Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyNazareth
Nazareth

Nazareth

Wywiad05.05.2023Maciej MajewskiPete Agnew
Nazareth

Grupa Nazareth będzie jedną z gwiazd Hard Rock Heroes Festival, który odbędzie się 12 czerwca w krakowskiej Tauron Arenie. Na tę okoliczność odbyłem rozmowę z Petem Agnew, basistą, a dziś jedynym członkiem oryginalnego składu zespołu.

MM: 55 lat na scenie, 25 płyt, jedyny członek oryginalnego składu Nazareth. Zawsze mnie zastanawia, co czują muzycy, którzy są aktywni ponad pół wieku.

PA: Szczęście (śmiech). Nie mogę tego inaczej określić. W końcu to nie jest typowa praca, tylko raczej sposób na życie. I nie mogłem sobie tego wymarzyć lepiej. Nazareth funkcjonuje znacznie dłużej, niż ludzie, parający się regularnymi profesjami – oni przechodzą na emeryturę w wieku 65 lat. Muzycy nie przechodzą na emeryturę. Po prostu umierają (śmiech). Na szczęście czuję się jeszcze dość dobrze i nie zamierzam przestać grać.

MM: Czytałem gdzieś, że we wczesnym okresie działalności Nazareth mieliście taką tradycję, że każdego roku, 1 lipca zadawaliście sobie pytanie: To co, kolejny rok?

PA: (śmiech) Tak, z jednej strony się wygłupialiśmy, a z drugiej – żaden z nas z każdym kolejnym rokiem nie wyobrażał sobie, byśmy mogli przestać grać. Wiele lat temu, 1 lipca 1971 roku wszyscy rzuciliśmy nasze codzienne prace i ruszyliśmy w trasę, by zostać profesjonalnymi muzykami. Chyba się udało (śmiech). Od tego czasu jesteśmy w niej praktycznie cały czas. Zresztą tradycję zadawanie tego pytania utrzymaliśmy bardzo długo. Ostatni raz zadaliśmy je sobie z Danem (McCaffertym – wieloletnim wokalistą Nazareth, zmarłym w listopadzie 2022 – przyp. MM) w 2013, czyli w roku, w którym zdecydował się odejść z Nazareth.

MM: No właśnie - Dan zmarł w ubiegłym roku, podobnie jak Manny Charlton, który był gitarzystą Nazareth przez 22 lata. Znam historię Twoich relacji z Danem, bo znaliście się od 5 roku życia. A jak było z Mannym?

PA: Manny’ego znałem jeszcze dłużej, niż Dana. Wychowaliśmy się w tej samej okolicy, gdzie wszyscy się znali. Ale lepiej poznaliśmy się, gdy zaczęliśmy grać muzykę w mniej więcej tym samym czasie, czyli w 1966 lub 1967 roku. Ja z Danem byliśmy w jednym zespole, a Manny w innym. Tak się poznaliśmy i tak dołączył do nas w 1968 roku. To właśnie Manny zasugerował, żebyśmy zaczęli pisać własny materiał. To było punktem zwrotnym dla nas. Manny był wspaniałym człowiekiem. Byliśmy przyjaciółmi przez ponad 22 lata wspólnego grania, choć nie bardzo bliskimi, jak z Danem. Później kontakt nam się urwał. Manny przeniósł się na stałe do Ameryki. Kontaktowaliśmy się tylko w kwestiach biznesowych. Poza tym spotkaliśmy się na pogrzebie Darrella Sweeta (perkusisty Nazareth, zmarłego w 1999 r. – przyp. MM) Ostatni raz widzieliśmy się, gdy graliśmy na festiwalu w Houston w Teksasie obok Deep Purple i Lynyrd Skynyrd w 2000 roku, czyli ponad 20 lat temu.

MM: Obok wpływów hard rocka przemycaliście do muzyki Nazareth elementy popu. Wiem, że w początkach działalności zespołu i nieco wcześniej słuchaliście z Danem sporo muzyki soul. Skąd więc wzięły się te implikacje popowe w Nazareth?

PA: To wzięło się z tego, że zawsze lubiliśmy piosenki i melodie. Chwilę przed Tobą udzielałem wywiadu pewnej dziennikarce, która zapytała mnie, jak to jest być pionierem heavy metalu? Nigdy nie byliśmy zespołem metalowym! Nie znoszę heavy metalu! Kiedy zaczęliśmy tworzyć muzykę, nie zastanawialiśmy się, jak będzie traktowana, czy postrzegana. Dlatego zawsze hołdowaliśmy idei piosenek. Dobra piosenka, także popowa, łapie cię i nie chce puścić. Może być popowa, a może być rockowa. Może być balladą, a może też być szybszą kompozycją. Czerpaliśmy zewsząd – Led Zeppelin, Deep Purple, ale też Randy Newman, czy Jackson Browne. Dzisiaj, gdy tworzymy nową muzykę, łapie się na tym, że pożyczam, czy nawet kradnę coś, co gdzieś już słyszałem. A najgorzej, jeśli jest to Nazareth (śmiech). Tak więc wszyscy są tacy sami, wszyscy skądś czerpią. Robią to tylko na swój sposób.

