P.O.D.

Jedna z największych gwiazd amerykańskiego nu-metalu P.O.D. wydała w ubiegłym roku jedenasty album "Veritas", który został przyjęty ciepło przez fanów i krytykę. Obecnie grupa jest na długiej trasie po Europie, którą zakończy 18 kwietnia na wyprzedanym koncercie w warszawskiej Progresji. Z tej okazji wywiadu udzielił nam wokalista i współzałożyciel P.O.D. Sonny Sandoval.
GS: W tym roku P.O.D. obchodzi 33 urodziny i w opinii wielu osób jesteście w znakomitej formie. W 2024 roku wydaliście świetny nowy album „Veritas”, który właśnie promujecie na gorąco przyjmowanej trasie koncertowej po Europie. Co Was tak napędza po tylu latach istnienia?
SS: Cały czas jesteśmy głodni nowych wyzwań, chcemy tworzyć jak najlepszą muzykę, bo to jest nasza największa pasja i miłość. Pomimo sukcesów jakie odnosiliśmy i wielu wyprzedanych dużych aren koncertowych cały czas mamy sobie dużo do udowodnienia. Wiesz, wydaje mi się, że wciąż stoimy na słabszej pozycji niż wiele innych zespołów i przez to musimy walczyć o swoje i nie sądzę, byśmy cieszyli się takim respektem na jaki zasługujemy. A więc jedyne co możemy robić, to tworzyć muzykę, którą kochamy. Zwróć uwagę, że wiele zespołów z naszego gatunku muzycznego bądź zbliżonych do nas stylistycznie już nie wydaje płyt, a pomimo to wyprzedają stadiony, ale nie oferują swoim fanom niczego nowego. A my nadal przepychamy się łokciami, wydajemy nową muzykę, staramy się iść do przodu. Po prostu kochamy tworzyć muzykę.
GS: Gdy słuchałem albumu „Veritas” odnosiłem wrażenie, że chcieliście przywołać na nim ducha P.O.D. z lat dziewięćdziesiątych…
SS: Zgadzam się. Chcieliśmy przypomnieć naszym fanom kim jesteśmy, że jesteśmy zespołem rockowym, że kochamy rock’n’rolla. To jest fajna ciężka płyta, a jednocześnie bardzo prosta i nieskomplikowana na płaszczyźnie muzycznej. Myślę, że „Veritas” jest czymś czego potrzebowaliśmy na tym etapie naszej 32-letniej kariery.
GS: Nie będę chyba odosobniony w opinii, że to jedna z najcięższych płyt P.O.D…
SS: Myślę, że masz rację. Nie ma tam utworów reggae czy punk, po prostu jedziemy do przodu od początku do końca albumu…
GS: I w dodatku znalazły się tam dwa świetne rockowe hymny, mam tu na myśli „I Won’t Bow Down” i „Afraid To Die”…
SS: Cieszę się, że tak mówisz. Gdy zaczynamy grać te dwa numery na koncertach, nasi fani bardzo żywiołowo na nie reagują: śpiewają z nami, mając uniesione dłonie w górę. Cieszę się, że możemy być teraz w Europie i grać te piosenki dla Was.
GS: Nagrywaliście tę płytę aż półtora roku…
SS: To prawda, choć pierwsze pomysły na nowe nagrania zaczęły się pojawiać jeszcze przed startem COVID. Gdy pandemia się rozpoczęła, złapaliśmy porządne opóźnienie. Staraliśmy się spotykać gdziekolwiek mogliśmy i nagrywaliśmy utwór po utworze, kiedy tylko mogliśmy. A gdy COVID zaczął mijać cały czas mieliśmy nieskończony produkt. Wtedy musieliśmy wziąć się w garść i skoncentrować się na skończeniu sesji nagraniowych. Na szczęście się udało i tak narodził się „Veritas”.
GS: Tytuł po łacinie oznacza „prawdę”, ale jak traktować to słowo w kontekście zawartości tego albumu i przede wszystkim nieco przerażającej okładki płyty?
SS: To zależy od tego, jak widzisz tę dziewczynę na okładce. Ja widzę ją jako niewinną istotę. Masz tam to dziecko, ale otoczone światem pełnym kłamstwa i nieuczciwości. Wszyscy jesteśmy otoczeni kłamstwami. Ale możesz to widzieć na wiele sposobów, a więc: może jest to prawda, która jest ślepa lub to dziecko straciło niewinność dlatego, że nie ma prawdy? W tym dziecku z okładki nie ma życia, ale może jest tak, że pragnie ono prawdy? Ono szuka autentyczności i realności. Wiem, że ta okładka jest mroczna, ale ma w sobie jakiś element pozytywny.
GS: Na „Veritas” zaśpiewało gościnnie trzech wyjątkowych artystów: Randy Blythe z Lamb Of God, Cove Reber z Saosin i Tatiana Shmayluk z ukraińskiego Jinjer. Dlaczego tych artystów wybraliście?
