MIN t

Martyna Kubicz, działająca pod szyldem MIN t wydała pod koniec listopada 2017 roku album „Assemblage”. Owoc dwuletniej pracy przyniósł ciekawą mieszanką elektroniki, r&b i neo soulu. Mieszkająca na co dzień w Berlinie artystka, wystąpiła tego lata na kilku festiwalach. Spotkaliśmy się po jej występie na OFF Festivalu. Towarzyszył jej perkusista Gniewomir Tomczyk. Poniżej zapis naszej rozmowy.
MM: W wywiadach z Tobą przewija się wizerunek artystki tworzącej mroczną elektronikę. Tymczasem na OFF Festivalu zagrałaś bardzo pogodny set. Mało tego – sama też emanujesz śmiałą, pozytywną energią.
MIN t: Myślę, że to wina mojego debiutu i singla „Goodbye To The Lullaby”, który jest trochę mroczniejszym, deephouse’owym kawałkiem i za jego sprawą tak zostałam zaszufladkowana. Początkowo grałam w klubach, proponując sety elektroniczne i techno. Natomiast „Assemblage” jest płytą bardziej instrumentalną, „żywą”. Piosenki, które się na niej znalazły nie są już tak mroczne, czy depresyjne.
MM: To Berlin Cię tak ośmiela?
MIN t: (śmiech) Chyba tak. Berlin może kojarzyć się z alternatywną elektroniką. Natomiast bardzo wzbogaciłam tam swoją edukację muzyczną, kiedy poszłam do szkoły muzycznej i zaczęłam spotykać prawdziwych muzyków, a nie tylko producentów. Szkołę ukończyłam i rozpoczęłam współpracę z wieloma ludźmi. Jednocześnie zaczęłam też słuchać dużo różnej muzyki. Berlin jest pełny różnych gatunków muzycznych, a nie tylko elektroniki. Tam można czerpać ze wszystkiego, z każdej sceny. Z drugiej strony wydaje mi się, że to Polska jest bardziej zamknięta na muzykę elektroniczną. Gdy idziesz do klubu np. we Wrocławiu, to trafiasz głównie na muzykę techno.
MM: Zauważyłem również, że na żywo bawisz się wokalem dużo bardziej, niż na płycie. Na bębnach wspiera Cię Gniewomir Tomczyk. Jak to wygląda? Podbija bity, które sama generujesz, czy pół na pół?
MIN t: Zgadza się, na żywo bawię się wokalem, bo jest ku temu szersze pole. Jeśli chodzi o aranże utworów z płyty, to te były już zrobione wcześniej. Pomógł mi przy nich perkusista Rafael Brunner - Austriak, mieszkający w Niemczech oraz Fredrik Blank – gitarzysta ze Szwecji. A ponieważ logistycznie często niemożliwe jest, byśmy grali razem koncerty, to pomaga mi Gniewek, który potrafi zagrać wszystko (śmiech).
GT: Wziąłem te bity, które opracowane były wcześniej i trochę je „wzbogaciłem”. Zawsze staram się dodać także coś od siebie, jeśli mam taką możliwość. Dzięki temu muzyka ewoluuje. Oczywiście wszystko odbywało się pod okiem, a przede wszystkim uchem szefowej (śmiech).
MM: Czy ja dobrze widziałem, że w pewnym momencie przebiłeś werbel?
GT: Nie, mam na swoim werblu trzy opcje brzmienia. Jedno jest z taką „grzechotką”, drugie jest czyste, a trzecie z tłumikiem. Dobieram je według potrzeb do poszczególnych numerów.
MM: Widziałem, że masz klawisz Roland AX-7 Midi, natomiast nie grasz na nim tak jak większość – jak na gitarze. Dlaczego?
MIN t: Pierwszy zamysł był taki, że rzeczywiście będę go zdejmowała i grała, jak większość. Okazało się jednak, że jest on trochę niewygodnym instrumentem. Musiałabym odłączać go od komputera i podpinać pasek. Do tego jest dość ciężki… Gdybym miała tylko tego Rolanda, to nie byłoby problemu. A kupiłam go, bo Casey Benjamin, grający z Robertem Glasperem zawsze na takim gra, choć używa go jako vocodera. Też tak zawsze chciałam (śmiech). Ostatecznie jednak wykorzystuje go jako MIDI kontroler, chociaż spełnia swoją funkcję designerską (śmiech).
MM: Domyślam się, że set zmieniasz z koncertu na koncert. Ciekawie też wzbogacasz poszczególne utwory wstawkami instrumentalnymi, co wcale nie dziwi, skoro jesteś wykształconą pianistką. Ile tego akustycznego grania jest w Twojej muzyce?
MIN t: Tak naprawdę na te wstawki mogę sobie pozwolić tylko wtedy, gdy gram z Gniewkiem. Gdy gram solo, to bity są dużo bardziej elektroniczne i całość przypomina nieco set didżejski. Wówczas mniej gram też tych wolniejszych numerów, bo zestaw jest stricte klubowy. Natomiast gdy występuje na festiwalach i gram właśnie z Gniewkiem, to wykorzystuje mojego NORD-a na takie właśnie instrumentalne wstawki.
MM: Kwintesencją płyty „Assemblage” jest utwór „Bad Energy”, który jest długi, mroczny i niemalże w całości instrumentalny. Grasz go w swoich setach?
MIN t: Tak, gram go.Natomiast na OFF-ie stwierdziliśmy, że chcemy zagrać mocny, energetyczny set. Podeszliśmy do tego showcase’owo, bo była wczesna godzina, więc publikę trzeba trochę rozruszać. Z kolei podczas dłuższych setów „Bad Energy” jest najczęściej w środku i idealnie się wówczas sprawdza.
MM: Płyta wyjdzie na winylu?
MIN t: Nie i nawet nie ma takich planów. Wszystko rozbija się o koszty. Ludzie słuchają dziś muzyki z telefonów, z serwisów streamingowych. Już CD jest swoistym fetyszem.
MM: Co dalej?
MIN t: Planuje wydanie ep-ki. Będzie już stricte elektroniczna i eksperymentalna. Zauważyłam, że ludziom brakuje tego mojego elektronicznego grania. „Assemblage” pomogło mi też zdobyć nową publiczność, która słucha też żywszych brzmień. Mam już gotowe trzy numery. Chciałabym zdążyć z jej wydaniem jesienią.
MM: Twoja twórczość świetnie nadaje się też do remiksowania.
MIN t: Tak, pojawiły się już dwa remiksy utworu „Blues Keeps Crooning”, które zrobili Coals oraz Antoni Sierakowski z kolektywu Regime Brigade. Całość będzie wzbogacona animacją do tego kawałka.
MM: Dziękuję za rozmowę.
Foto: Andrzej Sienkowski