MM: Co zatem dziś inspiruje Nazareth?

PA: Nie wiem. W zespole jest czterech gości, którzy tworzą muzykę. Jesteśmy zespołem kompletnie różnych osobowości. I to słychać na naszej ostatniej płycie „Surviving The Law”. Uwielbiam to, co pisze Jimmy (Murrison, gitarzysta Nazareth od 1994 r. – przyp. MM) i mój syn, Lee (perkusista Nazareth od 1999 r. – przyp. MM). Oni są już z innego pokolenia, niż ja. Ich inspiracje są już stricte hardrockowe, a więc inne, niż moje. Z kolei Carl (Sentence – wokalista, który zastąpił Dana McCafferty’ego w 2015 r. – przyp. MM) wychował się na pop metalu (śmiech). Moje wpływy się nie zmieniły. Kiedy zaczynam tworzyć, nie słucham innych. Wtedy jestem skupiony tylko na tym, co piszę.

MM: Wspomniałeś Carla Sentence’a. Widziałem was na żywo w 2015 roku i wydaje mi się, że wniósł nową energię do zespołu.

PA: O, zdecydowanie. To świetny frontman. Potrafi skupić na sobie uwagę publiczności, ale jest przede wszystkim świetnym wokalistą. Zastąpienie Dana było bardzo trudne. On miał wyjątkowy głos, który znakomicie pasował do Nazareth. Kiedy odszedł i zaczęliśmy szukać nowego wokalisty, słuchałem demówek z całego świata. Wszyscy chcieli brzmieć jak Dan… A my nie chcieliśmy ‘drugiego Dana’. Chcieliśmy wokalisty, który poradziłby sobie z repertuarem Nazareth, ale jednocześnie wnosił coś od siebie. A kiedy na przesłuchanie przyszedł Carl, miał przygotować 4 piosenki. W połowie pierwszej przerwaliśmy mu i powiedzieliśmy: masz tę robotę (śmiech). Był i jest tak dobry. Brzmi znakomicie. Bardzo dobrze odnajduje się w różnorodnym materiale. No i świetnie prezentuje się na scenie.

MM: Wymieniłeś też wydaną w ubiegłym roku płytę „Surviving The Law”. Nie znalazła się na niej żadna ballada. Dlaczego? Ostatnią kompozycją na płycie jest „You Made Me”, która jest raczej bluesem.

PA: To prawda. Nigdy jednak nie zakładaliśmy, że na każdej naszej płycie musi być ballada. A „You Made Me” wyszło ode mnie. Jestem już starym człowiekiem i kocham bluesa (śmiech).

MM: 12 czerwca zagracie na Hard Rock Heroes Festival w Tauron Arenie w Krakowie. Widziałem was dotąd na koncertach klubowych. Widzisz jakąś różnice między koncertami klubowymi, a festiwalowymi?

PA: Żadnych. Uwielbiam każdą formę koncertu. Na festiwalach jest tylko dużo więcej ludzi, więc odbiór jest szerszy. W klubie można złapać kontakt wzrokowy z publicznością, o co trudniej na festiwalach. Poza tym publiczność festiwalowa niekoniecznie przychodzi tylko na twój występ, a w klubie zwykle gramy dla swojej publiczności. Na koniec dnia chodzi jednak o to, by zagrać jak najlepszy koncert.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Nazareth / Warszawa, Progresja / 22.09.2025
Galeria23.09.2025

Nazareth / Warszawa, Progresja / 22.09.2025

Szkocka legenda hard rocka Nazareth (z oryginalnego składu w zespole gra basista Pete Agnew) wystąpiła dla kilkuset fanów w warszawskiej Progresji.

Nazareth wystąpi w Warszawie
News24.04.2025

Nazareth wystąpi w Warszawie

Szkocka legenda hard rocka zagra 22 września w warszawskiej Progresji w ramach tournee "Surviving The Law".

Nazareth - Progresja Music Zone - Warszawa
Koncert12.07.2015

Nazareth - Progresja Music Zone - Warszawa

Warszawa, Progresja Music ZoneNazareth, ,
Nazareth - Kwadrat - Kraków
Koncert15.02.2013

Nazareth - Kwadrat - Kraków

Kraków, KwadratNazareth, ,