Michał Pepol

WywiadMaciej MajewskiMichał pepol
Michał Pepol

W ostatnich miesiącach pojawia się coraz więcej wydawnictw, będących hołdem dla Kory Jackowskiej. Takowe wydali m.in. Natalia Przybysz, czy Ralph Kamiński, interpretując teksty wokalistki Maanamu. Wiolonczelista Michał Pepol stworzył jednak pod tym względem coś wyjątkowego – na płycie „Kora nieskończoność” wykorzystał oryginalne ścieżki wokalne Kory i nagrywając do nich zupełnie nowe aranżacje, co czyni zeń album dość impresyjny. W poniższej rozmowie artysta opowiedział o realizacji tego przedsięwzięcia, zdradzając przy okazji wiele interesujących szczegółów.

MM: Co było bezpośrednim impulsem do stworzenia tej płyty, bo wiem, że to Ty wyszedłeś z inicjatywą pierwszy i odezwałeś się do Kamila Sipowicza?

MP: Z 4 lata temu zrobiłem utwór „Ta noc jest do innych niepodobna”, który zresztą wisi na moim kanale YT jako demo. Puszczałem to różnym ludziom i większość z nich sugerowała, by zrobić więcej takich utworów. Wówczas wydawało mi się, że granie samej melodii bez słów jest totalnym kiczem. Kojarzyło mi się to z 2Cellos – takim popowym projektem na dwie wiolonczele. To jest coś, czego chciałem uniknąć. W związku z tym wydawało mi się, że nagrywanie piosenek Maanamu bez słów, bez głosu jest pozbawione sensu. Ktoś więc rzucił: a dlaczego nie użyć do tego wokali Kory? Zacząłem się nad tym zastanawiać i zajęło mi to dobre z pół roku, zanim zdecydowałem się odezwać do Kamila Sipowicza. Wówczas miałem już pierwsze pomysły aranżacyjne, więc pewna baza do działania była.

MM: Wiem, że otrzymałeś od niego pliki oraz taśmy studyjne. Czy archiwum Kory zostało zdigitalizowane?

MP: Nie wydaje mi się. Z taśmami problem był taki, że nie miałem ich na czym odtworzyć. Po wielu próbach dopiero udało mi się to zrobić w studiu Polskiego Radia. Tam zresztą praca też nie była łatwa, bo te taśmy się zatrzymywały. Trzeba było wielokrotnie je przewijać i odtwarzać ponownie. To nie były materiały złej jakości, chociaż mają ponad 25 lat i więcej. Natomiast się rozmagnesowują, mają różne naloty na sobie itd. Tak naprawdę to była końcówka ich zastosowania, więc tym bardziej się cieszę, że mogliśmy z nich z korzystać. Dlatego od razu to, co udało mi się z tych taśm wydobyć, starałem się digitalizować. Myślę, że potraktowanie w ten sposób całego archiwum Kory wymaga zapału, ogromu czasu, pieniędzy i cierpliwości.

MM: Grasz na szeregu instrumentów na tej płycie, w tym na instrumentach perkusyjnych. Nietypowo jak na wiolonczelistę.

MP: Tak, to były instrumenty perkusyjne, które sam sobie konstruowałem. Resztę też sam dogrywałem, korzystając z sampli oraz z oczywiście z plików z wokalami Kory. Był też preparowany fortepian, instrumenty elektroniczne.

MM: Przechodząc do zawartości płyty –„KCKM”, czyli „Kocham Cię Kochanie Moje” zapowiada niejako słowami Kory inny utwór - „Opium”. Jego fragment się pojawia pod koniec.

MP: To dlatego, że pierwotnie w zamyśle miał to być jeden utwór. Podzieliłem go, ponieważ, gdy skończyłem „KCKM”, to chciałem, by ta końcówka była takim bridgem z „Opium”. W żaden jednak sposób mi się to nie łączyło pozytywnie. Zależało mi, by „KCKM” było utworem jasnym, natomiast „Opium” chciało być mroczniejsze. Uznałem zatem, że najlepiej będzie, gdy je rozdzielę.

MM: Wiem, że Kora nie przepadała za „Kocham Cię Kochanie Moje”. Ty zaś użyłeś kilku różnych jej wokaliz, które pierwotnie nagrała do tego utworu.

MP: Są tam wokale Kory z różnych okresów. Zaśpiewane wolniej i delikatniej oraz zapis, gdy po prostu czyta ten tekst. A Kora rzeczywiście znielubiła ten utwór, bo był wielkim przebojem i po prostu za często go z Maanamem musieli grać na koncertach.

MM: Bit w „Słowie węża” brzmi natomiast jak maszynownia statku.

MP: Istotnie, choć to jest kilka dźwięków: bicie serca, dźwięk pedału fortepianu, silnik promu oraz dźwięk uderzeń w blachę, który nagrywałem w Bieszczadach. To wszystko połączyłem w jeden bit.

MM: A te fale, które słychać w „Szale w Kadyksie” też nagrywałeś sam?

MP: Tak, będąc na La Gomerze, nagrałem dźwięki Oceanu Atlantyckiego. Musiał być Atlantyk, skoro była mowa o mieście Kadyks, który nad Atlantykiem leży.

