oysterboy

WywiadGrzegorz Szklarekoysterboy
oysterboy

oysterboy czyli Piotr Kołodyński z poznańskiej grupy Terrific Sunday opublikował kolejne solowe wydawnictwo - ep-kę "Chciałbym mieszkać nad morzem". O kulisach powstania tego wydawnictwa oraz planach związanych z macierzystym zespołem artysta opowiedział nam w wywiadzie.

GS: W 2023 roku wydałeś debiutancką płytę, a tu na wiosnę roku bieżącego dostaliśmy od Ciebie kolejne wydawnictwo czyli ep-kę „Chciałbym Mieszkać Nad Morzem”. Czy trafiły tam kompozycje z sesji nagraniowych ubiegłorocznego albumu czy też są to premierowe numery?

O: Są to zupełnie nowe kompozycje, które powstały w po wydaniu tamtej płyty. Nawet zapytałem moich fanów w mediach społecznościowych czy powinienem wydać ep-kę jeśli mam gotowych pięć utworów czy chcą poczekać na pełną płytę. Zdecydowana większość odpowiedziała, że mam wydać ep-kę teraz. Ale mam już gotowe kolejne kompozycje, więc mam nadzieję, że pełnoprawny album ukaże się jeszcze przed końcem tego roku. Poza tym te utwory wydane na ep-ce łączyły mi się w całość pod względem nadmorskiego klimatu tożsamego z tytułem wydawnictwa. Jest to pewna całość związana z moją tęsknotą za morzem.

GS: Skąd ta tęsknota na tym wydawnictwie?

O: Od kiedy piszę teksty po polsku to temat morza zawsze się gdzieś tam przewijał. To jest kwestia tego, że dla mnie sensem życia jest bycie nad wodą, a szczególnie nad oceanem i morzem. Dla mnie dwie najlepsze rzeczy na świecie to woda i muzyka. Na okładce mojego debiutanckiego albumu leżę z gitarą w wodzie (śmiech). Więc ta ep-ka jest moim hołdem dla wody. Nawet Stanisław Lem napisał, że ocean jest bytem, myślącym stworzeniem, które potrafi być tajemnicze i straszne, ale też piękne.

GS: Człowiek też wziął się z wody…

O: No i człowiek w 65% składa się z wody. Woda jest niezbędna do życia. I może dlatego, że nasi przodkowie byli mocno z wodą związani to nas atawistycznie do niej ciągnie. U mnie działa to bardzo terapeutycznie i kojąco. Zawsze gdy wracam znad morza to robię kilka piosenek.

GS: Na tej ep-ce słychać także Twoją walkę z depresją…

O: Zgadza się. Próbuję o tym otwarcie mówić i przekazywać to w swojej twórczości, że ważne jest, by z tym walczyć. Na przykład utwór tytułowy „Chciałbym mieszkać nad morzem” jest nie tylko tęsknotą za wodą, ale też opowiada o wyjściu z depresji dzięki terapii. Zasłony, które długo były zasunięte z czasem się rozsunęły i mogłem zobaczyć słońce, które jest piękne nad morzem. Więc wskazuję każdemu, kto ma problem z depresją, że jest z tego wyjście i każdy może przeżyć ten piękny moment wyjścia z tej ciemności i zobaczenia słońca nad morzem.

GS: Jednocześnie teksty na tej ep-ce są pełne marzeń. Pojawia się w nich dużo słów „chcę” i „chciałbym”.

O: Zgadza się. Mamy tam „chcę zamieszkać w Barcelonie, patrzeć na zachody w Lizbonie” czy „chciałbym zamieszkać nad morzem”, „chcę zobaczyć wszystkie kraje”. To są marzenia, ale i plany. Kocham marzyć, bo jest to piękny stan. Nie lubię stąpać twardo po ziemi. Gdy ostatnio założyłem własną działalność gospodarczą, to nagle zacząłem stąpać po ziemi i zapragnąłem być w chmurach. Wolę ten nierealny wymiar życia. Wolę być w chmurach niż na ziemi. Jestem chyba romantycznym marzycielem.

GS: Na początku marca wydałeś instrumentalną wersję utworu tytułowego z angielskim tytułem „I Would Love To Live by the Sea” z gościnnym udziałem poznańskiej pianistki Yany Couto. Skąd pomysł na tę kooperację?

O: Zaprzyjaźniłem się z Yaną, gdy była moją sąsiadką na poznańskim Łazarzu. To jest miejsce, gdzie mieszka wielu artystów. Na przykład vis a vis mojego balkonu miał balkon Fismol. Poznaliśmy się niechcący i okazało się, że świetnie się dogadujemy między innymi na płaszczyźnie muzycznej. Bardzo jej się spodobał utwór tytułowy i natchnęło to ją do tego, aby zrobić re-work tej kompozycji na pianinie. Lubię muzykę wyciszającą, gdyż jest to terapeutyczne. Gdy ona stworzyła swoją wersję utworu, nie mogłem uwierzyć, że z tak smutnej piosenki jaką jest „Chciałbym mieszkać nad morzem” da się zrobić jeszcze smutniejszy utwór (śmiech).

GS: Utwory na ep-kę nagrywałeś sam, czy ktoś Ci pomagał?

O: Nagrywałem sam. W przeciwieństwie do płyty, gdzie miałem kilka osób do pomocy. Na perkusji grał Artur Chołoniewski z Terrific Sunday, jeden utwór napisali i wyprodukowali Sebastian Polus oraz Antoni Zajączkowski. Ale były to pojedyncze przypadki. Normalnie wszystko tworzę sam. Jestem sterem, żeglarzem i okrętem. I muszę powiedzieć, że to lubię. Jestem wykształcony w kierunku technicznym – jestem realizatorem i producentem. To, że zostałem muzykiem to przypadek. Dwoma minusami tego, że wszystko się robi samemu jest to, że: jest to czasochłonne i że czasem trzeba zasięgnąć porady od innych osób na zasadzie „co sądzisz na ten temat”?

GS: Co dalej z Terrfic Sunday? Słyszałem, że pracujecie nad drugą płytą?

O: Płyta jest nagrana, ukaże się w tym roku. W sieci jest już pierwszy singel "Klucz Ptaków". Myśleliśmy, że ten album już nie powstanie, ale tak się stanie i bardzo się z tego cieszymy. Nie będzie to materiał w klimacie oysterboya, lecz bardziej rockowy. Bo ten zespól jest wypadkową trzech osób, które słuchają różnej muzyki. Będzie smutno, ale z duża ilością energii.