Muchy

Muchy przygotowały nie lada niespodziankę – właśnie ukazało się wznowienie płyty „Terroromans” - po raz pierwszy na winylu oraz w podwójnym CD „Xerroromans”, wzbogaconym o demo „Galanteria”. Co więcej – do składu grupy powrócili jej pierwotni członkowie – Piotr Maciejewski i Szymon Waliszewski i w tym zestawieniu zespół przygotował zupełnie premierowe nagranie. O tym, co kryje się za tak zaskakującym powrotem opowiedział naszemu wysłannikowi Maciejowi Majewskiemu frontman Much – Michał Wiraszko.
MM: „Terroromans” i „Galanteria” to jedyne wasze wydawnictwa, które nie są ogólnodostępne. Czy to było głównym powodem ich wznowienia?
MW: Zdecydowanie tak. Myśleliśmy już o tym jesienią, kiedy minęło 10 lat od wydania „Terroromans”. Poza tym gdzieś nam po głowach chodził pomysł ponownego zejścia się na nowo. Spotkaliśmy się, bo nie chcieliśmy wypuszczać odgrzewanych kotletów, tylko wywołać przyczynek do stworzenia czegoś nowego. Wymyśliliśmy, że będzie to dobry sposób, żeby zrobić ten 'reunion' i wrócić do żywych. Nie chciałbym też, aby ta nowa piosenka, czyli „Obok Ulic i Miejsc” była tylko dodatkiem, a raczej zwiastunem czegoś nowego. Reedycja „Terroromansu” wiążę się przede wszystkim z tym, że płyta wychodzi na winylu oraz „Xerrormansem”, czyli „Galanetrią” i „Terroromansem” w jednym boxie.
MM: Nad nowymi miksami czuwał Marcin Bors, z którym już pracowaliście. Czego brakowało pierwotnej wersji?
MW: To nie jest tak, że czegoś brakowało tym pierwotnym wersjom. Marcin nie tyle miksował tę płytę, ile ją zremasterował. Dobarwił ją, by zabrzmiała 'tłuściej'. Ale taśma-matka jest oryginalna. Mam pełne zaufanie do Marcina, a zależało nam na tym, by zostało to odświeżone. Również chcieliśmy złożyć 'hołd” „Galanterii”, która ukazała się pierwotnie w ponad stu egzemplarzach.
MM: Wspomniałeś o nowym utworze, który znalazł się na „Xerroromansie”, czyli „Obok Ulic i Miejsc”, który nagraliście w oryginalnym składzie. Jak doszło do tego, że zeszliście się w tej konfiguracji personalnej?
MW: Zespół ostatnią płytę nagrał w 2014 roku („Karma Market”. - przyp. MM). To był inny skład, ale był już w nim Piotr Maciejewski, który pomagał kompozycyjnie i aranżacyjnie. On jest jednak samotnikiem. Żyje swoim życiem troszeczkę na uboczu. Bardzo to szanuję, bo to otwarta życiowa deklaracja i pomysł na siebie. Poza tym jest osobą bardzo wrażliwą. Z kolei Szymon Waliszewski założył rodzinę i wyprowadził się z Poznania, natomiast spotkało go mało przyjemne doświadczenie i ta rodzina mu się rozpadła. Latem ubiegłego roku, Muchy były rok po ciszy koncertowej. Byliśmy już po zakończeniu promocji „Karma Market”. Po drodze pojawiła się „Powracająca Fala”. Tamten skład dogorywał, przyszło pewne przesilenie. Powiedzieliśmy sobie, że trzeba złapać trochę dystansu, bo to przestało iść w dobrą stronę. Pojawiły się złe emocje i przerost ambicji nad rzeczywistością. Z tego ostatniego składu obecnie są z nami gitarzyści Stefan Czerwiński i Michał Puchała, który odpowiada też za klawisze. Będą z nami koncertowo i będą pracowali przy kolejnej płycie. Natomiast trzon zespołu, to powrót do korzeni, czyli nasza trójka: Piotrek, Szymon i ja.
MM: Mówisz, że w tym składzie nagracie nową płytę. Czy zatem „Obok Ulic i Miejsc” zapowiada kierunek, jaki na niej obierzecie?
