Pat Metheny

WywiadMaciej MajewskiPat Metheny
Pat Metheny

Legendarny amerykański gitarzysta, kompozytor, improwizator i zdobywca 20 nagród Grammy, Pat Metheny, zapowiada swój najnowszy album "MoonDial", która ukaże się 26 lipca. Podobnie jak w przypadku płyt "One Quiet Night" i "What’s It All About", "MoonDial" jest solowym gitarowym longplayem, nagranym bez dodatkowych ścieżek na gitarze barytonowej. To, co wyróżnia ten album to brzmienie. Jesienią zeszłego roku Metheny odkrył nowy rodzaj strun wyprodukowanych w Argentynie, które sprostały temu zadaniu, a to otworzyło przed nim świat nowych możliwości, które możemy usłyszeć na "MoonDial". O technicznym podejściu do jego nagrania, ale także o twórczości The Beatles i projekcie „Orchestrion”, Pat Metheny opowiedział mi w poniższej rozmowie.

MM: Skomponowałeś i nagrałeś „MoonDial” podczas trasy koncertowej. Użyłeś do tego specjalnej gitary z nylonowymi strunami, wykonanej przez Lindę Manzer. Czy podczas tej trasy od czasu do czasu próbowałeś grać na tej gitarze?

PM: Tak, podczas ponad 50 koncertów, które właśnie zagrałem, zaprezentowałem publiczności ten nowy instrument i to nowe brzmienie. Na początku był to tylko jeden utwór. Potem dwa. Zanim trasa dobiegła końca, nowa gitara barytonowa z nylonowymi strunami mogła wystarczyć na dwadzieścia lub dwadzieścia pięć minut całego koncertu. Stanowi to dla mnie piękny, bogaty i nieskończenie odczuwalny nowy świat.

MM: Te specjalne nylonowe struny znalazłeś w Argentynie, a więc w jednym z najbardziej ‘gitarowych’ miejsc na świecie. Myślę, że to odkrycie mogło być dla Ciebie miłym zaskoczeniem, a może nie?

PM: Przez wiele lat próbowałem znaleźć sposób na uzyskanie brzmienia nylonowych strun barytonowych w moim specjalnym stroju. W końcu znalazłem te struny – właściwie na Amazonie! (śmiech). Od razu zadziałały idealnie i otworzyła się przede mną zupełnie nowa przestrzeń dźwięków .

MM: Te nylonowe struny pasują do Twojego sposobu strojenia gitary. Co znalazłeś w ich brzmieniu jako gitarzysta?

PM: Ogólnie rzecz biorąc, w przypadku nylonowych strun na barytonie, masz nieco więcej tego, co nazywamy „przestrzenią drgań”. Brzmienie i podejście barytonu ze stalowymi strunami, które zastosowałem w „One Quiet Night” i „What’s it all About” jest nieco mocniejsze i dość trudne. Dźwięk stali bardziej przypomina fortepian, dźwięk nylonu bardziej przypomina harfę.

MM: Pytam o to, bo „MoonDial” ma bardzo intymną atmosferę. Wiem, że na tej płycie nie ma dogrywek ani dodatkowych instrumentów, co słychać bardzo przejrzyście. Przypuszczam, że repertuar z tej płyty można zagrać w dowolnym miejscu na świecie – zwłaszcza w małych salach?

PT: Zdecydowanie! Te nowe brzmienia były bardzo ciekawym dodatkiem do koncertów, o których wspomniałem. Na kolejnych trasach będzie ich jeszcze więcej!

MM: Wybrałeś na płytę kilka standardów, jak „You’re Everything” nieżyjącego Chicka Corei czy „Here, There and Everywhere” Lennona i McCartneya. Myślę, że pierwszy z nich to swego rodzaju hołd, ale co sądzisz o muzyce The Beatles? Al Di Meola powiedział mi kilka lat temu, że ich dziedzictwo jest dla gitarzysty czymś oczywistym, natomiast dzięki ich szczególnemu dorobkowi w jego ramach może robić , co chce.

PT: Nie bez powodu „standardy” stają się standardami. Naprawdę świetna kompozycja pozwala na różne podejścia do niej, zachowując jednocześnie jej kształt i ducha. Najlepsze utwory Beatlesów mają to samo, co najlepsze „standardy”.

MM: Wybór tych standardów był swego rodzaju testem na to, jak te piosenki będą brzmieć na tej specjalnej gitarze z nylonowymi strunami i na tym, jak ją dostroisz?

PT: Tak naprawdę większość wszystkiego, co robiłem w swoim życiu jako muzyk, odbywało się głównie pod sztandarem „lidera zespołu” – ale lidera zespołu, który będzie także osobą, która napisze muzykę. Moją główną pracą było znajdowanie muzyków, którzy byli wykwalifikowani i zdolni do osiągnięcia takiego rezultatu w przypadku muzyki, którą akurat pisałem lub o której myślałem w danym czasie, a następnie nagrywanie i organizowanie tras koncertowych odzwierciedlających ten okres, cokolwiek by to nie było. Pod wieloma względami ta trasa jest podobna. Tyle, że w tym przypadku jestem liderem zespołu, w którym jestem jedyny. W przypadku tej gitary moim zadaniem jako „lidera zespołu” w tym projekcie było znalezienie melodii, które pozwolą jej zabłysnąć w najlepszym wydaniu - tak jak zawsze starałem się to robić z ludźmi, których zatrudniałem do różnych moich grup przez lata.

MM: Uwielbiam niektóre z Twoich płyt. Jedną z nich jest „Speaking Of Now”, który ukazał się, gdy byłem w liceum. Zawsze byłem ciekaw, jaki był Twój pomysł, aby stworzyć tak klimatyczne, niemal soundscape’wy album z Richardem, Antonio, Lylem, Stevem i Cuongiem?

PM: Dzięki. Zawsze starałem się znaleźć na swojej drodze muzyków, którzy pomogliby mi dotrzeć do miejsca, do którego w danym momencie najbardziej chciałem dotrzeć. Tamten zespół był szczególnie interesujący, zwłaszcza że była to pierwsza płyta Antonio ze mną. Jest jednym z najlepszych muzyków i ludzi, jakich znam. Później nagraliśmy wiele kolejnych płyt.

MM: Jak z perspektywy czasu patrzysz na projekt „Orchestrion”? Mam wrażenie, że chciałeś ukazać renesansowe granie w niemal barokowy sposób.

PM: Dziwne, że 15 lat później prawie nikt inny nie zajął się tym, co jest możliwe w tej dziedzinie. Jest to obszar, który ma ogromny potencjał - być może teraz większy, niż kiedykolwiek. Bardzo chciałbym kontynuować badania nad możliwościami w tej sferze, bo pozostaje ona dla mnie fascynująca.

MM: Jakie muzyczne wyzwania stawiasz sobie po tylu latach grania?

PM: Każdego dnia chcę dać z siebie wszystko, aby zrozumieć muzykę. To mi w zupełności wystarcza, aby móc się dalej rozwijać i uczyć najlepiej, jak potrafię.

FOTO: Jimmy Katz

PAT METHENY w Polsce:

01.10 Inowrocław - Teatr Miejski

03.10 & 04.10 Gdańsk - Stary Maneż

05.10 Warszawa- Palladium / 2 koncerty

06.10 Wrocław - Narodowe Forum Muzyki

07.10 Katowice, Poland - NOSPR

BILETY

Powiązane materiały