SS: Niemal na każdej płycie P.O.D. mieliśmy gości. Z reguły były to osoby, których twórczość nam zawsze towarzyszyła i która jest dla nas bardzo ważna. Kochamy Randy’ego Blythe’a z Lamb Of God i jest on dla nas legendą. Nie byliśmy pewni, czy będzie chciał zaśpiewać w otwierającym płytę „Drop”, ale gdy tylko usłyszał ten numer natychmiast go pokochał. Mamy szczęście, że możemy go mieć na „Veritas”. Z kolei Cove Rober jest przedstawicielem młodej undergroundowej sceny. Śpiewa w dwóch świetnych zespołach – wspomnianym przez ciebie Saosin oraz w Dead American, a także w pomniejszych projektach. Zapraszając go do zaśpiewania w „This Is My Life” chcieliśmy pokazać taką młodzieżową odsłonę P.O.D. Jeśli chodzi zaś o udział Tatiany w „Afraid To Die” to wyobraziłem sobie, że chciałbym w tym numerze mieć żeński wokal. Pomyślałem wówczas o Tatianie, która jest naszą przyjaciółką i uwielbiamy jej śpiew. Skontaktowaliśmy się z nią i zaproponowaliśmy udział w tej kompozycji. Gdy komponowaliśmy tę piosenkę wojna w Ukrainie dopiero co się zaczęła i dla niej ta kompozycja stała się osobistą wypowiedzią, że obywatele Ukrainy muszą walczyć, że jej zespół musiał walczyć i ona musiała walczyć.
GS: Pomiędzy „Veritas” a poprzednią płytą P.O.D. czyli „Circles” było aż 6 lat przerwy. To kawał czasu jak na dzisiejsze standardy branży muzycznej. Czy zgodzisz się, że „Veritas” jest początkiem nowej ery dla Twojego zespołu?
SS: Mam taką nadzieję. Wiesz, ciężko pracowaliśmy przez te 33 lata. Nic nie dostaliśmy za darmo od branży muzycznej. I jeśli naszym przeznaczeniem jest być tu gdzie teraz jesteśmy, tworzyć muzykę i grać trasy koncertowe tam, gdzie je gramy, to w porządku. Nie jesteśmy Metalliką. Nie jesteśmy jak tego typu zespoły. Ale jesteśmy tak autentyczni jak tylko się da. Jesteśmy uczciwi wobec samych siebie. Taki jest nasz styl życia i jeśli to nas utrzymuje przy tworzeniu muzyki, to niech tak dalej będzie jak najdłużej. Kochamy dawać części nas naszym fanom i przyjaciołom. I album „Veritas” jest na to co mówię najlepszym dowodem.
GS: Mam nadzieję, że „Veritas” jest lub będzie dla Was czymś takim jak album „Satellite”, który był dla P.O.D. przełomem blisko 25 lat temu…
SS: Stary, obyś miał rację (śmiech)
GS: A propos „Satellite”…Gdy nagrywaliście tę płytę, na której znalazły się Wasze dwa pierwsze hity czyli „Youth Of The Nation” i „Alive”, czuliście, że powstaje coś wyjątkowego?
SS: Wiedzieliśmy, że to wspaniałe piosenki, ale nie czuliśmy, że będą to hymny i tak duże przeboje. Po prostu myśleliśmy sobie: „fajnie, jeśli te piosenki będą coś dla kogoś znaczyły” lub, że te numery podniosą ludzi na duchu. A po 25 latach okazuje się, że gdziekolwiek się nie pojawimy ludzie znają te utwory na pamięć. To niesamowite uczucie, ale jeszcze wspanialsze jest uświadomienie sobie, że te piosenki wpłynęły na życie tak wielu osób. To zawsze pragnęliśmy osiągnąć dzięki naszej muzyce.
GS: W Waszej dyskografii nie ma dotąd żadnego wydawnictwa „live”, co jest dla mnie dziwne, bo jesteście znakomitym zespołem koncertowym. Może na bieżącej trasie coś zarejestrujecie i wydacie?
SS: To prawda, nie mamy, choć w trakcie COVID-u zagraliśmy trzy różne sesje na żywo on-line. I myślimy o wydaniu ich jako albumy. Ale teraz mamy też możliwości, by nagrać wydawnictwo koncertowe. Mamy ze sobą odpowiedni sprzęt i nagrywamy piosenki na koncertach. I może rzeczywiście, obecne tournée jest tym, z którego wydamy live album bądź DVD.
GS: W 2014 roku wydaliście akustyczny album „SoScal Records” z nowymi wersjami 12 utworów. Myślisz, że bylibyście w stanie przełożyć „Veritas” na „język” akustyczny?
SS: Myślę, że tak. Od dłuższego czasu nosimy się z zamiarem nagrania kolejnej płyty akustycznej i nie widzę powodu dla którego nie miałby to być album z utworami z „Veritas”? Myślę, że przynajmniej kilka piosenek z tej płyty zabrzmiałoby pięknie w nowych wersjach.
P.O.D.
18.04.2025 / Warszawa, Progresja
Bilety wyprzedane