MW: Ten utwór dowodzi, że w tym pierwotnym zestawieniu nas trzech coś iskrzyło. Spotkaliśmy się w styczniu, żeby sprawdzić, czy w ogóle umiemy jeszcze grać stare numery (śmiech). W pewnym momencie Piotrek powiedział, że ma pomysł na utwór i stało się dokładnie to, co działo się w latach drugiej połowy poprzedniej dekady, kiedy w tej konfiguracji graliśmy i komponowaliśmy. Piotrek pokazał mi pomysł na partię gitary, Szymon od razu to podłapał, dodając 'pasyjne' wręcz bębny i w 15 minut mieliśmy piosenkę. Pojawił się magnetyzm, który jest tym kierunkiem. Aura tego spotkania jest wynikiem tego. Teraz pozostaje mieć nadzieję i trzymać kciuki za to, co będzie dalej.
MM: Macie już jakieś inne, nowe pomysły na piosenki?
MW: Takich niewykorzystanych pomysłów i szkiców mam mnóstwo. Póki co - w tym nowym podejściu skupiliśmy jednak się na tym, by grać „Terroromans” w całości i żeby ta nowa piosenka była na 120%
MM: Powiem Ci, że jestem zaskoczony trochę odbiorem Much w ostatnich latach – zwłaszcza jeśli chodzi o płyty. „Karma Market” była przecież świetna. Z czego to wynika?
MW: Wydaje mi się, że w tamtej konfiguracji personalnej czegoś zabrakło. To, za co ludzie pokochali Muchy, chyba zrodziło się z trzewi Piotra, Szymona i moich. Jestem pewien, że te rzeczy i tamte płyty nie były złe. Mało tego – bardzo rozwinęliśmy się koncertowo. Nie wiem jednak, czyli ludzie odnajdowali w tych piosenkach historie swojego życia. Inna sprawa, że jesteśmy też świadkami śmierci nośnika, jakim jest płyta CD.
MM: Z MNKR, czyli z Michałem Szturomskim wystąpiłeś na Spring Breaku. Przeczytałem, że to twój samodzielny materiał, ale przecież nie do końca, bo stworzyliście go we dwóch.
MW: To materiał samodzielny w tym znaczeniu, że stworzony poza Muchami. MNKR to absolutna socjaldemokracja. Dzielimy obowiązkami po połowie. Michał przesyła mi wszystko, co chciałby w danym utworze zmieścić. Takie 'minutówki' lub 'dwuminutówki', które nazywam paletą barw. I wtedy ja mu odpisuje, z których fragmentów możemy coś ułożyć. Robimy taką układankę, po czym spotykamy się i improwizujemy. Bardzo bym chciał, żeby to był projekt stricte klubowy. Natomiast gdzieś mamy na sobie ciężar doświadczeń w tworzeniu piosenek, a w muzyce klubowej liczy się flow i wkrętka. Walor tego zespołu objawi się na występach klubowych. Jesteśmy mocno wpatrzeni w Moderat, GusGus, czy Junior Boys, gdzie taka konwencja fajnie 'wachluje'. Czasem jest to piosenka, czasem miks.
MM: To inaczej – czemu wcześniej nie było żadnego twojego materiału np. solo?
MW: Bo zawsze było coś innego. Do materiału solowego podchodziłem z kilkunastoma osobami i raz byłem bliżej, raz dalej, ale zawsze się to rozchodziło i ciężko było postawić tę ostateczną kropkę. Musiałem chyba poczekać, aż upłynie trochę czasu i znajdziemy się z Michałem Szturomskim w odpowiednich momentach życia. Myślę, że to też nieprzypadkowo się zdarzyło.
MM: Z Muchami zresztą też zamknęliście tegoroczny Spring Break...
MW: Tak, to był pomysł Tomka Waśko, który zasugerował nam taki „tajny gig – niespodziankę”. Bardzo fajnie nam się grało. Przed nami koncerty w „Grizzly Gin Barze” w Warszawie i ponownie w Poznaniu na „Late Summer Festival” na koniec wakacji.
MM: Dziękuję za rozmowę.