MM: Zastanowił mnie też dźwięk na początku „Oko-okO”, który przypomina trochę didgeridoo.

MP: To jest głos Kory! Zainspirowałem się kompozycją Alvina Luciera. On w utworze „I Am Sitting In A Room” odtwarzał w głośniku nagrany przez siebie tekst i to odtworzenie nagrywał. Potem tą nagraną ścieżkę odtwarzał z głośników i ponownie nagrywał. I tak 32 razy, aż doszedł do czystego noise’u, ponieważ każde kolejne odtworzenie niwelowało głos. Zrobiłem tak samo.

MM: I może dzięki temu ten utwór ma taki odrealniony charakter snu.

MP: Na tym też mi zależało. Nie chciałem, żeby ten album odstraszał, dlatego tak go poukładałem, żeby miał jak najbardziej przyswajalną formę. Stąd początek, który jest raczej łagodny i wprowadzający, potem są utwory, poszerzające nieco percepcję odbioru, a pod koniec wracamy do spokojniejszych form.

MM: Przypuszczam, że najwięcej ścieżek wokalnych Kory użyłeś przy najważniejszym utworze na płycie, czyli „Nirwanie Kory”?

MP: Tak, w tym utworze tych ścieżek jest kilkanaście, czy może nawet kilkadziesiąt. I tu też najwięcej wykorzystałem materiału z taśm, które otrzymałem od Kamila, bowiem na nich wokale były najlepszej jakości.

MM: Mówiłeś w jednym z wywiadów, że po drodze były problemy prawne, wynikające z uzyskania zgody na wykorzystanie głosu Kory.

MP: Owszem, długo oczekiwałem na decyzje, tudzież zgody na użycie tych wszystkich nagrań Kory. By móc wykorzystać te próbki, musiałem poprosić o pomoc mojego managera.

MM: Z kolei „Reggae Kory” to chyba najlepszy pomysł samplingu na tej płycie.

MP: Przyznaję, że na samplingu się nie znam. Po prostu się tym bawię.

MM: A jak było z jedynym utworem, czyli „Lulunia”, w którym pojawił się Twój głos? Ta chóralność czyni z niego właściwie gospel.

MP: Każdą ścieżkę wokalną nagrywałem osobno, aż powstał taki efekt chóru. Cieszyłem się, że mogę zaśpiewać z Korą.

MM: „Miasteczko Lalalaj” brzmi jak fragment muzyki dawnej. Zastanawiam się jednak, gdzie tu są instrumenty perkusyjne?

MP: Użyłem kamertonów, które zaliczyłem właśnie do grupy instrumentów perkusyjnych, bo brzmią trochę jak wibrafon. Każdy z nich wydaje inny dźwięk, który przypomina starą elektronikę. Nagrywałem je też osobno i każde dokładałem do nagrania osobno.

MM: „Leżę Cicho” to jest to demo, o którym wspomniałeś na początku? Brzmi niczym muzyka filmowa.

MP: Tak, to jest to pierwsze nagranie, które popełniłem, chociaż w wersji na płycie zostało nagrane profesjonalnie w studio. Jest tam fortepian, który jednak brzmi jak dzwon, są cykady i wiolonczela.

MM: Nagrałeś płytę, która praktycznie nie ma szans się zestarzeć. Poza tym myślę, że nadaje się do dalszego remiksowania.

MP: Dziękuję! Mam taką nadzieję. Wydaje mi się, że to nie tyle hołd, ile po prostu moje impresje połączone z wokalami Kory. Podszedłem do tego bardzo chirurgicznie. Ostatni utwór „Wszystko skończyło się” mimo smutnego tytułu, ma jednak w sobie jakąś nadzieję. I to z nią chciałbym zostawić słuchaczy. Na ostatnie partie głosu Kory nałożyłem efekt telefonu, bo chciałem, by brzmiało to jak głos z zaświatów. A na remiksy jestem otwarty. Natomiast nie chciałbym, żeby to było tylko dołożenie, czy zmienienie bitu, ale by przypominało to np. niezwykle rozbudowane remiksy Bjork. U niej z utworu remiksowanych powstają zupełnie nowe kawałki.

MM: Grasz już koncerty z tym materiałem. Czy jest na nich miejsce na improwizacje?

MP: Jak najbardziej. Wiolonczela mi na to pozwala i mogę popłynąć. Wokal Kory jest w tym jednak najważniejszy, ja jestem takim trochę przewodnikiem po tej muzyce.

MM: Co dalej masz w planach?

MP: Niebawem nagram płytę solową stricte wiolonczelową w różnych konfiguracjach i złożoną z muzyki różnych kompozytorów. W styczniu startuje mój minifestiwal „Dotykafonie” w Nowym Teatrze. Napisałem też muzykę towarzyszącą książce – to międzynarodowe wydawnictwo, bo zlecenie jest z Luksemburga. Poza tym mam mnóstwo nowych solowych pomysłów i chciałbym móc to wszystko zrealizować. Do tego oczywiście koncerty m.in. z Royal String Quartet. Sporo się dzieje i bardzo się cieszę, że mogę działać na tylu polach.

Powiązane materiały