzo lubię sceny liryczne.
- Czyli Twoja muzyka w lirycznych przerywnikach w filmie akcji?
- Tak (śmiech).
- Myślałaś o wydaniu remiksów Twych piosenek?
- Przyznam, że nie. Ale jeśli miałabym to zrobić, to chciałabym, aby brzmiały one jak Disclosure.
- Twoje plany na najbliższe miesiące?
- Dużo pracy nad promocją „All I Need”. Między innymi 8 sierpnia wystąpię w warszawskim klubie Iskra. Serdecznie zapraszam. Potem promocja w Niemczech, a od jesieni planuję grać jak najwięcej koncertów. No i praca nad nowymi piosenkami, o czym już wspominałam wcześniej.

